W sobotę o godzinie 18:30 czeka nas mecz Pogoń Szczecin – Wisła Kraków. I wcale nie jest to mecz drużyn z dołu tabeli, jak większość przewidywała przed sezonem.
Oba zespoły poprzedniego sezonu nie mogą zaliczyć do udanych. Po niezłej rundzie wiosennej Pogoń była bardzo blisko spadku, a Wisła zajęła dopiero siódme miejsce. Przed bieżącymi rozgrywkami szczecinian skazywano na rozpaczliwą walkę o utrzymanie, a „Białą Gwiazdę” na co najwyżej miejsce w górnej połowie tabeli.

– Pogoń Szczecin z pewnością nie jest łatwym przeciwnikiem. Pokazała to także w meczach wyjazdowych, rozegrali świetne spotkanie w Białymstoku – powiedział Franciszek Smuda. Zapowiedział również, że nie przewiduje zmian w kadrze i tonował nastroje po meczu z Lechem. – Wystarczy mi osiemnastu zawodników, kadra w porównaniu do meczu z Lechem Poznań się nie zmienia. To doświadczeni, rozsądni zawodnicy, którzy wiedzą, że sezon się nie kończy. Jesteśmy dopiero na początku drogi. W drugiej połowie meczu z Lechem Poznań momentami graliśmy bardzo lekkomyślnie i wiem, co musimy poprawić
Oba zespoły udowodniły, że polska liga jest nieprzewidywalna. Sposób na podopiecznych Dariusza Wdowczyka znalazła tylko Legia Warszawa. Oprócz tego meczu Pogoń zapisała na swoim koncie zwycięstwo z Zagłębiem, remisy z Zawiszą i Śląskiem oraz w ostatniej kolejce wygraną nad Jagiellonią. Do świetnej formy wrócił Akahoshi, który ciągnie grę „Portowców” i na swoim koncie zapisał już cztery bramki i dwie asysty. Bardzo dobrze współpracuje ze swoim rodakiem, Murayamą, a całą drugą linię w ryzach trzyma Rogalski. Z tyłu czyści Golla, a wartość dodaną wnosi również Janukiewicz. Defensywa jest bardzo dobrze ułożona przez Wdowczyka, ale Pogoń cierpi na anemię w ataku. I wcale nie chodzi tu o chorobę Djousse. Napastnicy Pogoni zdobyli okrągłe zero goli. Ku radości trenera szczecinian do zespołu dołączył Marcin Robak, który kilka bramek na pewno dorzuci.
Choć akurat w meczu z Wisłą o to może być trudno, patrząc na to, w jakiej formie jest Arkadiusz Głowacki. Kapitan „Białej Gwiazdy” w ostatnim meczu po prostu zniszczył Łukasza Teodorczyka i od początku sezonu dowodzi defensywą wiślaków. Jest w kapitalnej dyspozycji fizycznej, co jest dużą zasługą Franciszka Smudy. Były selekcjoner naszej kadry wykrzesał nowe siły nie tylko z Głowackiego, ale również z Garguły, Bunozy czy Burligi. Miło patrzy się też na rozwijającego się Chrapka i wracającego na polskie boiska Brożka. W meczu z Lechem patrząc na grę Wisły, ręce same składały się do oklasków. Wcześniej bywało różnie, bo choć podopieczni Smudy nie przegrali, to albo szczęśliwie punkty zdobywali (jak po zwycięstwie z Koroną), albo pechowo je tracili (remis z Jagiellonią.











