Sporo emocji zapewnili dziś swoim kibicom piłkarze Newcastle United i Tottenhamu Hotspur. Po bardzo wyrównanym spotkaniu ostatecznie zespoły podzieliły się punktami.

Spotkanie lepiej rozpoczęli podopieczni Harry’ego Redknappa, którzy od pierwszych minut nie dawali chwili wytchnienia defensywie Newcastle. W 11. minucie głową na bramkę uderzał Livemore, ale jeden z obrońców zablokował jego strzał. Chwilę później w odpowiedzi niecelnie uderzył Ryan Taylor. W 24. minucie kolejną dobrą okazję mieli podopieczni Alana Pardewa, ale bramkarz „Spurs” dobrze spisał się, broniąc strzał Demby By. W 31. minucie goście zostali zmuszeni do przeprowadzenia pierwszej zmiany, gdyż kontuzji doznał Ledley King. Jego miejsce w defensywie Tottenhamu zajął Sebastien Bassong. Dziesięć minut później „Spurs” stanęli przed znakomitą okazją do objęcia prowadzenia, gdyż sędzia podyktował rzut karny. Uderzenie z jedenastu metrów na bramkę pewnie zamienił Rafael Van der Vaart.

W drugiej połowie gospodarze rzucili się do odrabiania strat, a udało im się to już w 48. minucie. Demba Ba po podaniu Gutierreza umieścił piłkę w bramce Tottenhamu. Stracony gol spotkała się z reakcją ze strony Redknappa, który zdjął z boiska Van der Vaarta, a wprowadził na jego miejsce Jermaina Defoe. Szkoleniowiec nie musiał długo czekać na efekty tej roszady – w 68. minucie to właśnie Defoe ponownie wyprowadził „Spurs” na prowadzenie. Piłkarze Newcastle jednak nadal wierzyli w to, że uda się im zdobyć punkty w starciu z Tottenhamem i nie poprzestawali atakować bramki rywala. Blisko zdobycia bramki był w 76. minucie Gutierrez, a chwilę później kolejną sytuację zmarnował Tiote. Na cztery minuty przed końcem regulaminowego czasu gry „Sroki” w końcu strzeliły wyrównującą bramkę, a jej autorem był wprowadzony na boisko chwilę wcześniej Sammy Ameobi. Tottenham ponownie chciał wyjść na prowadzenie, ale ani wpuszczenie na murawę Romana Pawliuczenki, ani pięć minut doliczone przez sędziego nie pomogły im w tym. Mecz zakończył się więc remisem 2:2.











