5. kolejka Premier League stoi pod znakiem hitu na Old Trafford, ale nie mniej ciekawie przedstawiały się spotkania Sunderlandu ze Stoke City oraz Fulham z Manchesterem City. Obydwa pojedynki obfitowały w bramki i z pewnością nie można było się na nich nudzić.

Na Stadium of Light gospodarze rozpoczęli z wysokiego „c”. Już w 5. minucie piłkę do siatki Stoke wpakował Titus Bramble. Nie trzeba było długo czekać na kolejne trafienia „Czarnych Kotów” – w 11. minucie spotkania Jonathan Woodgate pokonał własnego golkipera. Sunderland nie poprzestał jednak na dwóch trafieniach, w 28. minucie na 3:0 podwyższył Craig Gardner. Przed końcem pierwszej połowy okazje do zdobycia bramek mieli jeszcze Stephane Sessengnon, Sebastian Larsson i David Vaughan dla Sunderlandu oraz Peter Crouch dla Stoke.
W drugiej części spotkania obraz gry niewiele się zmienił, gospodarze nadal byli stroną przeważającą. Po godzinie gry czwartego gola dla podopiecznych Steve’a Bruce’a zdobył Larsson. Od tego momentu drużyna przyjezdnych złożyła broń, bojąc się zwiększenia rozmiarów porażki. Poza strzałem Petera Croucha w 76. minucie niewiele się działo. Na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry bramkę na 5:0 mógł zdobyć Gardner, ale uderzył niecelnie.

Na Craven Cottage również mogliśmy oglądać cztery gole, z tą różnicą, że padały one do różnych bramek. Mecz zaczął się po myśli gości, którzy już w 18. minucie po golu Sergio Aguero objęli prowadzenie. Już trzy minuty później do wyrównania mógł doprowadzić Damien Duff, ale dobrą interwencją popisali się defensorzy City. W 29. minucie blisko podwyższenia był Gareth Barry, lecz piłka po jego strzale została zablokowana.
Druga połowa rozpoczęła się od drugiej bramki Aguero, który wykorzystał dobre podanie od Dżeko. Już w 56. minucie było jednak 2:1, a bramkę zdobył Bobby Zamora. Od tego momentu gra bardzo się wyrównała, obydwa zespoły bardzo chciały trafić do siatki. Udało się to Fulham w 75. minucie za sprawą Danny’ego Murphy’ego. „The Citizens” starali się ponownie wyjść na prowadzenie, ale nawet wejście na boisko Carlosa Teveza w 83. minucie nie pomogło zmienić wyniku.











