RC Lens zajmuje czwartą lokatę w tabeli Ligue 1, jest rewelacją na tym etapie rozgrywek we Francji, a co więcej, ważnymi postaciami zespołu prowadzonego przez Francka Haise są Polacy. Szczególnie Przemysław Frankowski, ale i Łukasz Poręba dostaje szanse. Trzeci z naszych rodaków, Adam Buksa, wraca do pełni sił po kontuzji, jednak zdążył już zadebiutować w barwach „Krwisto-złocistych”.
RC Lens to klub z bardzo bogatą historią, w Polsce znany głównie przez to, że jego losy często krzyżowały się z losami naszych rodzimych piłkarzy. Eugeniusz Faber, Joachim Marx, Henryk Maculewicz, Roman Ogaza, Mirosław Tłokiński, Cezary Tobolik czy Jacek Bąk zapisali się w annałach drużyny z górniczego miasta pięknymi zgłoskami, a pamięć o nich czy szacunek okazywane są na każdym kroku.
– Polscy gracze są doceniani w Lens. Lens to górnicze miasto, które w XX wieku gościło wielu Polaków. Mieszkańcy tego ośrodka, zagłębia górniczego, na ogół i w sporej części mają członka rodziny, który ma polskie korzenie. To część nas! W RC Lens grali wspaniali polscy zawodnicy lub gracze polskiego pochodzenia, o czym kibice i klub nie zapomnieli i pamiętają do dziś – charakteryzuje dla nas Florian Brassart z francuskiego dziennika „Actu Pas-de-Calais”.
Dzisiaj barwy „Krwisto-złocistych” reprezentuje trójka zawodników pochodzących z naszego pięknego kraju: Przemysław Frankowski, Łukasz Poręba i Adam Buksa. W drużynie Francka Haise nie pełnią oni roli statystów, ale są jej ważnymi postaciami i mocno liczą na nich zarówno kibice, jak i zarządzający klubem. Szczególnie Frankowski występujący w Ligue 1 najdłużej, bo od 2021 roku, dał się poznać nad Sekwaną z jak najlepszej strony. Zachwyca i chociaż miewa przestoje, to zbiera świetne recenzje i notuje bardzo dobre statystyki.
Ceniony Przemysław Frankowski rywalizuje z Cabotem
Frankowski do RC Lens przyszedł z MLS przed sezonem 2021/2022 i właściwie z miejsca stał się ważnym elementem drużyny, a także piłkarzem mocno docenianym przez kibiców. W poprzedniej edycji mistrzostw Francji rozegrał 37 spotkań, zanotował pięć asyst i zdobył sześć bramek. Dużo dawał drużynie, walczył i pokazał charakter, czym zaskarbił sobie serca fanów ze Stade Bollaert. Ba! Nie tylko fanów zresztą, bo został wybrany największą niespodzianką ligi. Ogromy potencjał widział w nim – właściwie to wciąż widzi – trener Haise i systematycznie na niego stawia, chociaż urodzony w Gdańsku zawodnik częściej siada na ławce.
W nowo rozpoczętych rozgrywkach 27-latek jeszcze nie zdobył gola, ale pochwalić się może dwiema asystami i tym, że gdy gra, to wykonuje 1,3 kluczowych podań na mecz. Notuje też dobre średnie, jak choćby 83% celnych podań, a jego rynkowa wartość mocno wzrosła. Zauważyć należy też, że we właśnie trwających zmaganiach częściej ustawiany jest na prawej stronie boiska – inaczej niż miało to miejsce rok temu, a dodatkowo w bardzo dobrej dyspozycji znajduje się jego bezpośredni konkurent, Jimmy Cabot. Na Przemka i jego dobrą dyspozycję liczy również polski selekcjoner, który powołuje go do drużyny narodowej.











