Prezentujemy kolejną część tekstu publicystycznego o przygodach naszych rodaków w Turcji. Tym razem zajmiemy się bliższym naszym czasom historiom oraz nazwiskom, które jeszcze nie tak dawno prezentowały się w Super Lig. Przyjrzymy się ponadto losom naszych obecnych zawodników w tym kraju.

W poprzedniej części opisywaliśmy historię między innymi Romana Dąbrowskiego, który odcisnął mocne piętno naszego kraju w Turcji, czy chociażby Szymkowiaka, robiącego efektowną i krótkotrwałą zarazem furorę w Super Lig. Niestety w ostatnim czasie w Turcji żadne polskie nazwisko już tak nie błyszczy. Jedynym, który jako tako radzi sobie wciąż w tym kraju, jest Marcin Kuś. Nasz obrońca wyjechał do Istanbulu Buyuksehir Belediyespor w 2008 roku. Pierwszy sezon Polaka po opuszczeniu Korony Kielce był bardzo obiecujący. Rozegrał on wtedy w swym nowym klubie 27 spotkań, w których dwukrotnie wpisywał się na listę strzelców. W kolejnych dwóch latach Kuś występował średnio w 17 meczach. W ostatnim zaś sezonie średniaka tureckiej Super Lig obrońca znów grał więcej, bo 23 razy. Siedmiokrotny reprezentant Polski jak mało kto obecnie może pochwalić się tym, że w Turcji przebywa już piąty rok z rzędu. Na początku tego sezonu pozycja Polaka w Istanbule BB nie wyglądała jednak najlepiej, ale o tym, jak będzie dalej, przekonamy się później.
W końcówce 2010 roku Turcja, można kolokwialnie powiedzieć, doświadczyła prawdziwej inwazji Polaków. Właśnie w sezonie 2010/2011 do zespołów z tego kraju dołączyło aż pięciu naszych zawodników. Jednym z nich był tracący już powoli swe niepodważalne miejsce między słupkami bramki Wisły Kraków Mariusz Pawełek. Czterokrotny reprezentant Polski do Konyasporu dołączył na samym początku 2011 roku, a więc na rundę rewanżową Super Lig. Polak od razu wbił się do podstawowego składu tureckiej ekipy i w ten sposób w pierwsze półrocze rozegrał 17 meczów. Nie był to jednak najlepszy czas dla Konyasporu, który zajął miejsce w strefie spadkowej i od następnego sezonu występował na zapleczu Super Lig. Polski bramkarz miał wtedy jeszcze rok kontraktu z klubem, dlatego zdecydował się pozostać właśnie na ten jeden sezon, po czym przed nim powrócił do Polski, już do Polonii Warszawa. W sumie w Konyasporze Pawełek wystąpił w 49 spotkaniach, w których puścił 44 bramki.

Bardzo podobną drogę z Wisły Kraków, ale już do Trabzonsporu, przebyli dwaj bracia bliźniacy, a więc Paweł i Piotr Brożkowie. Obaj Polacy podpisali kontrakty na 2,5 roku na samym początku 2011 roku. Nasz napastnik zadebiutował już trzy tygodnie później w spotkaniu ligowym z Besiktasem. Wielokrotny reprezentant Polski po jakimś czasie wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie tureckiej ekipy, którego nie oddał już do końca sezonu, mimo że jego statystyki nie powalały. Paweł Brożek strzelił wtedy zaledwie dwie bramki w 12 spotkaniach. W kolejnym sezonie Polak nie był już w stanie wygrać rywalizacji o miejsce w podstawowej jedenastce, stąd już po pół roku został wypożyczony do Celticu. W sumie w całym sezonie 2011/2012 Brożek wystąpił w dziesięciu meczach i zdobył tylko jednego gola. W Szkocji grał (o ile można tak to nazwać, bo zaliczył jedynie krótkie epizody w trzech meczach) na tyle źle, że aż trudno stwierdzić, że „wywalczył” tam mistrzowski tytuł. Po wypożyczeniu Polak oczywiście nie pozostał w „Trabzonie”, ale zaczął szukać swych szans w samej Hiszpanii. Trudno to sobie wyobrazić, ale brat Pawła, a więc Piotr Brożek, w Trabzonsporze radził sobie jeszcze gorzej. Start mieli bardzo podobny, bo tak jak Paweł Piotr po jakimś czasie wskoczył do pierwszego składu, jednak poważna kontuzja wyeliminowała go po sześciu meczach z gry niemal do końca sezonu. Nasz obrońca zdołał zagrać jeszcze tylko w ostatnim spotkaniu sezonu. Jak się okazało, był to także jego ostatni pojedynek w barwach tej drużyny. Przez cały kolejny sezon Polak nie wystąpił ani razu, przez co zmarnował rok kariery. Teraz Piotr Brożek gra już w Polsce, w Lechii Gdańsk.












