W ostatnim sobotnim meczu 33. kolejki Premiership Manchester City rozgromił na Turf Moore ekipę Burnley aż 6:1. Goście praktycznie ustalili wynik w pierwszej połowie, aplikując rywalom pięć bramek.
Manchester City jest na fali wznoszącej. Po niespodziewanym remisie z Sunderlandem i porażce z Evertonem „Citizens” zaczęli wreszcie grać. W ostatnim meczu, dzięki Carlosowi Tevezowi, uporali się z Wigan 3:0. Tym razem przyjechali na Turf Moore, by pokonać Burnley. Na tym stadionie już raz poległ inny zespół z Manchesteru, jednak „The Clarets” to nie ten sam zespół, co z początku sezonu. Gospodarze Turf Moor nie zdobyli nawet punktu od 10 marca i nie powinni sprawić problemu „Citizens”.
Mecz zaczął się po myśli przyjezdnych, gdy w 4.j minucie po piłce z rzutu rożnego do siatki trafił Emmanuel Adebayor. Tuż po wznowieniu gry przez gospodarzy piłkę przechwycił Carlos Tevez, podał do Craiga Bellamy’ego, który bez najmniejszych kłopotów pokonał bramkarza Burnley. W 7. minucie było już 3:0 dla City, a na listę strzelców wpisał się tym razem Carlos Tevez. Zaledwie 240 sekund potrzebowali „Citizens”, aby rozstrzygnąć to spotkanie na swoją korzyść, ale im było wciąż mało. W 20. minucie czwartego gola dla przyjezdnych zdobył Patrice Vieira, dla którego było to pierwsze trafienie w nowych barwach. Tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą część spotkania swojego drugiego gola w meczu zdobył Adebayor. Do przerwy Manchester City pokonywał beniaminka z Burnley aż 5:0 i na drugą połowę mógł praktycznie nie wychodzić.
W drugiej połowie podopieczni Roberto Manciniego kontrolowali przebieg spotkania. W 58. minucie trafił jeszcze Vincent Kompany i na Turf Moor było już 6:0 dla przyjezdnych. City nieco spuściło z tonu, grali wolniej, spokojniej, pozwalając gospodarzą na większą swobodę. Rozluźnienie szyków w szeregach „Citizens” pozwoliło na zdobycie honorowego trafienia dla Burnley przez Stevena Fletchera w 72. minucie. Do końcowego gwizdka nic się nie zmieniło i City przywiezie do Manchesteru cenne trzy punkty.
To zwycięstwo pozwoliło zająć ekipie Manciniego czwartą pozycję w Premiership, uprzednio piastowaną przez Tottenham, który uległ dzisiaj Sunderlandowi 3:1.










