Zagłębie Lubin zwyciężyło z Widzewem Łódź 1:0. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył Dawid Plizga z rzutu wolnego.
Pierwsza, godna odnotowania akcja meczu miała miejsce w 4. minucie spotkania. Wtedy to litewski snajper Widzewa – Darvydas Sernas – uderzył piłkę w słupek, ale jak się potem okazało znalazł się na pozycji spalonej. Przez kolejne minuty gra toczyła się przeważnie w środku pola i widać było, że podopieczni Andrzeja Kretka ustawieni byli na grę z kontry.

W 14. minucie meczu mieliśmy do czynienia z otwarciem wyniku. Sędzia Marcin Borski zauważył faul na szarżującym Fernando Dinisie. Po chwili było już 1:0. Fenomenalnym strzałem z około 20 metrów popisał się Dawid Plizga i uderzył blisko okienka bramki, nie do obrony dla Bartosza Kanieckiego (Maciej Mielcarz usiadł na ławce rezerwowych).
Spotkanie pomiędzy „Miedziowymi”, a widzewiakami oglądało się bardzo źle. Wszystko przez to, że na trybunach w Lubinie panowała naprawdę grobowa atmosfera i z boiska słychać było… trenerów, piłkarzy, a nawet pokrzykujących dziennikarzy i fotoreporterów. Takiej sytuacji nie było bardzo dawno na ekstraklasowych boiskach. Wydawać się może, że fani Zagłębia do tej pory nie mogą pogodzić się z porażką w derbowym meczu ze Śląskiem Wrocław.
W 30. minucie meczu lubinianie przeprowadzili jedną z nielicznych akcji zakończoną niecelnym strzałem Dinisa. Potem próbował jeszcze Wilczek i Plizga, ale nieskutecznie. Już w pierwszej połowie meczu boisko musiał opuścić Jarosław Bieniuk. Powodem przedwczesnego zakończenia meczu przez łódzkiego obrońcę była kontuzja, której nabawił się w jednym ze starć z przeciwnikami. Pierwsza połowa minęła bez historii. Strzałów było jak na lekarstwo. Gdyby nie urozmaicenie w postaci gola Plizgi, trudno byłoby wybrać klarowne okazje obu zespołów.
W 51. minucie spotkania lewą flanką przedarł się Marcin Robak i posłał piłkę wzdłuż linii jedenastu metrów. Tam bliski dopadnięcia jej był Sernas, lecz wcześniej dobrą interwencją popisał się Fernando Dinis, który wybił piłkę na rzut rożny. Widzew starał się przejąć inicjatywę od początku drugiej połowy meczu. Był nawet taki fragment gry, że łodzianie co akcję mieli rzuty rożne, jednak nic z dośrodkowań z rogu boiska nie było.

Kamil Wilczek miał dogodną okazję w 65. minucie meczu. Piłkarz Zagłębia znalazł się z piłką w polu karnym i mocno uderzył na bramkę przeciwników, jednak wprost w Bartosza Kanieckiego.











