Podopieczni Wengera sezon 2014/2015 zakończyli na trzecim miejscu, choć zeszłoroczne wyniki dawały nadzieje ich fanom na więcej. Na otarcie łez, „Kanonierzy” odnieśli wczoraj historyczny, dwunasty już tryumf Arsenalu w finale FA Cup. Starcie z Aston Villą uświetnił genialny strzał jednego z najlepszych zawodników Premier League – Alexisa Sancheza i kolejny w tym roku świetny występ „nowej twarzy” klubu, Mesuta Ozila.
Arsene Wenger znany jest z powtarzanej jak mantra frazy: oceńcie mnie w maju. Prośba ta – wyrażana tradycyjnie gdzieś w okresie jesiennego dołka formy – w ostatnich latach brzmi, jakby Francuz doskonale wiedział, że wiosną, gdy terminarz się rozluźnia a „Kanonierzy” odpadają z europejskich pucharów, zespół złapie wiatr w żagle. Rok szkolny każdego menedżera Premier League się skończył, a menedżerowi „The Gunners” można z czystym sumieniem wystawić ocenę dobrą.
Wydaje mi się, że fani drużyny ze stolicy Anglii – a paru takich znam – mogą być względnie zadowoleni z końcowego wyniku swoich ulubieńców. Poprzedni sezon na pewno rozbudził mistrzowskie apetyty, ale wierni fani stołecznego teamu zapewne mieli z tyłu głowy fakt, iż Wenger nie zwykł radzić sobie z sezonem ligowym przypadającym po mundialach.

Jak trwoga, to do Shada
W przełamaniu tego trendu miał pomóc Shad Forsythe, jedno z największych wzmocnień całego zespołu w letnim okienku. Wieloletnie tyrady środowiska piłkarskiego skłoniły wreszcie Arsene Wengera do zrewolucjonizowania przygotowania kondycyjnego. I choć nie można było się spodziewać, że jeden z największych autorytetów w zakresie fizjoterapeutki za dotknięciem magicznej różdżki odczaruje wszystkie problemy z urazami w jedenastce Arsenalu, to jego wkład w siłę całego zespołu w drugiej części sezonu jest nie do przecenienia. Zatrudnienie Amerykanina zostało przyjęte z ekscytacją fanów i zawodników (m.in. Mesut Ozil cieszył się z tego na Twitterze), a jego pracę doceniali przed tygodniem Jack Wilshere (ZOBACZ) i Theo Walcott (ZOBACZ), dedykując mu niedawno zdobyte przeciwko West Bromowi bramki.
Theo Walcotta i Jack Wilshere’a nie można jednak zaliczać do pierwszoplanowych postaci tego sezonu, co tylko świadczy o tym, jak zespół Wengera przez ostatnie lata posunął się w rozwoju. Patrząc kilka sezonów wstecz, trudno było sobie wyobrazić, że „Kanonierzy” mogą bić się o czołowe lokaty bez wyżej wymienionych, wówczas kluczowych, zawodników. Pierwsze skrzypce w „nowym” Arsenalu grają bowiem gracze formatu Mesuta Ozila i Alexisa Sancheza – a więc piłkarze o klasę lepsi od wymienionych – oraz ci, którzy imponują równą, wysoką formą, jak chociażby Laurent Kościelny czy Santi Cazorla.













