Bardzo nietypowe wieści przyniosła nam niedziela. Dzień po Boxing Day wszystkie drużyny Premier League odpoczywały w oczekiwaniu na kolejną serię gier, a czołowym newsem dnia na Wyspach był fakt zatrudnienia przez Norwich na stanowisko prezesa klubu Eda Ballsa, wysoko postawionego polityka w gabinecie cieni Eda Millibanda.
Jak czytamy w oświadczeniu klubu, współpraca będzie się opierać na zasadzie konsultacji. Większościowymi udziałowcami klubu są Michael Wynn Jones i znana kucharka – Delia Smith, więc funkcja prezesa nie jest aż tak istotna jak na przykład w naszym kraju.
Właściciele swoją decyzję argumentują doświadczeniem i wiedzą z zakresu ekonomii polityka. Ten od razu wystąpił ze słowem komentarza, zaznaczając, że jest zagorzałym fanem „Kanarków” i jako że urodził się w Norfolk, to miał uczęszczać na mecze drużyny od dziecka. Na ile to prawda – nie wiadomo. Dla przykładu inny brytyjski polityk, a konkretnie premier tego kraju, David Cameron przy jednej okazji podkreślał swą miłość do West Hamu, by kolejnym razem pytany o sympatie klubowe powiedzieć, że jest gorącym zwolennikiem Aston Villi.
Balls był minister ds. rodzinnych w rządzie Gordona Browna (2007-2010). Po tym jak Brown ustąpił z funkcji premiera i szefa partii, Balls stanął do walki o przywództwo, ale jej nie wygrał, kończąc z trzecim wynikiem wśród pięcioosobowej grupy kandydatów. Po wyborach 48-latek poparł ich zwycięzcę, Eda Milibanda, dzięki czemu został jego prawą ręką i kanclerzem skarbu w rządzie cieni Partii Pracy (2010-2015).
W tegorocznych majowych wyborach parlamentarnych Balls startował z Leeds i poniósł sromotną klęskę, nie zdobywając mandatu, co było dużym zaskoczeniem, patrząc na jego mocną pozycję. Od tamtej pory w wyniku nowego rozdania w partii, którą reprezentował, nie pełnił żadnych ważnych funkcji. Kibice Norwich negatywnie przyjęli jego osobę w klubie, jednoznacznie reagując w mediach społecznościowych.











