Oj, działo się. To było 90 minut jazdy na sporych obrotach. Może poziom czysto piłkarski nie był jak w Premier League, ale emocji na pewno nie brakowało.
Najwięcej powodów do narzekań mają oczywiście kibice warszawskiej Legii. Dla nich to, co wydarzyło się w ciągu 90 minut w Gdańsku, to koszmar, z którego chcieliby się jak najszybciej obudzić. Ich pupile zagrali fatalnie… czyli tak jak zwykle. Przynajmniej ostatnio. Finałowy mecz Pucharu Polski tylko uśpił czujność fanów Legii, ale statystyki nie kłamią. Jeżeli wygrywa się jeden mecz na osiem, to mistrzem być nie można. Gdyby nie to, że nasza liga jest, jaka jest, to zespół Skorży z taką grą byłby w środku stawki bez szans na grę o puchary. Przecież gdyby Real wygrał jeden mecz na osiem w ostatnich kolejkach La Liga, to o mistrzostwie mógłby zapomnieć.

Tuż za plecami legionistów w klasyfikacji niezadowolonych plasują się kibice ŁKS-u i Korony Kielce. Ci pierwsi, bo ich drużyna spadła z ligi, ci drudzy, bo Korona przegrała na własnym stadionie z beznadziejnym w tej rundzie Widzewem 0:2 i pogrzebała swoje szanse na udział w europejskich pucharach.
Jeśli chodzi o ŁKS, to spadek tej akurat drużyny można było przewidzieć już jakiś czas temu. Olbrzymie kłopoty finansowe i drużyna klecona na chybcika to nie jest dobra mieszanka w walce o utrzymanie.
Zupełnie inne nastroje panują w Gdańsku, Poznaniu, Wrocławiu i Chorzowie. Lechia dzięki wspomnianemu już zwycięstwu nad Legią zapewniła sobie utrzymanie w T-Mobile Ekstraklasie. Patrząc na przedsezonowe założenia, to ten rezultat należałoby uznać za klęskę, ale w ostatecznym rozrachunku należy się raczej z tego cieszyć. Bo wizja gry w I lidze była naprawdę realna.
Wrocław już świętuje mistrzostwo, choć może być jeszcze za wcześnie. Śląsk wrócił na fotel lidera na kolejkę przed końcem i jeżeli wygra z Wisłą w Krakowie, to feta we Wrocławiu stanie się faktem. I tu trzeba się modlić o to, żeby ten mecz był rozgrywany na serio. Dlaczego? Ano dlatego, że kibice Wisły namawiają swoich piłkarzy do odpuszczenia meczu. Pozostawię to bez komentarza.
Za to skomentuję postawę Arkadiusza Piecha z Ruchu Chorzów. Napastnik „Niebieskich” odpowiedział Franciszkowi Smudzie na brak powołania w najlepszy z możliwych sposobów – strzelił bramkę. Później poprawił jeszcze Zieńczuk i Ruch nadal walczy o mistrza, a puchary już ma pewne. Przed sezonem nikt się chyba w Chorzowie tego nie spodziewał.
No i na koniec zostawiliśmy Lecha Poznań. To jedyna drużyna w tej lidze, która na koniec sezonu sprawia wrażenie takiej, która rzeczywiście chce zostać mistrzem Polski. I pewnie gdyby Bakero został zwolniony odrobinkę wcześniej, to „Kolejorz” by tę ligę wygrał.











