Akademickim wykładem na temat emocjonującej gry zostali uraczeni tego popołudnia widzowie w czerwonej części Liverpoolu, a prelekcja nosiła tytuł „Piękno Premier League”. W roli profesora wystąpiły drużyny Brendana Rodgersa oraz Alana Pardew, a w uważnych studentów wcielili się fani na wypełnionym po brzegi Anfield Road. Mecz zakończył się wynikiem 1:1.

Obie drużyny przystępowały do meczu, będąc niedaleko od siebie w tabeli. „Sroki” zgromadziły 13 oczek w dziewięciu meczach, a „The Reds” 10 w dziewięciu. Zarówno Liverpool, jak i Newcastle walczą w tym sezonie oprócz Premier League także na drugim froncie, czyli w Lidze Europy. Wiedzie im się znacznie lepiej niż na ojczystej ziemi, obydwa kluby po trzech kolejkach spotkań zajmują w swoich grupach pierwsze miejsca.

„The Reds” w dalszym ciągu szukają swojego rytmu, są w trakcie budowania nowej jakości pod szyldem efektownej gry, czyli znaku rozpoznawczego Brendana Rodgersa. Sam Irlandczyk jak mantrę powtarza frazes, że aby było kiedyś lepiej, teraz trzeba zbierać cięgi. I rzeczywiście, Liverpool na obecnym etapie transformacji przeplata mecze świetne fatalnymi. „Sroki” natomiast kontynuują kurs obrany w zeszłym sezonie, tak świetnym w wykonaniu drużyny Alana Pardew. Anglik dał pewną stabilizację drużynie i wydaje się, że Newcastle ma wreszcie menedżera na lata, co zresztą widać po ofercie długoletniego kontraktu, który został przedstawiony angielskiemu szkoleniowcowi i jego sztabowi przez właściciela „Srok”, Mike’a Ashleya. W obecnej kampanii idzie piłkarzom z St James’ Park troszkę gorzej, ale przy obecnej niezbyt szerokiej kadrze zespołu i grze w pucharach europejskich należało się liczyć z obniżką formy w Premier League.

Spotkanie zaczęło się od naporu gospodarzy, a właściwie Stevena Gerrarda, ale „Captain Fantastic” dwa razy był blokowany przez defensorów Newcastle. W 8. minucie szarże Suso i wrzutka Gerrarda przyniosły rzut rożny, ale nic z niego nie wynikło. Nacierał Liverpool. Później gra się troszkę wyrównała, zaczęli o sobie przypominać gracze Alana Pardew. W 15. minucie strzelał Demba Ba, ale piłka poleciała Panu Bogu w okno. W 17. minucie byliśmy świadkami rajdu dobrze dysponowanego ofensywnie tego dnia lewego defensora gości Santona, ale wrzutka Vurnona Anity została zablokowana. W rewanżu sprint z piłką urządził sobie Luis Suarez, był jednak faulowany. Do wolnego podszedł sam poszkodowany, ale chybił minimalnie. Piękne uderzenie! Trzy minuty później strzelał Hatem Ben Arfa, ale jego strzał wylądował obok słupka na bandzie. W rewanżu ponownie Suarez, ale strzał Argentyńczyka świetnie, instynktownie obronił nogami Tim Krul. Holenderski bramkarz prezentuje dobrą formę. W 26. minucie kontuzji doznał James Perch, a w jego miejsce Alan Pardew posłał do boju byłego etatowego prawego obrońcę Newcastle, czyli Danny’ego Simpsona. 180 sekund później wrzucał piłkę Gerrard, ale Suarez posłał futbolówkę głową nad bramką. Widać było boiskową chemię między tą dwójką oraz nabyte automatyzmy w ich wspólnej grze.












