Środek tabeli Ekstraklasy wciąż jest jedną wielką niewiadomą. Mimo iż różnice punktowe między ligowymi średniakami są bardzo małe, nie wiadomo, którym zespołom bliżej do spadku, a które powalczą o wyższe cele. Poniżej prezentujemy pierwsze podsumowanie jesieni, w którym zespół Ekstraklasy iGol.pl opisał poczynania drużyn z miejsc 9-12.
12 – Widzew Łódź
Obchodzący w tym roku stulecie istnienia Widzew Łódź powrócił do Ekstraklasy po dwuletniej przerwie. Mimo iż łodzianie w I lidze zdeklasowali rywali i awansowali z dużą przewagą, to eksperci prognozowali, że celem drużyny z Łodzi w najwyższej klasie rozgrywkowej będzie walka o utrzymanie. Zawodnicy zapowiadali jednak, że stać ich przynajmniej na miejsce w środku stawki. Po pierwszej części sezonu Widzew plasuje się na 12. pozycji, ale mogło być o wiele lepiej, gdyby nie kilka głupio straconych punktów.
Widzew Łódź został okrzyknięty królem remisów (fot. slaskwroclaw.pl)
Po rozwiązaniu za porozumieniem stron kontraktu z Pawłem Janasem widzewiacy przygotowywali się do rundy jesiennej pod okiem Andrzeja Kretka. Terminarz nie rozpieszczał beniaminka. Już na inaugurację rozgrywek zmierzył się on bowiem z mistrzem Polski, Lechem Poznań. Łodzianie nie przestraszyli się jednak „Kolejorza” i spotkanie zakończyło się remisem. Następne kolejki przyniosły wyjazdowe zwycięstwo z Koroną Kielce po dwóch bramkach imponującego w tym sezonie skutecznością Darvydasa Sernasa, przegraną 0:1 z Wisłą Kraków oraz bezbramkowy remis z Polonią Warszawa. Do podziału punktów doszło także w meczu na Narodowym Stadionie Rugby w spotkaniu z Arką Gdynia. W 6. kolejce do składu Widzewa po 2,5 miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją powrócił Marcin Robak i już w swoim premierowym występie w tym sezonie strzelił hat-tricka. Dwa trafienia dołożył Darvydas Sernas i beniaminek rozgromił wrocławian 5:2. Było to pierwsze zwycięstwo Kretka jako trenera łodzian na obiekcie przy alei Piłsudskiego. Po tym spotkaniu stało się jasne, że duet widzewskich napastników będzie siał postrach w Ekstraklasie i niejeden szkoleniowiec będzie chciał mieć takich graczy w swoich szeregach.
Wkrótce zaczęto nazywać Widzew królem remisów. Łódzka drużyna traciła punkty z kolejnymi przeciwnikami i zaczęła przesuwać się w tabeli coraz niżej. Po porażce w elektryzującym od zawsze kibiców pojedynku z Legią Warszawa domagano się zmiany na pozycji bramkarza. Do 11. serii spotkań niezagrożoną pozycję miał jednak Maciej Mielcarz. Bartosz Kaniecki otrzymał swoją szansę dopiero po wyjazdowej porażce Widzewa z PGE GKS-em Bełchatów w doliczonym czasie gry. Choć po drodze beniaminek wysoko (4:1) ograł lidera Ekstraklasy, Jagiellonię Białystok, a wyśmienitą dyspozycję strzelecką po raz kolejny pokazał Robak, to coraz częściej spekulowało się, że potrzebna jest roszada na stanowisku trenera. Czarę goryczy przelał remis z czerwoną latarnią ligi, Cracovią Kraków. Podziękowano Kretkowi, a szkoleniowcem został Czesław Michniewicz. Liczono, że pod wodzą nowego trenera łodzianie zakończą rundę z kompletem zwycięstw. Debiut Michniewicza nie wypadł jednak okazale, jego podopieczni przegrali 1:3 z Lechią Gdańsk. W kończącym rundę spotkaniu widzewiacy wznieśli się jednak na wyżyny swoich umiejętności i rozgromili drugiego beniaminka – Górnika Zabrze – aż 4:0, a ponownie dał o sobie znać superduet łódzkich napastników.
Sukces w Lidze Europy lechici okupili słabą postawą na ligowym podwórku (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Co osiągnie Widzew w tym sezonie? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Łodzian stać na wielobramkowe wygrane przed własną publicznością jak choćby ze Śląskiem, Jagiellonią czy Górnikiem, zdarza im się jednak tracić punkty ze słabszymi przeciwnikami, w meczach, w których – wydawałoby się – są uznawani za faworytów. Gdyby nie to, że Widzew tak często kończył mecze remisami, to być może znajdowałby się dziś tuż za czołową trójką. Niewątpliwie olbrzymim atutem beniaminka są snajperzy. Polsko-litewski duet strzelił łącznie 14 bramek, czyli ponad 2/3 wszystkich trafień zespołu w tej rundzie. Łódzki zespół ma na swoim koncie 23 zdobyte gole, co – wspólnie z Polonią Warszawa – jest najlepszym osiągnięciem spośród wszystkich drużyn występujących w Ekstraklasie. Celem włodarzy klubu będzie z pewnością zatrzymanie w Łodzi Robaka i Sernasa, lecz wydaje się, że nie będzie to łatwe zadanie, gdyż chrapkę na tych napastników mają czołowe polskie drużyny, a kto wie – może zgłoszą się po nich też jakieś europejskie zespoły. Kibice cieszą się, że kontakt z klubem z alei Piłsudskiego przedłużył lider pomocy, Mindaugas Panka, i liczą, że drugi Litwin pójdzie w jego ślady.
Priorytetem dla podopiecznych Michniewicza będzie z pewnością zdobycie bezpiecznej przewagi nad strefą spadkową, dopiero później będą mogli myśleć o wyższych lokatach.
Przygotowała: Katarzyna Burska
11 – Lech Poznań
Ligową jesień w wykonaniu Lecha trzeba ocenić jasno. Były to niesamowite i przynoszące dużo radości występy w Lidze Europejskiej oraz fatalna postawa w polskiej Ekstraklasie, która zaowocowała niespodziewaną zmianą trenera.
Sprowadzenie Artjomsa Rudnevsa jest niewątpliwie jednym z większych sukcesów zarządu na przestrzeni lat (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Już na samym początku „Kolejorz” zanotował falstart z Widzewem Łódź, ale nikt nie spodziewał się katastrofy. Z czasem sytuacja była coraz gorsza i mistrz kraju znalazł się w niecodziennej sytuacji, trafiając do strefy spadkowej. Lechowi słabo szło zwłaszcza na wyjazdach, gdzie zdobył zaledwie pięć punktów. Pozytywnym momentem była wygrana z Wisłą Kraków, ale i ona nie uchroniła trenera Jacka Zielińskiego, którego wkrótce dość niespodziewanie zastąpił Jose Maria Bakero. Nowy szkoleniowiec kontynuował dzieło poprzednika. Lech nadal grał w kratkę, ale osiem punktów zdobytych w ostatnich pięciu kolejkach pozwoliło zakończyć rundę poza strefą spadkową.
Latem do klubu trafiło trzech nowych napastników. Strzałem w dziesiątkę okazał się transfer Artjomsa Rudnevsa. Łotysz szybko zaaklimatyzował się w Poznaniu i udanie zastąpił Roberta Lewandowskiego. Napastnik strzelił siedem z osiemnastu bramek „Kolejorza” w lidze. Niestety totalnymi niewypałami okazały się decyzje o zatrudnieniu Joela Tshibamby i Artura Wichniarka. Umiejętności tego pierwszego było szeroko kwestionowane przez kibiców oraz dziennikarzy, natomiast popularny „Król Artur” rozwiązał w tajemniczych okolicznościach kontrakt jeszcze w trakcie sezonu.
Dawid Plizga był w rundzie jesiennej ważnym ogniwem „Miedziowych”. Dobrą grę dostrzegł selekcjoner, 25-latek zadebiutował w reprezentacji (fot. Mikołaj Olszewski / iGol.pl)
Na wyróżnienie zasługują dwaj Serbowie – Dimitrije Injać i Ivan Djurdjević, którzy byli mocnymi punktami drużyny, nawet w trudnych chwilach. Największe postępy poczynił Marcin Kikut, który wskoczył do pierwszej jedenastki, na skutek problemów zdrowotnych Grzegorza Wojtkowiaka. Popularny „Kiki” to często jedyny obok Djurdjevicia zawodnik, który długo tłumaczył dziennikarzom przyczyny porażek, podczas gdy inni gracze szybko uciekali do szatni. O dobrej rundzie Kikuta świadczy także fakt, że jest piątym zawodnikiem pod względem liczby spędzonych minut na boisku w drużynie „Kolejorza” (1080 minut). Swoją postawą rozczarowali Sławomir Peszko, Semir Stilić, Siergiej Kriwiec (od których wymaga się dużo więcej) oraz niemogący się odnaleźć po kontuzji Seweryn Gancarczyk i Grzegorz Wojtkowiak.
Drużynę Lecha czeka bardzo trudna wiosna. Mistrzowie Polski muszą walczyć o zwycięstwo w każdym ligowym spotkaniu, gdyż nadal realna obrona tytułu jest priorytetem zarówno dla zarządu, jak i kibiców. Dodatkowo „Kolejorz” nie może odpuszczać Pucharu Polski, który w przypadku klęski w lidze, może okazać się ostatnią deską ratunku. Wisienką na torcie będzie dwumecz w ramach 1/16 Ligi Europejskiej. Niezależnie od rywala, tego prestiżowego spotkania nie odpuszczą ani piłkarze Lecha, ani Jose Maria Bakero.
Przygotował: Damian Jursza
10 – Zagłębie Lubin
Jeśli Śląsk będzie prezentował formę z drugiej części rundy jesiennej, śmiało będzie można spodziewać się go w okolicach podium (fot. Mikołaj Olszewski / iGol.pl)
Do czego zmierza Zagłębie? Jak mają się wyznaczone cele i ambicje do tego, co prezentuje drużyna? Chciałoby się powiedzieć… nijak. Pisząc to, jako kibic „Miedziowych”, na pewno muszę odnotować kilka ciekawych faktów, związanych z sytuacją Zagłębia w tabeli (odrobinę lepsza niż rok temu – 10. miejsce w tabeli obecnie, wówczas 15.) oraz stosunkiem na linii piłkarze – kibice, kibice – zarząd spółki.
Sezon rozpoczął się od remisu z Koroną po niezwykle nieskutecznej i szarpanej grze. Potem byliśmy świadkami przeplatania dobrej formy ze złą: fatalne spotkania z Polonią w Bytomiu oraz fenomenalne – jak na Zagłębie – przy ul. Bułgarskiej, gdzie podopieczni Marka Bajora pokonali mistrza Polski, Lecha Poznań. Wszystkich na samym początku bolało jasne stwierdzenie trenera Bajora: „Gramy o to, by się utrzymać”. Następnie przekształciło się to w walkę o środek tabeli, co jak na razie się nie udało. Przyszedł czas, że piłkarzom oraz sztabowi szkoleniowemu zamrożono premię do momentu, w którym drużyna nie uplasuje się na 8. miejscu w ligowej tabeli.
Orest Lenczyk – to po jego przyjściu nastąpiła metamorfoza Śląska (fot. Mikołaj Olszewski / iGol.pl)
Zagłębie od kilku lat ma problemy z formacją ataku. Niestety dla kibiców – ale też atrakcyjności ligi – do niemieckiego Kaiserslautern odszedł Ilijan Micanski. Szczególnie w drugiej części poprzedniego sezonu Bułgar robił zdecydowaną różnicę, popisując się kilkoma bardzo ładnymi, ale i ważnymi bramkami. Jak jest teraz? Ano teraz jest Duszan Djokić, młody Arek Woźniak, Wojciech Kędziora i Mouhamadou Traore. Dorobek bramkowy tych zawodników równy jest… dwa. Zagłębie potrzebuje znacznych wzmocnień, nie tylko w formacji ataku, ale w tym zespole brakuje zawodnika, który potrafi kreować akcję. Do Lubina trafił już nigeryjski pomocnik David Abwo. Gracz przybył do Polski z węgierskiego Lombardu Papa. Czarnoskóry zawodnik ma 24 lata, w przeszłości występował w takich klubach, jak Enyimba International, Genclerbirligi Dijon i US Creteil-Lusitanos. Od tego roku gra w drużynie z malowniczego węgierskiego miasta, które zwie się Tatabanya. Obecny sezon to 16 spotkań dla Lombardu, cztery bramki i dwie asysty.
Najlepszym rozwiązaniem będzie na koniec wspólne podsumowanie dwóch spraw: spotkań rozgrywanych pod koniec rundy oraz tego, o czym wspomniałem na samym początku – konfliktu na trybunach. Wszystko zaczęło się znacznie wcześniej, niż – jak to opisują wrocławskie media – po spotkaniu ze Śląskiem we Wrocławiu. Słaba postawa drużyny to jedno, zaś brak szacunku do kibiców, to drugie. Pierwszym spotkaniem, po którym kibice okazali niezadowolenie, był przegrany mecz z Polonią Bytom, po którym piłkarze nie podeszli pod sektor swoich fanów, by wysłuchać, co ci mają im do powiedzenia po przegranym meczu. Derby Dolnego Śląska przelały czarę goryczy. Od tego momentu wrogiem publicznym numer jeden w Lubinie stał się Mateusz Bartczak – moim zdaniem słusznie. Za każdym razem, gdy odbywały się prezentacje, miał kibiców w nosie. Ci zatem się odwdzięczyli: brak dopingu, zdecydowany protest także wobec władz, które obecnie panują w klubie – oto zaledwie kilka przykładów. Jak to ma się do podsumowania jesieni? Tak, że spotkania z Wisłą i Lechią (w których „Miedziowi” jakimś sposobem znaleźli siłę, by walczyć jak równy z równym) nie były walką o jak najlepsze miejsce w tabeli dla klubu, lecz walką o pieniądze, które w desperacji odciął zarząd.
Przygotował: Paweł Junory
9 – Śląsk Wrocław
Przed pierwszym meczem w lidze wszyscy we Wrocławiu otwarcie mówili, że miejsce w górnej części tabeli jest jak najbardziej dla piłkarzy Śląska realne. Trener Tarasiewicz odgrażał się, że tym razem jego ukochany klub pokaże, na co go tak naprawdę stać. Niewątpliwie apetyty na dobre wyniki zwiększyły się po tym, jak na sali konferencyjnej przy ulicy Oporowskiej zakontraktowany został dziewięciokrotny reprezentant Polski, piłkarz, który zdołał rozegrać 29 meczów w portugalskiej Boaviscie. Swego czasu jeden z największych talentów w naszym kraju.
Mowa oczywiście o Przemysławie Kaźmierczaku, który wraz z Sebastianem Milą miał tworzyć najlepszy duet środkowych pomocników w naszej lidze. Do „Kaza” dołączyli jeszcze mający za sobą wspaniały sezon w MKS-ie Kluczbork – Waldemar Sobota, strzelec 34 goli w barwach boliwijskiego San Jose Oruro – Cristian Omar Diaz, oraz najlepszy napastnik poprzedniego sezonu, zawodnik ŁKS-u Łódź – Łukasz Gikiewicz. Takie transfery niewątpliwie napawały optymizmem kibiców przed rozpoczęciem ligi. Pierwszy mecz rozegrany został przy Oporowskiej z – jak się później okazało – mistrzem rundy jesiennej, Jagiellonią Białystok. W nim piłkarze z Dolnego Śląska, mimo tego, że bezbramkowo zremisowali, zaprezentowali się z bardzo dobrej strony. W pewnym momencie meczu, gdyby Diaz uderzył bardziej precyzyjnie, piłka zamiast w poprzeczkę, trafiłaby do siatki i wrocławianie cieszyliby się z pierwszego zwycięstwa. Na pomeczowej konferencji zarówno Probierz jak i Tarasiewicz musieli zganić ekipę przygotowującą murawę do meczu za zbyt długą trawę. Na szczęście w następnych rywalizacjach na stadionie przy ulicy Oporowskiej wszystko było zapięte na ostatni guzik, ale nie gra Śląska…
W drugiej kolejce, dzięki dwóm trafieniom Diaza i jednego Sotirovicia, wrocławianie wygrali z Cracovią na wyjeździe 3:2 i mieli na swoim koncie już cztery punkty. Od tego momentu coś w maszynie o nazwie Śląsk Wrocław przestało funkcjonować. Od meczu trzeciej (z Legią Warszawa) do siódmej kolejki (z Koroną Kielce) podopieczni Tarasiewicza wciąż przegrywali, tracąc w tym czasie dwanaście goli i strzelając zaledwie pięć. W tym okresie Śląsk znalazł się nawet na piętnastym miejscu w tabeli, a przecież nie takie były założenia przed tym sezonem. Prezes Piotr Waśniewski szukał sposobu, aby zmienić coś w grze swojego klubu. Postanowił więc pożegnać się z Tarasiewiczem, którego zastąpił wracający po trzydziestu latach do Wrocławia Orest Lenczyk. Trener Śląska stał się od razu najstarszym szkoleniowcem w lidze, ale jego podejście do drużyny oraz wyniki pokazały, młodszym, że muszą się jeszcze sporo uczyć.
Od bezbramkowo zremisowanego meczu z Wisłą Kraków w poczynaniach wrocławian można było zauważyć już zarys tego, co chce grać Lenczyk. Po wielu porażkach przyszły trzy remisy z rzędu i w zarządzie jakby powrócił spokój o ligowy byt. Wszyscy we Wrocławiu czekali na 11. kolejkę, w której to miały odbyć się największe derby na Dolnym Śląsku, a więc mecz z Zagłębiem Lubin. Śląsk wygrał we wspaniałym stylu 3:1 i śmiało od tego momentu zaczął piąć się w górę tabeli tam, gdzie jego miejsce. W późniejszych meczach wygrane z Bełchatowem (1:0), Górnikiem Zabrze (4:0) i Ruchem Chorzów (2:1) oraz remis z Arką w Gdyni (2:2) sprawiły, że piłkarze z Oporowskiej zakończyli rundę jesienną na dziewiątym miejscu. Dla jednych jest to wielki sukces, że po tak słabym początku zespół zdołał jednak uplasować się w pierwszej dziesiątce. Są jednak i tacy, którzy uważają tę lokatę za porażkę, przed sezonem bowiem głośno mówiło się nawet o pozycjach 5-6. Jedynie w jednym wszyscy się zgadzają, że mając na ławce trenera Lenczyka, w rundzie wiosennej Śląsk będzie postrachem dla każdego zespołu w lidze i może jeszcze powalczyć o wysokie miejsce w tabeli. Na tę chwilę zespół ma na koncie 20 punktów i zaledwie pięć oczek straty do czwartej w tabeli Korony Kielce. Wszystko jest więc jeszcze możliwe. Najwięcej meczów w rundzie jesiennej w barwach Śląska rozegrali Piotr Celeban, Waldemar Sobota, Sebastian Mila oraz Przemysław Kaźmierczak (15 spotkań). Jak ważny dla klubu jest duet Kaźmierczak – Mila świadczyć może fakt, że „Kaz” jest najlepszym strzelcem drużyny (pięć goli), zaś Mila ma na swoim koncie cztery asysty, a więc najwięcej w drużynie. Dodając do tego Diaza, Sobotę czy Sotirovicia jest wręcz wskazane, aby w tabeli na koniec sezonu szukać Śląska w górnej części klasyfikacji.
Według mnie te wszystkie cztery kluby zawiodły,bo
mają potencjały na o wiele wyższe
miejsca;)Szczególnie Lech Poznań,ale wiadomo,że
gra w europejskich pucharach ich nad wyraz
eksploatuje i uniemożliwia im taką samą grę w
Naszej Llidze.
A drugim,który zawiódł srodze,jest Wicef…Nie
lubię tego klubu,ale zaczęli dobrze wiec
liczyłem,że powalczą o pierwsze 5miejsc,a tu
proszę-klops;P
I zostaje bogate z państwowych pieniędzy Zagłębie
Lupin i klub z fajnymi i licznymi kibicami,czyli
Śląsk Wrocław.Obydwa zawiodły z uwagi na
powyższe plusy,które wymieniłem;)