Tottenham podjął Everton na własnym stadionie. Obie drużyny podzieliły się punktami. Nie jest to dobry wynik w przypadku „Spurs”, gdyż w czołówce tabeli Premiership jest dość spory ścisk i rywale mogą im uciec.
Przez pierwsze minuty obserwatorzy mogli ujrzeć spokojną grę i swobodne szukanie miejsca na boisku. Od początku spotkania widoczny był Rafael Van der Vaart, który ostatnio pauzował w meczu z Interem Mediolan w ramach fazy grupowej Ligi Mistrzów. Po ponad dziesięciu minutach gry dość niezłą sytuację miał Tim Cahill, który oddał strzał na bramkę Gomesa. Bramkarz, ostatnio krytykowany za fatalną postawę w rozgrywkach europejskich, nie miał jednak trudności z obroną tego uderzenia.

Wynik meczu został jednak otworzony już po siedemnastu minutach gry. Został wtedy podyktowany rzut wolny po faulu na Yakubu i zaraz gola zdobył Leighton Baines. Oddał on pewny strzał sprzed pola karnego i trafił w prawy górny róg bramki. Na odpowiedź gospodarzy nie trzeba było długo czekać. Trzy minuty później, po zamieszaniu w polu karnym gości i niedobrym wyjściu bramkarza, z najbliższej odległości gola zdobył chwalony za napędzanie gry Tottenhamu Van der Vaart. Do końca pierwszej połowy wynik już się nie zmienił.
Taki rezultat na własnym stadionie na pewno nie satysfakcjonował Harry’ego Redknappa. Przed rozpoczęciem kolejnej odsłony spotkania na boisko wszedł zatem Sandro. Gospodarze, za sprawą Petera Croucha, mieli szansę już po chwili. Rosły napastnik miał jednak nieco rozregulowany celownik i nie oddał strzału w światło bramki. W najlepszej dyspozycji nie był kluczowy zawodnik Evertonu z derbów Merseyside, a mianowicie Seamus Coleman. Został on ukarany żółtą kartką za faul na Lennonie, a słaba dyspozycja w ogóle przyczyniła się do zmiany. Tego popołudnia w naprawdę dobrej formie był wspomniany już Van der Vaart, który brał udział w większość akcji „Spurs”.
Za sprawą reprezentanta Holandii gospodarze mieli sporo okazji. Jedną z nich jest na przykład ta z 52. minuty. Po jego dośrodkowaniu bliski gola był Younes Kaboul. Młody obrońca uderzył jednak nad poprzeczką. W całym spotkaniu widać było inicjatywę podopiecznych Redknappa. Tego popołudnia czegoś im jednak zabrakło, o czym świadczą niewykorzystane sytuacje w ostatnim kwadransie gry, kiedy to ich przewaga była naprawdę widoczna. Cóż, obie drużyny zgarnęły tylko po punkcie. Bardziej zadowolony będzie jednak Moyes i spółka.











