Nourdin Boukhari – piłkarz o egzotycznym nazwisku i pochodzeniu, ale z bardzo imponującym CV i nieprzeciętnymi umiejętnościami. Zawodnik, który w przeszłości stanowił o sile takiej potęgi futbolowej jak Ajax Amsterdam, zawitał do naszej Ekstraklasy. Niby wszystko gra, ale… komu ten transfer był potrzebny?

Zwiększanie poziomu polskiej ligi poprzez sprowadzanie zagranicznych piłkarzy o wysokich kwalifikacjach i uznanej marce – jest to jeden z najważniejszych postulatów większości mediów oraz ekspertów odnośnie do krajowej piłki. Aż nadto wzięli sobie te słowa do serca działacze krakowskiej Wisły, którzy dokonali kolejnego spektakularnego transferu. Na polskich boiskach przez co najmniej rok będzie biegał Nourdin Boukhari, w przeszłości gracz między innymi Ajaksu, Bredy, AZ Alkmar czy Nantes. Wydaje się, że tylko głupiec może twierdzić, że taki transfer może zaszkodzić „Białej Gwieździe”. Rzeczywistość może okazać się zupełnie odwrotna – tylko głupiec mógł sprowadzić kolejnego lewego pomocnika?
Marokańczyk będzie miał sporo kłopotów, aby przedostać się do pierwszej jedenastki, mimo że znalazłby w niej miejsce zapewne w każdym innym klubie Ekstraklasy. Wisła Kraków, chociaż miała już w szeregach trzech klasowych lewych pomocników (Andraż Kirm – kluczowa postać Słowenii, jeden z trzech przedstawicieli Ekstraklasy na mundialu, Patryk Małecki oraz Piotr Brożek – zawodnicy o uznanej marce, mający za sobą występy w reprezentacji narodowej) postanowiła uszczęśliwić trenerów (tego lata było ich aż trzech) i sprezentować im kolejnych dwóch lewoskrzydłowych i to nie byle jakich! Oprócz wymienionego wyżej Marokańczyka do klubu dołączył również Dragan Pajlić, który w poprzednim sezonie wprowadzał Kaiserslautern do Bundesligi po absencji w niższej klasie rozgrywkowej. Czy krakowianom potrzebna jest kolejna osoba na tę pozycję? Sytuacja wygląda mniej więcej tak, jakby w Barcelonie pozostał Ibrahimović, a dodatkowo wzmocnił ją Torres…

Kuriozalność w prowadzeniu polityki transferowej przez Wisłę potęguje dodatkowo fakt, że została wyprzedana niemal cała zeszłoroczna linia defensywy, łącznie z ich rezerwowymi. Jedynym obrońcą, który pozostał w klubie jest… Piotr Brożek, który w defensywie grał z konieczności. Alvarez, Marcelo, Głowacki, Diaz i Singlar do spółki z wyżej wymienionym Brożkiem stanowili, według ekspertów, najmocniejszą linię obrony w polskiej lidze. Ich zastępcy – Bunoza i Kowalski – już zdążyli się skompromitować, Cikos wygląda co najwyżej nieźle, a Brożek będzie musiał znów łatać luki na tyłach formacji. Obiecujący wydaje się być Chavez, jednak Honduranin nie miał jeszcze okazji się zaprezentować.











