Za nami druga kolejka Ekstraklasy, w której byliśmy świadkami dużej liczby bramek oraz zaskakujących zwrotów akcji. Poniżej prezentujemy podsumowanie weekendu w polskiej lidze.
Piłkarze Ekstraklasy wysłuchali naszych lamentów nad rażącą indolencją strzelecką, serwując nam 22 bramki podczas drugiej kolejki. Na polskich stadionach pojawiło się 54850 kibiców, z czego najwięcej było w Poznaniu, Kielcach i Lubinie.
Comeback Śląska

W pierwszym meczu drugiej kolejki padło pięć bramek, co stanowi ponad połowę całkowitej liczby trafień poprzedniej rundy. Strzelecką kanonadę rozpoczął Vuk Sotirović, który popisał się fantastycznym golem z dystansu. Piłkarze Śląska z prowadzenia nie cieszyli się zbyt długo – dwie minuty później do własnej bramki piłkę wpakował Jarosław Fojut. Podbudowani szybkim wyrównaniem krakowianie poszli za ciosem, kolejne trzy minuty przyniosły bowiem drugą bramkę. Efektownym uderzeniem z woleja Polczak całkowicie zaskoczył Kelemena. Niezadowoleni takim obrotem spraw podopieczni Ryszarda Tarasiewicza postanowili wziąć się za odrabianie strat – dwie zespołowe akcje Śląska wykorzystał Diaz, który pokazał, że jest wart dużych pieniędzy, jakie wyłożył na niego klub z Wrocławia.
Czarne derby
Sezon się w zasadzie jeszcze dobrze nie zaczął, a kibice mieli już okazję oglądania derbów stolicy, które stały pod znakiem „Czarnych Koszul”. Sympatycy futbolu zebrani przy Konwiktorskiej nie mogli narzekać na poziom spotkania. Pierwszą połowę meczu można określić jako remis z wskazaniem na Polonię, gdyż podopieczni trenera Bakero stworzyli sobie lepsze sytuacje do strzelenia gola, jednak Piątek i Bruno nie zdołali ich wykorzystać. W drugiej części meczu rozwiązał się worek z bramkami – kapitalnym uderzeniem z dystansu bramkarza zaskoczył Bruno. Swojego pierwszego gola w Ekstraklasie zdobył również Smolarek, który wszedł na boisko dopiero w 71. minucie. Dzieła zniszczenia dokonał Mierzejewski, który wykorzystał szybką kontrę w końcowych minutach spotkania, delikatnym lobem pokonując Antolovicia.
Więcej o tym meczu tutaj
Dublet „Franka”, PGE GKS i upał pokonane
Jagiellonia poradziła sobie w sobotnie popołudnie z PGE GKS-em Bełchatów i… ponad 35-stopniowym upałem. Wysoka temperatura dała się we znaki szczególnie Grzegorzowi Sandomierskiemu, który w drugiej odsłonie meczu zemdlał. Doskonały prezent dwa dni przed swoimi 36. urodzinami sprawił sobie Tomasz Frankowski, strzelając dwa gole. Wprawdzie bełchatowianie trafili bramkę kontaktową za sprawą Marcina Żewłakowa, ale wszelkie nadzieje na wywiezienie punktów ze stolicy Podlasia rozwiał Maciej Makuszewski, wykorzystując sytuację sam na sam z Łukaszem Sapelą.












