Piękno futbolu było motywem przewodnim niedzielnego spotkania na Liberty Stadium. Po atrakcyjnym meczu, podbitym stemplem jakości Premier League, Manchester United zremisował ze Swansea 1:1. „Czerwone Diabły” w dalszym ciągu liderem Premier League.
Graham, Michu, Swansea City (fot. Skysports.com)
Goście z czerwonej części Manchesteru przystępowali do tego spotkania z lokaty lidera, mając w perspektywie przewagę sześciu punktów nad drugim w tabeli City w przypadku ewentualnej wygranej nad Swansea. Gracze United wygrali pięć ostatnich ligowych spotkań z rzędu i idą jak burza, coraz śmielej wypatrując odebrania mistrzowskiej korony sąsiadom z Etihad Stadium. Znakomicie wpasował się do drużyny Robin van Persie, który nie stracił nic ze swojego instynktu łowcy bramek i z prędkością bolidu F1 podbija serca fanów z Old Trafford. Sir Alex oczywiście nie jest wieczny, ale potencjalnemu następcy zostawi produkt kompletny, prawdziwą machinę oblężniczą. United jest w takim punkcie, że kadra doskonale łączy doświadczenie z młodością, a Smalling, Jones, Powell, Rafael, Welbeck i reszta nie wyglądają wcale gorzej niż złote pokolenie „Becksa” i Giggsa w ich wieku.
„Łabędzie” natomiast robią to, co najlepiej umieją, czyli grają swoją piłkę. Efektowną dla oka, hołdującą technicznej kulturze gry oraz bardzo ofensywną. Prym wiedzie zwłaszcza Michu, którego śmiało możemy obwołać odkryciem sezonu. Hiszpan znakomicie wpasował się w barceloński styl gry Swansea i strzela gola za golem. Duża w tym zasługa Michaela Laudrupa, który korzysta z dobrych wzorców, kontynuując dzieło swojego poprzednika, Brendana Rodgersa. Laudrup, integralny element dawnego „duńskiego dynamitu” sam był piłkarzem wybitnym, więc wie, co i w jaki sposób przekazać swojej drużynie. „Łabędzie” przed meczem zajmowały spokojne, 10. miejsce w tabeli i w razie ewentualnego zwycięstwa mogły przeskoczyć dwie lokaty wyżej.
Wayne Rooney, Manchester United, 2012 (fot. Skysports.com)
Spotkanie rozpoczęło się od ataków United. Szarżował Valencia, który domagał się karnego, ale arbiter pozostał niewzruszony. Spotkanie to stało pod znakiem powrotów, po kontuzjach zagrali bowiem po raz pierwszy w podstawowych składach dwaj panowie na V: Vorm w Swansea oraz Vidić w Manchesterze. 6. i 7. minuta to popis Tiendallego, ale jego wrzutki nie przyniosły zmiany rezultatu. Rzadko wykorzystywany masywny prawy obrońca gospodarzy robił wiatr, przypominając przez chwilę Maicona w swoich najlepszych latach.
W 9. minucie meczu Michu wygrał biegowy pojedynek z Vidiciem, ale strzelił Panu Bogu w okno. Dwie minuty później próbował Routledge, ale za lekko i dodatkowo w sam środek bramki, nie sprawiając absolutnie żadnych kłopotów de Gei. 120 sekund później uderzał ponownie Michu, ale bardzo słabo. W 15. minucie meczu na czystą pozycję wyszedł Young, ale świetnie obronił Vorm. Co się jednak odwlecze, to nie uciecze. Dośrodkowanie z rzutu rożnego na gola głową zamienił filigranowy Patrice Evra, wyprowadzając gości na prowadzenie! To była już trzecia bramka Francuza w obecnym sezonie. Konsternacja na stadionie Swansea, United na prowadzeniu!
Van Persie (fot. skysports.com)
Dwie minuty później De Guzman wyszedł sam na sam z de Geą, ale sędzia odgwizdał faul Michu blokującego Evansa. Był to kardynalny błąd, ponieważ Johnny Evans sam wpadł na hiszpańskiego napastnika. Decyzję arbitra skwitowało przeraźliwe buczenie na Liberty Stadium… W 26. minucie próbował głową znów Michu, ale za wysoko. Minutę później brutalny faul popełnił Phil Jones. Porównywany z racji sylwetki oraz sposobu gry do legendarnego Duncana Edwardsa Jones miał szczęście, że nie wyleciał z boiska, niemalże rozjechał bowiem młodziutkiego Daviesa.
Chwilę później mieliśmy remis. Routledge wypuścił w bój De Guzmana, ten uderzył mocno, ale de Gea sparował piłkę do przodu. Zrobił to jednak na tyle nieudolnie, że do futbolówki dopadł… Michu i wpakował ją do pustej bramki! Hiszpan jest w tym sezonie absolutnie fenomenalny, piłka sama go szuka w polu karnym. 1:1 i ekstaza na Liberty Stadium! W 36. minucie mogło być 2:1. De Guzman oszukał Cleverleya, ale zamiast podawać do lepiej ustawionych partnerów, sam starał się na siłę strzelać z ostrego kąta na bramkę „Czerwonych Diabłów”. W następnych paru minutach próbowali uderzać gracze Swansea, ale robili to bardzo nieskutecznie. Pod koniec pierwszej połowy obudzili się gracze SAF-a, jednak ich starania nie przyniosły żadnego rezultatu. Groźnie strzelał Rooney, ale po centrze Evry uderzył w sam środek bramki, gdzie czekał już czujny tego dnia Michael Vorm. Oglądaliśmy świetny mecz!
Nathan Dyer (fot. Skysports.com)
Druga połowa rozpoczęła się także z wysokiego C. Obie ekipy nacierały ostro, iskry leciały na murawę. W 50. minucie meczu szarżował Rooney, ale jego akcja była bardzo czytelna i Ashley Williams z łatwością zablokował strzał „Wazzy”. W odpowiedzi ruszyła z kontrą Swansea, bardzo groźnie strzelał Augustien. Ten fragment meczu to była prawdziwa karuzela. Chwilę później atakował znów Rooney, ale „Łabędzie” ponownie wyprowadziły kontrę i jedynie refleks de Gei uratował „Czerwone Diabły” przed stratą gola. Fantastyczną akcją popisał się Routledge. Po chwili strzelał Nathan Dyer, ale obok bramki hiszpańskiego piłkołapa.
Świetny mecz rozgrywali przeważnie rezerwowi w barwach Swansea, mianowicie Augustien i Tiendalli. Obaj robili różnicę na murawie. W tyłach czyścił wszystko bezbłędny tego dnia Chico Flores, niczym Cerber broniąc agresywnie bram Hadesu. W 60. minucie z wolnego uderzał Rooney, ale w sam środek, który tego dnia był chyba jego ulubionym elementem bramki, gdyż piłka po uderzeniach Anglika leciała przeważnie w to miejsce. Po godzinie mieliśmy pierwsze zmiany. W miejsce Brittona Laudrup desygnował do gry koreańskiego Stevena Gerrarda, czyli Ki Sung-Yeunga. W barwach United na boisko wbiegł za to babyface killer, czyli „Chicharito”. Meksykanin przejął schedę po legendarnym Solskjaerze i stał się nowym superrezerwowym „Czerwonych Diabłów”.
Swansea City, 2012 (fot. Skysports.com)
Następne minuty to wyrównana walka, drużyny szły cios za cios. Impas przełamała dopiero dwójkowa akcja Rooneya i van Persiego, ale strzał z woleja Holendra wylądował na poprzeczce. W 69. minucie sporo szumu robili znów Dyer z Tiendallim, a ten ostatni naciągnął Rooneya na żółty kartonik. Dwie minuty później RvP zagrywał do Hernandeza, ale „Chicharito” źle przyjął piłkę i na raty strzelał na bramkę Swansea. Świetnym refleksem wykazał się za to Holender Vorm. Ten sam Vorm popisał się chwilę później fatalnym podaniem i sam na sam z nim wyszedł Rooney. Zamiast strzału wybrał jednak podanie do van Persiego, które z łatwością wyłuskała obrona Swansea. Dalej mieliśmy remis.
Kwadrans przed końcem meczu tuż przed linią pola karnego faulowany przez Ashleya Williamsa był Robin van Persie. Obaj gracze skoczyli sobie do gardeł, obaj zostali ukarani żółtymi kartonikami. Po chwili sędzia wznowił mecz. Do piłki podszedł Rooney i… wpasował się w swoje poprzednie poczynania, trafiając piłką w mur. Po chwili „Wazza” został zmieniony, ustępując miejsca Welbeckowi. Parę sekund później piłkę z rogu wrzucił RvP, ale futbolówka po uderzeniu głową Carricka wylądowała na poprzeczce bramki Swansea! Delikatnie trącił jeszcze piłkę Vorm. Cóż za emocje mieliśmy tego popołudnia na Liberty Stadium!
David de Gea, Manchester United (fot. Skysports.com)
W 80. minucie prawdziwą obronę Częstochowy oglądaliśmy w wykonaniu gospodarzy. Strzały van Persiego i Younga blokowali kolejno Williams oraz Davies. Kibicom na „Liberty Stadium” zadrżały w tym momencie serca, strata bramki wisiała bowiem w powietrzu. Obie ekipy walczył o swoje, akcja przenosiła się z jednego końca boiska na drugi. Brylowali zwłaszcza stoperzy Swansea, mianowicie Chico Flores oraz troszkę chaotyczny, a zarazem bardzo energetyczny tego dnia Ashley Williams. Skutecznie bowiem kasowali oni masowe ataki graczy sir Aleksa Fergusona. W 88. minucie piękną akcją popisał się wprowadzony kilkanaście minut wcześniej Giggs, ale ponownie wszystko wyczyścił Williams.
W końcówce chętniej nacierał Manchester United, „Łabędzie” koncentrowały się na zacieśnianiu szyków obronnych, próbując wyprowadzać nieśmiałe kontry. Sędzia przedłużył mecz o cztery minuty. Czas mijał nieubłaganie. Dwie minuty przed końcem meczu Michael Vorm przeciął głową dalekie podanie graczy United, piłka jednak trafiła pod nogi Ryana Giggsa. Ten zdecydował się na błyskawiczne uderzenie, ale nie trafił w światło bramki. Obie drużyny starały się coś strzelić do końcowego gwizdka, ale Fergie time nie przyniósł zmiany rezultatu i sędzia główny odgwizdał koniec meczu. Wspaniałe widowisko na Liberty Stadium! Brawa dla Swansea za postawienie się liderowi tabeli!
Tak poważnie to Michu jest niesamowity. Gość w
tamtym sezonie kładł na kolana ekspertów w
Hiszpanii, ale kłopotem był słabiutki klub, teraz
przyszedł do średniaka BPL i jest jeszcze lepszy.
Teraz tylko poczekajmy na ruch del Bosque o kto wie.
Może on i Benat to nowa jakośc w La Roja.
KM
Kuba Machowina
Michu pokazał nową jakość i daje duże pole
manewru drużynie, bo tak naprawdę ciężko go
sklasyfikować jako napastnika bądź pomocnika. Gdy
drużyna atakuje, jest typową 9 lub 10, gdy Swansea
traci piłkę, jest pierwszym defensorem i nie unika
fizycznej gry, co rzadko charakteryzuje produkty La
Liga. On i Benat zdecydowanie zasługują na
powołanie do kadry Hiszpanii, a Michu zasługuje na
jeszcze lepszy klub w Anglii.
Piękno futbolu było motywem przewodnim niedzielnego spotkania na Liberty Stadium. Po atrakcyjnym meczu, podbitym stemplem jakości Premier League, Manchester United zremisował ze Swansea 1:1. „Czerwone Diabły” w dalszym ciągu liderem Premier League.
Graham, Michu, Swansea City (fot. Skysports.com)
Goście z czerwonej części Manchesteru przystępowali do tego spotkania z lokaty lidera, mając w perspektywie przewagę sześciu punktów nad drugim w tabeli City w przypadku ewentualnej wygranej nad Swansea. Gracze United wygrali pięć ostatnich ligowych spotkań z rzędu i idą jak burza, coraz śmielej wypatrując odebrania mistrzowskiej korony sąsiadom z Etihad Stadium. Znakomicie wpasował się do drużyny Robin van Persie, który nie stracił nic ze swojego instynktu łowcy bramek i z prędkością bolidu F1 podbija serca fanów z Old Trafford. Sir Alex oczywiście nie jest wieczny, ale potencjalnemu następcy zostawi produkt kompletny, prawdziwą machinę oblężniczą. United jest w takim punkcie, że kadra doskonale łączy doświadczenie z młodością, a Smalling, Jones, Powell, Rafael, Welbeck i reszta nie wyglądają wcale gorzej niż złote pokolenie „Becksa” i Giggsa w ich wieku.
„Łabędzie” natomiast robią to, co najlepiej umieją, czyli grają swoją piłkę. Efektowną dla oka, hołdującą technicznej kulturze gry oraz bardzo ofensywną. Prym wiedzie zwłaszcza Michu, którego śmiało możemy obwołać odkryciem sezonu. Hiszpan znakomicie wpasował się w barceloński styl gry Swansea i strzela gola za golem. Duża w tym zasługa Michaela Laudrupa, który korzysta z dobrych wzorców, kontynuując dzieło swojego poprzednika, Brendana Rodgersa. Laudrup, integralny element dawnego „duńskiego dynamitu” sam był piłkarzem wybitnym, więc wie, co i w jaki sposób przekazać swojej drużynie. „Łabędzie” przed meczem zajmowały spokojne, 10. miejsce w tabeli i w razie ewentualnego zwycięstwa mogły przeskoczyć dwie lokaty wyżej.
Wayne Rooney, Manchester United, 2012 (fot. Skysports.com)
Spotkanie rozpoczęło się od ataków United. Szarżował Valencia, który domagał się karnego, ale arbiter pozostał niewzruszony. Spotkanie to stało pod znakiem powrotów, po kontuzjach zagrali bowiem po raz pierwszy w podstawowych składach dwaj panowie na V: Vorm w Swansea oraz Vidić w Manchesterze. 6. i 7. minuta to popis Tiendallego, ale jego wrzutki nie przyniosły zmiany rezultatu. Rzadko wykorzystywany masywny prawy obrońca gospodarzy robił wiatr, przypominając przez chwilę Maicona w swoich najlepszych latach.
W 9. minucie meczu Michu wygrał biegowy pojedynek z Vidiciem, ale strzelił Panu Bogu w okno. Dwie minuty później próbował Routledge, ale za lekko i dodatkowo w sam środek bramki, nie sprawiając absolutnie żadnych kłopotów de Gei. 120 sekund później uderzał ponownie Michu, ale bardzo słabo. W 15. minucie meczu na czystą pozycję wyszedł Young, ale świetnie obronił Vorm. Co się jednak odwlecze, to nie uciecze. Dośrodkowanie z rzutu rożnego na gola głową zamienił filigranowy Patrice Evra, wyprowadzając gości na prowadzenie! To była już trzecia bramka Francuza w obecnym sezonie. Konsternacja na stadionie Swansea, United na prowadzeniu!
Van Persie (fot. skysports.com)
Dwie minuty później De Guzman wyszedł sam na sam z de Geą, ale sędzia odgwizdał faul Michu blokującego Evansa. Był to kardynalny błąd, ponieważ Johnny Evans sam wpadł na hiszpańskiego napastnika. Decyzję arbitra skwitowało przeraźliwe buczenie na Liberty Stadium… W 26. minucie próbował głową znów Michu, ale za wysoko. Minutę później brutalny faul popełnił Phil Jones. Porównywany z racji sylwetki oraz sposobu gry do legendarnego Duncana Edwardsa Jones miał szczęście, że nie wyleciał z boiska, niemalże rozjechał bowiem młodziutkiego Daviesa.
Chwilę później mieliśmy remis. Routledge wypuścił w bój De Guzmana, ten uderzył mocno, ale de Gea sparował piłkę do przodu. Zrobił to jednak na tyle nieudolnie, że do futbolówki dopadł… Michu i wpakował ją do pustej bramki! Hiszpan jest w tym sezonie absolutnie fenomenalny, piłka sama go szuka w polu karnym. 1:1 i ekstaza na Liberty Stadium! W 36. minucie mogło być 2:1. De Guzman oszukał Cleverleya, ale zamiast podawać do lepiej ustawionych partnerów, sam starał się na siłę strzelać z ostrego kąta na bramkę „Czerwonych Diabłów”. W następnych paru minutach próbowali uderzać gracze Swansea, ale robili to bardzo nieskutecznie. Pod koniec pierwszej połowy obudzili się gracze SAF-a, jednak ich starania nie przyniosły żadnego rezultatu. Groźnie strzelał Rooney, ale po centrze Evry uderzył w sam środek bramki, gdzie czekał już czujny tego dnia Michael Vorm. Oglądaliśmy świetny mecz!
Nathan Dyer (fot. Skysports.com)
Druga połowa rozpoczęła się także z wysokiego C. Obie ekipy nacierały ostro, iskry leciały na murawę. W 50. minucie meczu szarżował Rooney, ale jego akcja była bardzo czytelna i Ashley Williams z łatwością zablokował strzał „Wazzy”. W odpowiedzi ruszyła z kontrą Swansea, bardzo groźnie strzelał Augustien. Ten fragment meczu to była prawdziwa karuzela. Chwilę później atakował znów Rooney, ale „Łabędzie” ponownie wyprowadziły kontrę i jedynie refleks de Gei uratował „Czerwone Diabły” przed stratą gola. Fantastyczną akcją popisał się Routledge. Po chwili strzelał Nathan Dyer, ale obok bramki hiszpańskiego piłkołapa.
Świetny mecz rozgrywali przeważnie rezerwowi w barwach Swansea, mianowicie Augustien i Tiendalli. Obaj robili różnicę na murawie. W tyłach czyścił wszystko bezbłędny tego dnia Chico Flores, niczym Cerber broniąc agresywnie bram Hadesu. W 60. minucie z wolnego uderzał Rooney, ale w sam środek, który tego dnia był chyba jego ulubionym elementem bramki, gdyż piłka po uderzeniach Anglika leciała przeważnie w to miejsce. Po godzinie mieliśmy pierwsze zmiany. W miejsce Brittona Laudrup desygnował do gry koreańskiego Stevena Gerrarda, czyli Ki Sung-Yeunga. W barwach United na boisko wbiegł za to babyface killer, czyli „Chicharito”. Meksykanin przejął schedę po legendarnym Solskjaerze i stał się nowym superrezerwowym „Czerwonych Diabłów”.
Swansea City, 2012 (fot. Skysports.com)
Następne minuty to wyrównana walka, drużyny szły cios za cios. Impas przełamała dopiero dwójkowa akcja Rooneya i van Persiego, ale strzał z woleja Holendra wylądował na poprzeczce. W 69. minucie sporo szumu robili znów Dyer z Tiendallim, a ten ostatni naciągnął Rooneya na żółty kartonik. Dwie minuty później RvP zagrywał do Hernandeza, ale „Chicharito” źle przyjął piłkę i na raty strzelał na bramkę Swansea. Świetnym refleksem wykazał się za to Holender Vorm. Ten sam Vorm popisał się chwilę później fatalnym podaniem i sam na sam z nim wyszedł Rooney. Zamiast strzału wybrał jednak podanie do van Persiego, które z łatwością wyłuskała obrona Swansea. Dalej mieliśmy remis.
Kwadrans przed końcem meczu tuż przed linią pola karnego faulowany przez Ashleya Williamsa był Robin van Persie. Obaj gracze skoczyli sobie do gardeł, obaj zostali ukarani żółtymi kartonikami. Po chwili sędzia wznowił mecz. Do piłki podszedł Rooney i… wpasował się w swoje poprzednie poczynania, trafiając piłką w mur. Po chwili „Wazza” został zmieniony, ustępując miejsca Welbeckowi. Parę sekund później piłkę z rogu wrzucił RvP, ale futbolówka po uderzeniu głową Carricka wylądowała na poprzeczce bramki Swansea! Delikatnie trącił jeszcze piłkę Vorm. Cóż za emocje mieliśmy tego popołudnia na Liberty Stadium!
David de Gea, Manchester United (fot. Skysports.com)
W 80. minucie prawdziwą obronę Częstochowy oglądaliśmy w wykonaniu gospodarzy. Strzały van Persiego i Younga blokowali kolejno Williams oraz Davies. Kibicom na „Liberty Stadium” zadrżały w tym momencie serca, strata bramki wisiała bowiem w powietrzu. Obie ekipy walczył o swoje, akcja przenosiła się z jednego końca boiska na drugi. Brylowali zwłaszcza stoperzy Swansea, mianowicie Chico Flores oraz troszkę chaotyczny, a zarazem bardzo energetyczny tego dnia Ashley Williams. Skutecznie bowiem kasowali oni masowe ataki graczy sir Aleksa Fergusona. W 88. minucie piękną akcją popisał się wprowadzony kilkanaście minut wcześniej Giggs, ale ponownie wszystko wyczyścił Williams.
W końcówce chętniej nacierał Manchester United, „Łabędzie” koncentrowały się na zacieśnianiu szyków obronnych, próbując wyprowadzać nieśmiałe kontry. Sędzia przedłużył mecz o cztery minuty. Czas mijał nieubłaganie. Dwie minuty przed końcem meczu Michael Vorm przeciął głową dalekie podanie graczy United, piłka jednak trafiła pod nogi Ryana Giggsa. Ten zdecydował się na błyskawiczne uderzenie, ale nie trafił w światło bramki. Obie drużyny starały się coś strzelić do końcowego gwizdka, ale Fergie time nie przyniósł zmiany rezultatu i sędzia główny odgwizdał koniec meczu. Wspaniałe widowisko na Liberty Stadium! Brawa dla Swansea za postawienie się liderowi tabeli!