Już za cztery dni wiele rodzin zasiądzie wspólnie do wigilijnego stołu, spędzając razem cudowny czas. Zanim jednak na niebie pojawi się pierwsza gwiazdka i zgromadzimy się na wieczerzy, czas oczekiwania umili nam 17. kolejka Bundesligi, która będzie trwać aż do gwiazdki!
W piątkowy wieczór 17. kolejkę zmagań otworzył mecz pomiędzy Einchartem Frankfurt a FC Augsburgiem. Drużyna Arkadiusza Milika (zaczął mecz na ławce) spisuje się w tym sezonie nadzwyczaj dobrze, zajmuje miejsce w środku stawki i dzisiejsze spotkanie było tym z rodzaju walki o kontakt z czołówką. Natomiast podopieczni Armina Veha grali dziś o dobre nastroje przy wigilijnym stole, zajmują bowiem 15 lokatę, tuż nad strefą spadkową, dodatkowo różnica punktów z ostatnimi zespołami jest tak mała, jak zarobki Mariusza Rumaka w Lechu Poznań.
Takie mecze jak ten dzisiejszy cechuje atrakcyjność, męska walka i akcja za akcją. Nie inaczej było dziś i nie trzeba być kibicem Bundesligi, żeby z dużym zaciekawieniem obejrzeć, takie właśnie spotkanie… Szkoda tylko, że jedynie pierwszą połowę.
W pierwszej odsłonie spotkania więcej do pokazania mieli piłkarze Augsburga, którzy co rusz napastowali bramkę „Orłów”. Przeprowadzali lepsze akcje i byli kilka razy blisko pokonania bramkarza rywali. Obie drużyny dobrze zagrały w destrukcji, jednak Frankfurt nie ustrzegł się błędu i w 32. minucie piłka wrzucona w pole karne trafia pod nogi Bobadilli, który z bliska pokonał Trappa. W tym momencie kończy się dominacja Augsburga i do głosu dochodzą „Orły”. Szybka szansa na wyrównanie, potem kolejne i kolejne, aż wreszcie w 42. minucie piłka wjechała do bramki za sprawą Rosenthala. Podopiecznym Veha widocznie ulżyło, nie było nawet żadnej celebry tego gola. Druga połowa zapowiadała się bardzo ciekawie.
Niestety, w drugiej odsłonie mecz zrobił się szarpany i mocno chaotyczny, żadna z drużyn nie chciała zagrać składnie i z pomysłem. Więcej przy piłce była drużyna gospodarzy, jednak to Augsburg oddał więcej strzałów. Przy takiej grze obu ekip, polski kibic myśleć mógł tylko o wejściu Arkadiusza Milika na boisko. Reprezentant młodzieżówki pojawił się w 80. minucie spotkania. Pięć minut później Milik miał wymarzoną szansę na zdobycie gola, wyszedł sam na sam z bramkarzem, jednak nie popisał się w tej sytuacji. Niestety ani on, ani nikt inny tego dnia już bramki nie strzelił i sędzia Michael Weiner zakończył nudną drugą połowę.
Podziałem punktów zakończył się ten rok kalendarzowy dla Einchartu i Augsburga.








