Podbeskidzie pokonało w meczu wyjazdowym mistrza Polski, Wisłę Kraków, 1:0. Bramkę na wagę zwycięstwa strzelił Juraj Dancik. Skromne zwycięstwo gości jest najniższym wymiarem kary, na którą krakowianie w pełni zasłużyli.
Przed meczem Wisły z Podbeskidziem wszyscy przypominali mecz 1/4 Pucharu Polski z zeszłego sezonu, kiedy to I-ligowe Podbeskidzie wyeliminowało krakowian z dalszej walki o to trofeum. Dzisiaj miało być inaczej. Wisła – mistrzowie Polski – miała podejść do tego spotkania znacznie bardziej skoncentrowana, a Podbeskidzie nie miało już atutu w postaci elementu zaskoczenia. Wystarczyło jednak tylko pięć minut, żeby przekonać się, że beniaminek nie jest tu skazany na pożarcie. Po ciekawej akcji bielszczanie mogli wyjść na prowadzenie, strzał Cohena został jednak zablokowany, a w zamieszaniu podbramkowym „Góralom” zabrakło szczęścia i refleksu. Pojawiły się jednak spostrzeżenia, że to Podbeskidzie może pożreć tego dnia faworyzowaną Wisłę.

W kolejnych minutach obraz gry się nie zmienił. Podbeskidzie przeważało, piłkarze „Górali” częściej szukali okazji bramkowych, próbując różnych rozwiązań. Kiedy wydawało się, że bielszczanie nieco spuścili z tonu, sędzia podyktował rzut wolny. Do piłki podszedł Patejuk, a ta po jego dośrodkowaniu trafiła na głowę Dancika, który silnym uderzeniem wpakował ją do siatki Pareiki. 1:0 dla Podbeskidzia!
Wisłą chciała szybko się zrewanżować i już po minucie ta sztuka jej się udała. Chęć odwetu była jednak tak duża, że Dragan Paljić używał wszystkich możliwych środków, by poradzić sobie z obrońcami rywali, niekoniecznie zgodnych z przepisami, więc sędzia nie mógł uznać bramki zdobytej przez Serba. W 42. minucie podopieczni trenera Kasperczyka mogli podwyższyć prowadzenie. Po raz kolejny bardzo groźnie było po rzucie wolnym. Strzelał Patejuk, piłka ugrzęzła w murze, a dobitka pomocnika Podbeskidzia padła łupem Pareiki.

Drugą połowę z nieco większym animuszem rozpoczęli wiślacy, lecz po chwili ich zapał został stłamszony przez determinację bielszczan. Pareikę poważnie przetestował Patejuk i nieco mniej poważnie Sokołowski, niebezpiecznie strzelał też Demjan, ale w jego przypadku Estończyk mógł tylko odprowadzić piłkę wzrokiem poza boisko. Serca kibiców zadrżały w 74. minucie, kiedy to Łukasz Garguła po strzale z rzutu wolnego wstrząsnął siatką bramki gości, tyle że była to jej zewnętrzna strona. Fani byli jednak przynajmniej chwilowo przekonani, że padł wyrównujący gol.











