Andre-Pierre Gignac po udanym dla siebie sezonie 2014/2015 w Ligue 1, w którym w barwach Olympique Marsylia zdobył 21 bramek, miał oferty z najlepszych klubów Europy. Nie skorzystał jednak z żadnej z nich i zdecydował się na szokujący transfer. Po zakończeniu kontraktu z zespołem z Lazurowego Wybrzeża 30-letni snajper przeszedł do meksykańskiego uniwersyteckiego zespołu Tigres z miasta Monterrey. Postanowiliśmy przyjrzeć się, jak Gignac radzi sobie w Ameryce Północnej.Urodzony w Martigues napastnik jest dopiero drugim francuskim piłkarzem w całej historii tamtejszego futbolu, który zdecydował się na kierunek meksykański. Pierwszym był prawdopodobnie nikomu szerzej nieznany Amara Simba, który występował w Leon FC. Spędził w tym zespole pierwsze półrocze w 1997. Podczas tego okresu posiadający także senegalskie obywatelstwo były już zawodnik wystąpił w 14 meczach i strzelił trzy gole.
Po sensacyjnym transferze Gignaca we francuskich mediach zawrzało. Dziennikarze prześcigali się w zadawaniu pytań, dlaczego tak dobry piłkarz zdecydował się na tak egzotyczny kierunek. Jedni twierdzili, iż napastnik nie ma już wystarczających chęci, aby utrzymywać wysoką formę fizyczną, a co za tym idzie – wagę, przez którą kiedyś wychowanek Lorient był strasznie wyśmiewany. Inni natomiast upatrywali przyczyn transferu zawodnika tylko i wyłącznie w celach finansowych. W skrócie: ile osób, tyle teorii.
Napastnik „Trójkolorowych” 1 lipca 2015 roku podpisał 3-letnią umowę z zespołem Tigres UANL. Już na samym początku swojej przygody z klubem z Monterrey Francuz mógł zdobyć pierwsze trofeum. Jego oficjalny debiut miał miejsce 16 lipca w półfinale Copa Libertadores przeciwko Internacional z brazylijskiego Porto Alegre. W pierwszym meczu „Tygrysy” przegrały 1:2, jednak w rewanżu zwyciężyły 3:1, jedną z bramek (swoją premierową dla meksykańskiej drużyny) zdobył Gignac.
W finale rozgrywek zespół Tigres rywalizował z River Plate. Bezbramkowy remis w Monterrey i wygrana drużyny z Buenos Aires na własnym stadionie 3:0 sprawiły, że puchar powędrował do Argentyny. Było to pierwsze niepowodzenie Gignaca w nowym klubie, ale tę porażkę można wytłumaczyć faktem, iż Francuz był w zespole bardzo krótko i nie zdążył się jeszcze zgrać z nowymi kolegami na boisku. Jeśli jesteśmy przy rozczarowaniach ze strony byłego snajpera Marsylii, można jeszcze wspomnieć o niewykorzystanym rzucie karnym w meczu 15. kolejki Apertury przeciwko Santosowi Laguna. Na tym porażki Francuza w Meksyku się kończą. Reszta to pasmo sukcesów, o których za chwilę.
Gignacowi nie zajęło zbyt wiele czasu przyzwyczajenie się do stylu gry, jaki panuje na meksykańskich boiskach. Wobec chaotycznej piłki, która może sprawiać wrażenie, iż piłkarze w Lidze MX wychodzą na boiska bez zbędnej taktyki na mecz, Francuz musi wykazywać się dużą mądrością gry. Właściwie antycypuje sytuacje na boisku, jest cierpliwy w oczekiwaniu na sytuacje podbramkowe, których zdarza się, że w meczu ma bardzo niewiele. O tym, że potrafi je wykorzystywać, najlepiej świadczy fakt, iż w 21 meczach w Aperturze 2015 strzelił 15 goli.











