Ostatni mecz 15. kolejki Ekstraklasy obfitował w wielkie emocje. Spotkanie zakończyło się podziałem punktów, a dwie bramki zdobyte na początku meczu były jedynymi w całym spotkaniu.

Mecz był rozgrywany w cieniu napiętych relacji pomiędzy kibicami obu drużyn. Jak wiemy, Śląsk jest bardzo blisko związany z Lechią Gdańsk, Arka natomiast z Zagłębiem Lubin, co powoduje, że kibice obu klubów nie darzą się sympatią. Pierwsza połowa tego meczu będzie bardo długo wspominana przez kibiców obu ekip. Już w trzeciej minucie po dobitce bramkę zdobył Przemysław Trytko, jednak zaledwie minutę później wyrównał po ładnym strzale głową Sebastian Mila. W pierwszej połowie było bardzo dużo walki, dzięki czemu sędzia, Włodzimierz Bartos miał bardzo wiele pracy. W trakcie pierwszych 45 minut to Arka przeważała, ataki jej zawodników były bardzo przemyślane, co powodowało, że Śląsk Wrocław miał duże problemy z poprawnym zestawieniem szyków obronnych. W 18. minucie spotkania Arka mogła objąć prowadzenie, jednak po przelobowaniu bramkarza wrocławskiej drużyny, piłkę z bramki wybił Tadeusz Socha. Najbardziej aktywni w tej części gry Ława i Budziński w Arce oraz Madej i Mila w Śląsku, bardzo odważnie stwarzali sytuacje dla swoich zespołów. Do przerwy rezultat nie uległ zmianie.
W drugiej części gry inicjatywę przejął Śląsk, bardzo odważnie atakował, jednak nie był w stanie udokumentować swojej przewagi poprzez strzelenie bramki. Murawa na stadionie GOSiR w Gdyni była fatalna. Zawodnicy często ślizgali się na błocie oraz podawali niedokładnie. Parokrotnie zza pola karnego próbował szczęścia Łukasz Madej, jednak za każdym razem jego strzały wędrowały obok bramki gdyńskiej Arki. Około 75. minuty Arka znów przejęła inicjatywę. Każdy atak starali się budować powoli lecz dokładnie. Za każdym razem defensywa z Wrocławia spisywała się jednak bardzo poprawnie. Pod koniec meczu boisko opuścił Sebastian Mila, za niego wszedł Dudek, ale jego wejście nie ożywiło poczynań drugiej linii WKS-u i mecz zakończył się remisem.











