W drugim hicie pierwszej kolejki, czyli starciu Liverpoolu z Arsenalem, padł remis 1:1. O wyniku spotkania przesądził fatalny błąd Pepe Reiny, który zdobył samobójczą bramkę.
Zarówno Arsenal, jak i Liverpool marzą o mistrzowskim tytule. Na triumf w Premiership „Kanonierzy” czekają od sześciu lat, a „The Reds” od ponad dwudziestu. W zeszłym sezonie zespół z północnej części Londynu dwukrotnie ogrywał drużynę z Liverpoolu. Jednak tym razem podopiecznym Arsene Wengera może być znacznie trudniej, gdyż schedę po Rafaelu Benitezie przejął Roy Hodgson, który w minionym sezonie wraz z Fulham dotarł do finału Ligi Europejskiej. Obu menadżerom udało się zatrzymać swoje czołowe gwiazdy w klubie: Cesca Fabregasa, Fernando Torresa oraz Stevena Gerrarda. Tych dwóch pierwszych zabrakło w wyjściowej jedenastce. Kibice Liverpoolu od ponad trzech lat czekają na zwycięstwo nad Arsenalem na swoim własnym stadionie.
Pierwsza połowa była bardzo wyrównana. Oba zespoły skupiły się na grze w środku pola i na prowadzeniu ataku pozycyjnego. Lepsze wrażenie sprawiali goście, którzy częściej byli przy piłce i stwarzali groźne sytuacje. Formę Pepe Reiny już w 4. minucie sprawdził potężnym uderzeniem z rzutu wolnego Thomas Vermalen, jednak hiszpański bramkarz z trudem wybił piłkę. Najaktywniejszym piłkarzem Liverpoolu był nowy nabytek Milan Jovanowić, który chciał się pokazać z dobrej strony kibicom swojego klubu. Emocje pojawiły się dopiero pod koniec pierwszej połowy, gdy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego groźnie na bramkę uderzał głową David Ngog, jednak piłkę z linii bramkowej wybił Gael Glichy. Tuż przed gwizdkiem sędziego z boiska został wyrzucony Joe Cole, który brutalnie zaatakował wślizgiem Laurenta Kościelnego. Dla gospodarzy oznaczało to, że drugie 45 minut będą grać w osłabieniu.
Drugą połowę z impetem rozpoczęli podopieczni Roya Hodgsona. W 46. minucie David Ngog potężnym uderzeniem pod poprzeczkę nie dał najmniejszych szans na interwencję Manuelowi Almunii. 60 sekund później mogło być 2:0, tym razem groźnie główkował Martin Skrtel. Jednak z każdą minutą Liverpool zwalniał i oddawał inicjatywę „Kanonierom”. W 68. minucie znowu dał się we znaki Reinie Thomas Vermalen, jednak po raz kolejny Hiszpan wyszedł obronną ręką. Po wejściu Theo Walcotta i Tomasa Rosicky’ego ataki Arsenalu były jeszcze śmielsze. Angielski skrzydłowy swoją okazję miał w 72. minucie, jednak nie zdołał pokonać rezerwowego bramkarza mistrzów świata. Podopieczni Arsene Wengera atakiem pozycyjnym próbowali znaleźć sposób na dobrze poukładaną defensywę gospodarzy, którzy nie wyglądali na grających w osłabieniu. Na Anfield Road znowu było gorąco pod koniec meczu. Najpierw w 85. minucie po indywidualnej akcji Tomas Rosicky fantastycznym strzałem chciał pokonać Reinę, jednak i tym razem udało mu się wyjść obronną ręką. Jednak cztery minuty później fantastycznie dotąd broniący hiszpański bramkarz popełnił fatalny błąd. W zamieszaniu w polu karnym wypuścił piłkę z rąk wprost do bramki, zdobywając gola samobójczego. Prowadzący spotkanie Martin Atkinson doliczył dodatkowo pięć minut. W 92. minucie żółtą kartkę otrzymał Laurent Kościelny, a 120 sekund za drugi żółty kartonik został usunięty z boiska. Jeszcze w samej końcówce groźnie z rzutu wolnego uderzał Steven Gerrard, jednak Manuelowi Almunii udało się obronić się ten strzał.










