Mecz drużyn o podobnym potencjale zakończony wynikiem 3:0 dla Zagłębia. Pogoń popełniała zbyt dużo błędów w defensywie, żeby liczyć na korzystny wynik w tym spotkaniu. Jeśli jeszcze w pierwszej połowie widowisko było zjadliwe, tak w drugiej części gry nie było czego oglądać.
Zagłębie rozpoczęło ten mecz tak, jak na gospodarza przystało – zaatakowało „Portowców” wysoko, nie dając im rozwinąć skrzydeł. Od początku było widać, że trudne warunki atmosferyczne utrudniają nieco grę, ale padający śnieg nie przeszkodził lubinianom wyjść na prowadzenie w 9. minucie. Małkowski wykonywał rzut wolny z mniej więcej 35 m, dośrodkował na pole karne, a nieupilnowany Bartosz Rymaniak z bliskiej odległości pokonał głową Janukiewicza. W tej sytuacji bramkarz gości mógł mieć duże pretensje do swoich obrońców, którzy biernie przyglądali się piłce zmierzającej na piąty metr.

Na następną groźną akcję czekaliśmy do 22. minuty i od razu była to sytuacja zakończona bramką. Pawłowski dogrywał na pole karne do Hanzela, w którego wpadł spóźniony Akahoshi. Sędzia Jakubik był blisko tej sytuacji i nie miał wątpliwości, wskazując na wapno. Do piłki podszedł Szymon Pawłowski i pewnym strzałem pokonał Janukiewicza. To był siódmy gol pomocnika lubinian w tym sezonie. Zagłębie z zabójczą skutecznością punktowało Pogoń, która popełniała duże błędy w formacji defensywnej. W 32. minucie znowu zagotowało się po rzucie wolnym – ostro wrzucał Małkowski, ekwilibrystycznym strzałem głową popisał się Papadopulos, ale Janukiewicz był na posterunku. Minutę później Pogoń oddała swój pierwszy celny strzał, a stało się to za sprawą Akahoshiego, który próbował pokonać Gliwę uderzeniem z daleka. Chwilę później dobrze w pole karne wbiegł Rogalski i bardzo mocno strzelał z kilku metrów, ale znów dobrze bronił bramkarz Zagłębia.
Pogoń pod koniec pierwszej połowy przejęła inicjatywę – rzut rożny wykonywał Akahoshi, który starał się zrekompensować za sprokurowanie rzutu karnego, do piłki doszedł niepilnowany Kolendowicz, ale trafił tylko w boczną siatkę. Do przerwy żadnej z drużyn nie udało się stworzyć innej ciekawej okazji i na przerwę lubinianie schodzili z dwubramkowym prowadzeniem.
Na drugą połowę nie wyszedł już Tomasz Chałas, którego zmienił Donald Djousse. 15 sekund po gwizdku wznawiającym mecz Michał Papadopulos wyszedł sam na sam z Janukiewiczem, ale bramkarz Pogoni zwyciężył w tym pojedynku. Kolejne minuty upływały w sennym tempie, gospodarze kontrolowali spotkanie, ale jednocześnie starali się podwyższyć prowadzenie, jednak strzał Pawłowskiego w 55. minucie został zablokowany. Z drugiej strony próbowali Djousse, Frączak i Hricko, jednak brakowało im precyzji. Długo czekaliśmy na kolejne groźne okazje, których w drugiej połowie było jak na lekarstwo.












