Sobota w angielskiej Premier League nie rozpieściła kibiców pod względem strzelanych goli w godzinach popołudniowych. W ostatnim meczu na Selhurst Park nie było jednak na co narzekać. Grający dzisiaj, jeden z głównych kandydatów do tytułu, Manchester City nie zawiódł oczekiwań i pokonał beniaminka z Hull. Pierwsze zwycięstwa w lidze odniosły Newcastle, Norwich City i Crystal Palace.
Manchester City – Hull City 2:0

Wicemistrzowie Anglii pokonali odważną drużynę Steve’a Bruce’a na Etihad Stadium dzięki golom strzelonym w drugiej połowie kolejno przez Alvaro Negredo i Yayę Toure. Choć to spotkanie zawsze mogło potoczyć się inaczej, gdyby w 7. minucie Sone Aluko, napastnik „The Tigers”, wykorzystał stuprocentową okazję, będąc sam na sam z Joe Hartem. Goście dzielnie walczyli i konstruowali akcje, jednak wynik został przełamany w 65. minucie dzięki dobremu dośrodkowaniu od Pablo Zabalety na głowę Negredo. Rywalizację rozstrzygnięto na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry, kiedy Toure kropnął z rzutu wolnego.
Cardiff City – Everton FC 0:0
W stolicy Walii nie obejrzeliśmy z obu stron żadnych trafień. W ekipie gości od pierwszych minut spotkania w pierwszej jedenastce grali Leighton Baines i Marouane Fellaini, którymi nadal interesuje się Manchester United. Sędzia główny mógł odgwizdać rzut karny przed przerwą dla „The Toffees”, kiedy Baines został nieprzepisowo zatrzymywany przez Gary’ego Medela. Jednak arbiter nakazał grać dalej. Później doskonałą okazję do wywiezienia pierwszego kompletu punktów miał Nikica Jelavić, który dobrze uderzył głową na bramkę Davida Marshalla. Golkiper gospodarzy jednak popisał się świetną interwencją, wyczuwając kierunek lotu piłki. Roberto Martinez będzie sobie musiał teraz dłużej poczekać na pierwsze zwycięstwo w roli trenera Evertonu.
Newcastle United – Fulham FC 1:0

Podopieczni Alana Pardew po trzecim podejściu zapisali na swoje konto pierwsze trzy oczka po skromnym zwycięstwie nad „The Cottagers”. Gospodarze stworzyli sobie kilka dobrych okazji. Najlepszą zmarnował Yoan Gouffran, kiedy z małej odległości nie wpakował piłki głową do siatki. Szalę zwycięstwa udało się przechylić na korzyść „Srok” dopiero w 87. minucie. Hatem Ben Arfa wbił się w pole karne rywala z prawej strony, posłał pięknego zawijasa, a piłka weszła do siatki Davida Stockdale’a. Goście nie potrafili odmienić losów meczu w tak krótkim czasie.












