6. kolejka T-Mobile Ekstraklasy i przy ulicy Łazienkowskiej w Warszawie zawitała ekipa beniaminka z Bielska-Białej. Do przerwy „Górale” sensacyjnie prowadzili już 2:0 po bramkach Górkiewicza i Patejuka i po przerwie nie dali sobie wydrzeć tej przewagi.
Legia sensacyjnie została ograna przez beniaminka.
Ekipa beniaminka przybyła do Warszawy zmierzyć się z niedawnym pogromcą wielkiego Spartaka Moskwa w barażach Ligi Europy. Zatem poszukiwania pierwszych w sezonie trzech punktów nie mogły mieć znacznego odzwierciedlenia w rzeczywistości i jakakolwiek zdobycz punktowa na Pepsi Arenie byłby dla „Górali” nie lada sukcesem. Nic więc dziwnego, że trener Robert Kasperczyk uznał, iż stosowny będzie najpopularniejszy w naszej lidze system 4-5-1, a nie z dwoma napastnikami, jak bywało wcześniej.

Legia zaś przystąpiła do dzisiejszego spotkania bez znaczących zmian. Istotną na pewno była nieobecność Portugalczyka Manu, którego na skrzydle zastąpić miał reprezentant Polski do lat 21, Michał Kucharczyk, oraz czeskiego napastnika, Michala Hubnika. Obu z udziału w grze wykluczyły kontuzje.
Od pierwszych minut spotkania, co dziwić nie mogło, inicjatywę próbowała przejąć Legia. „Wojskowi” częściej przebywali przy piłce i atakiem pozycyjnym starali się rozgryźć skondensowaną defensywę Podbeskidzia. Goście jednak nie planowali się tylko bronić i jeśli nadarzała się okazja, bez kompleksów, rozgrywali piłkę w strefie obronnej przeciwnika.
I to oni jako pierwsi byli blisko otwarcia wyniku. Już w szóstej minucie spotkania Sylwester Patejuk ubiegł przy wrzutce w pole karne bramkarza legionistów i gdyby nie asekuracja defensorów, bez większych problemów wpakowałby piłkę do pustej siatki. Nie minął kwadrans, gdy byliśmy świadkami pierwszej już zmiany. Boisko opuścić musiał utykający od dłuższego czasu Kucharczyk i zastąpił go nowy nabytek klubu z Łazienkowskiej, Moshe Ohayon.
Niedługo później trybuny Pepsi Areny zajęczały po raz pierwszy, gdy bliski wykończenia koronkowej akcji gospodarzy był Miroslav Radović, którego fantastycznie obsłużył w „szesnastce” Ljuboja.
Z każdą kolejną minutą mecz wyglądał coraz bardziej jednostronnie. Ustawieni głęboko „Górale” przyjmowali na własnej połówce rywali, a piłkarze Skorży na wszelkie możliwe sposoby, czy to jednym czy drugim skrzydłem, a jak tędy nie szło, to pozostawał jeszcze środek. Świetnie jak zwykle rozumieli się Ljuboja i Radović, który od zejścia Kucharczyka przeszedł na prawe skrzydło.
Optyczna przewaga nie przełożyła się jednak zupełnie na rezultat. Dość powiedzieć, że w 24. minucie to goście pokusili się na jeden z niewielu wypadów pod bramkę Kuciaka i okazali się zabójczo skuteczni. Rzut wolny z około 25 metrów wykonywał Frantisek Metelka, a kilka metrów przed bramką świetnie defensorom uciekł Tomasz Górkiewicz i strzałem głową wyprowadził swój zespół na prowadzenie.










