Na zakończenie soboty z PKO Ekstraklasą do Gliwic przyjechała Pogoń Szczecin, której wygrana dawałaby coraz większe szanse na zakończenie sezonu na podium. Między sobą stanęły ekipy, z których jedna miała najmniej straconych, a druga najwięcej strzelonych goli na przestrzeni ostatnich pięciu spotkań. Niestety ofensywa „Dumy Pomorza” zawiodła w dzisiejszym spotkaniu i nie przyniosła jej fanom zbyt wiele radości.
Przed spotkaniem wydawać się mogło, że na stadionie przy Okrzei 20 ujrzymy bardzo ciekawe starcie. Piast i Pogoń są ekipami, które w ostatnich meczach punktowały najlepiej, więc pojedynek tych klubów mógł przyciągnąć uwagę sporej liczby fanów. Ostatecznie nisko ustawione „Piastunki” i mało efektywna gra drużyny ze Szczecina sprawiły, że starcie to nie będzie zbyt długo pamiętane.
Nieefektywna ofensywa Pogoni
W tym sezonie ekstraklasy pod względem strzelonych goli „Granatowo-bordowi” ustępują wyłącznie Rakowowi Częstochowa. Dodatkowo ostatni mecz, w którym Kamil Grosicki i spółka nie strzelili gola, miał miejsce ponad miesiąc temu. Tym razem piłka ani razu nie wpadła do siatki Frantiska Placha. Trzeba jednak powiedzieć, że jeśli chce się zdobywać bramki, trzeba oddawać celne strzały, a takich po stronie przyjezdnych ujrzeliśmy wyłącznie dwa. Nie były one również piłkami, które mogłyby sprawiać problem słowackiemu golkiperowi.
W tym starciu widzieliśmy dwie twarze Pontusa Almqvista. Pierwsza to ta przed zejściem do szatni, a druga po powrocie na murawę. Od początku spotkania widać było jego zaangażowanie. Często schodził do prawej strony, był aktywny, starał się dryblować, później włączał się też do rozgrywania piłki. Miał przy tym tylko jeden spory problem. Dokładniej chodzi o Jakuba Czerwińskiego, który prześladował tego dnia szwedzkiego napastnika. Za każdym razem, gdy ten starał się jakkolwiek rozpędzić z piłką w stronę bramki rywala, pojawiał się obrońca Piasta i skutecznie interweniował. Dużo gorzej prezentował się Szwed w drugiej odsłonie starcia. Był praktycznie nie widoczny, a jeśli już otrzymywał piłkę, to po chwili ją tracił. Nie wykazywał się taką aktywnością jak przed przerwą.
Kolejną sprawą były niezbyt szybkie ataki Pogoni. Gdy szczecinianie mieli piłkę przy nodze, często brakowało kogoś w środku pola, kto ruszy z futbolówką do przodu i napędzi całą akcję. Właściwie główną postacią, która sprawiała, że coś działo się pod bramką gospodarzy, był Kamil Grosicki. Skrzydłowy starał się napędzać akcje lewą stroną, dryblował i podejmował próby strzałów. Niestety zarówno jemu, jak i całej drużynie brakowało dobrego wykończenia akcji, które pozwoliłoby przechylić szalę zwycięstwa na korzyść gości.











