W drugim piątkowym meczu 16. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Polonia Warszawa na własnym obiekcie zremisowała z Lechią Gdańsk 1:1 Większość meczu stała na bardzo słabym poziomie, ale bramki i kilka akcji z końcówki wynagrodziły kibicom marne widowisko.
Pierwsze minuty tego spotkania zdecydowanie należały do gości. Gdańszczanie atakowali przede wszystkim prawym skrzydłem, a brylował w tym Mateusz Machaj. Jednakże liczne dośrodkowania ze skrzydła nie przyniosły wymiernego efektu. W kolejnych minutach mecz się wyrównał – gra przeniosła się do środkowej strefy boiska. Pierwszy celny strzał w tym meczu oddał debiutujący w drużynie Lechii, jak i polskiej ekstraklasie Mohammed Rahoui. W 10. minucie Algierczyk zdecydował się na bezpośredni strzał z rzutu wolnego z odległości ponad 30 metrów od bramki Przyrowskiego. Golkiper polonistów nie miał najmniejszych problemów ze złapaniem futbolówki.

Poloniści odgryźli się pięć minut później. Zza pola karnego uderzał Łukasz Piątek, ale czujny w bramce był Michał Buchalik. Grający w replikach koszulek sprzed 90 lat warszawiacy zaczęli dochodzić do głosu i atakowali coraz groźniej. Nie przełożyło się to jednak na celne strzały. Po 20 minutach kibice zgromadzeni na stadionie przy ulicy Konwiktorskiej byli świadkami typowego meczu ekstraklasy – na trybunach cisza lub szydera, a na boisku nie dzieję się kompletnie nic. Dopiero w 31. minucie na kolejny strzał z dystansu zdecydował się tym razem Pazio. O ile uderzenie było efektowne, o tyle równie przewidywalne dla bramkarza Lechii.
W ostatnim kwadransie pierwszej połowy obraz i wynik meczu nie uległ zmianie. Obie ekipy próbowały zagrozić rywalom, ale robiły to bardzo nieporadnie. Widać było braki, jakich doznały w przerwie zimowej. Podobne wrażenia musiał odnosić selekcjoner Fornalik, którego wyraz twarzy odzwierciedlał poziom tego spotkania.
Na początku drugiej połowy inicjatywa należała do piłkarzy „Czarnych Koszul”. Niestety nadal szwankowało ostatnie podanie, co skutecznie uniemożliwiało gospodarzom stworzenie groźnej sytuacji. W 54. minucie piłkę z pola karnego za krótko wybił Buchalik, a ta trafiła prosto pod nogi Wszołka. Młody skrzydłowy zdecydował się na natychmiastowy strzał – prosto w ręce golkipera. Kilka minut później mieliśmy dwie pierwsze zmiany. Zupełnie bezbarwnych debiutantów – Rahouiego z Lechii i Luksę z Polonii – zastąpili Kasprzycki i Kiełb.












