Na zakończenie pierwszej wiosennej kolejki T-Mobile Ekstraklasy Pogoń Szczecin pokonała Koronę Kielce 3:2. Podopieczni Czesława Michniewicza odrobili dwubramkową stratę z pierwszej połowy.
Kielczanie przed meczem stawiani byli na straconej pozycji. Pogoń miała za sobą świetną rundę jesienną, a do tego nieźle prezentowała się w sparingach, w przeciwieństwie do podopiecznych Marcina Brosza, którzy kiepsko radzili sobie w meczach testowych, a ostatni z nich przegrali 1:4 z Podbeskidziem.
W spotkanie lepiej weszli jednak zawodnicy z województwa świętokrzyskiego, którzy szybko wyszli na prowadzenie. Kapitalne podanie od Airama Cabrery otrzymał Bartłomiej Pawłowski i pokonał Słowika. Chwilę później było już 2:0 po tym, jak wrzutkę Aankoura wykorzystał asystent przy pierwszym golu.
W pierwszej części gry „Żółto-czerwoni” zdominowali gospodarzy pod każdym względem. Byli szybsi, widzieli więcej, a ich gra była pełna piłkarskiej pasji. Korona po raz kolejny chciała pokazać, że wszyscy krytykujący ją nie mieli racji. Kiepsko spisywał się głośno zapowiadany Gyurcso, natomiast imponował Bartłomiej Pawłowski. Nie dość, że były zawodnik Malagi strzelił ładnego gola, to mógł pochwalić się zdecydowanie lepszymi statystykami niż węgierski skrzydłowy.
Dobrze radziła sobie także kielecka defensywa ze Zbigniewem Małkowskim na czele, który popisał się dwiema imponującymi paradami z rzędu.
Nie wiemy, co w szatni zrobił Czesław Michniewicz, ale Pogoń wyszła na drugą połowę zupełnie odmieniona. Gospodarze spotkania rzucili się do ataku i po niespełna piętnastu minutach nawiązali kontakt za sprawą trafienia Rafała Murawskiego. Asystę przy tym golu zaliczył kompletnie niewidoczny w pierwszych trzech kwadransach Dwaliszwili. Dziesięć minut później wyrównał Frączczak, a niedługo po tym swojego debiutanckiego gola zanotował Gyurcso.











