Reprezentacja Italii zdołała pokonać USA 3:1, po dwóch golach Amerykanina z włoskim paszportem – Giuseppe Rossiego. „Azzurri” grali ponad godzinę w przewadze, czerwona kartkę w 33. minucie zobaczył Clark.
Zgodnie z zapowiedziami fachowców obie ekipy nie forsowały tempa i zaczęły mecz z neutralnym nastawieniem. Przeważała więc gra w środku pola, niedokładne podania i brak sytuacji podbramkowych. Jak można było się spodziewać, to Włosi pierwszy oddali strzał na bramkę, ale Tim Howard nie miał problemów z obroną. Także kolejne próby, w większości inicjowane faulami z dala od pola karnego, po dośrodkowaniach lądowały w rękach golkipera.
Niezbyt gorącą atmosferę na boisku podgrzała sytuacja z 33. minuty. Clark nieczysto powstrzymywał rywala, a sędzia za spóźnione wejście ukarał go… czerwoną kartką! Stany Zjednoczone od tego momentu grały więc w osłabieniu, ale Włosi nie zamierzali forsować osłabionej obrony przeciwników.
W 39. minucie kibice USA chwycili się za głowy i klęli ku niebiosom. Bornstein zupełnie nieatakowany umieścił bowiem piłkę… we własnej bramce! Kilka metrów za plecami obrońcy Stanów Zjednoczonych czaił się jednak włoski napastnik i sędzia, ku radości Amerykanów, zgodnie z przepisami odgwizdał spalonego. „Azzurri” widocznie stracili przez te zamieszanie koncentrację, bo już kilkanaście sekund później Jozy Altidore miał znakomitą okazję do strzelenia gola. Próbując ominąć w polu karnym Chielliniego, został jednak sfaulowany i sędzia podyktował jedenastkę. Skutecznym egzekutorem okazał się Landon Donovan, dla którego był to 40 gol w reprezentacji.
Pod koniec pierwsze odsłony meczu Włosi kilka razy próbowali odrobić jednobramkową stratę, ale skuteczność była wrogo nastawiona na podopiecznych Marcelo Lippiego i sztuka ta się nie udała.
Na drugą połowę Amerykanie wyszli z jednym zadaniem: bronić własnego pola karnego. Głęboko cofniętych rywali nie potrafili niczym zaskoczyć Włosi. Ku irytacji Lippiego jego piłkarze potrafili dojść jedynie przed pole karne USA. Szkoleniowiec „Azzurri” nie miał więc wyjścia i sięgnął po zawodników z ławki rezerwowych. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie „wejście smoka” Giuseppe Rossiego. Włoski pomocnik zameldował się na boisku w 57. minucie, a niecałe 60 sekund później zdecydował się na uderzenie z dystansu i ku kompletnemu zaskoczeniu defensywy USA umieścił piłkę w bramce tuż przy słupku!
Plan Amerykanów pomału tracił na wartości, bo pojawiające się zmęczenie skutecznie dekoncentrowało defensorów. W 72. minucie popełnili oni podobny błąd, jak niecały kwadrans wcześniej. Daniele de Rossi pędził z piłką od środkowej części boiska, zupełnie nie atakowany przez obrońców i zdecydował się na uderzenie z dystansu. Zasłonięty przez swoich kolegów Tim Howard nie miał szans na obronę piłki zmierzającej w dolny róg bramki i Włosi wyszli na prowadzenie.
Stany Zjednoczone nie miały już czego bronić, ale także… czym atakować. Gra w osłabieniu mocna dała się we znaki podopiecznym Boba Bradley’a i w końcówce meczu widocznie brakowało sił. Tuż przed ostatnim gwizdkiem sędziego próbujących odrobić straty Amerykanów skontrowali Azzurri










