W spotkaniu pomiędzy PGE GKS-em Bełchatów i Wisłą Kraków obie ekipy liczyły na trzy punkty. Jednak w pierwszej połowie wydawało się, że bezbramkowy remis zadowala obie drużyny. W drugiej części meczu zobaczyliśmy wreszcie dobrą grę, dużo walki, a przede wszystkim bramki. Ostatecznie skończyło się na wyniku 1:1 i chyba żadna ze stron nie jest zadowolona z takiego rezultatu.
PGE GKS Bełchatów po porażce w ostatniej kolejce z Górnikiem Zabrze opuścił fotel wicelidera. W spotkaniu z Wisłą podopieczni trenera Macieja Bartoszka chcieli za wszelką cenę zdobyć trzy punkty, dzięki którym wróciliby na miejsce zajmowane przed tygodniem. Wiślacy nie zamierzali ułatwiać zadania gospodarzom, jednak w pierwszej połowie to Bełchatów dominował na boisku. Akcje oskrzydlające piłkarzy PGE GKS-u wprowadzały sporo zamętu w szyki obronne wicemistrzów Polski, jednak żaden z zawodników gospodarzy nie zdołał przechytrzyć obrońców i bramkarza „Białej Gwiazdy”. Po dziesięciu minutach zrobiło się nieco spokojniej, gra toczyła się głównie w środku pola, oglądaliśmy twardą walkę, często też niezgodną z przepisami, lecz akcji podbramkowych było wyjątkowo mało.

W pierwszej połowie wiślacy oddali zaledwie trzy strzały, przy siedmiu próbach gospodarzy. Ten wynik najlepiej odzwierciedla przewagę Bełchatowa, jednak Milan Jovanić nie miał wielu okazji, by popisać się swoimi umiejętnościami, gdyż uderzenia zawodników z Bełchatowa były najczęściej niecelne.
W przerwie trener Robert Maaskant dokonał dwóch zmian. Erika Cikosa zastąpił debiutujący w barwach Wisły Serge Branco, natomiast druga zamiana była dużym zaskoczeniem, bo boisko opuścił najlepszy z wiślaków, Andre Lorenzo Rios, a w jego miejsce wszedł Patryk Małecki.
W 58. minucie byli świadkami ambitnej próby Dragana Paljicia. Serb zdecydował się na strzał z rzutu wolnego z odległości niemal 40 metrów, piłka zmierzała w okienko bramki Łukasza Sapeli, ale ten miał dużo czasu na interwencję i zdołał odbić piłkę na rzut rożny. Chwilę później Bełchatów skontrował. Długie podanie z głębi pola przedłużył Kuświk, do piłki na prawej stronie boiska dopadł Małkowski i przebiegł z nią dobre 30 metrów a następnie, mimo asysty interweniującego Chaveza, strzałem w długi róg zdołał pokonać Milana Jovanicia.
W 79. minucie zakotłowało się pod bramką gości, blisko strzelenia bramki był wprowadzony kilka chwil wcześniej Wróbel, ale Jovanić był na posterunku. Kontra wiślaków była zabójcza. Fantastycznym podaniem z własnej połowy do Pawła Brożka popisał się Boukhari, snajper „Białej Gwiazdy” wpadł w pole karne i został powalony na ziemię przez Grzegorza Barana. Decyzja mogła być tylko jedna, rzut karny i czerwona kartka dla byłego piłkarza Ruchu Chorzów. Z jedenastu metrów celnie uderzył Boguski i na tablicy mieliśmy wynik 1:1.











