W hicie 11. kolejki Bundesligi VfB Stuttgart zremisował na Mercedes-Benz Arena z Borussią Dortmund 1:1. Autorem pierwszego gola był Serdar Tasci, a tuż przed przerwą wyrównał Łukasz Piszczek. Do 71. minuty na boisku przebywał Robert Lewandowski.
Stuttgart nie mógł wystąpić w najmocniejszym składzie. Dużym osłabieniem był brak Pogriebniaka, który doznał podwójnego zerwania wiązadeł. Zabrakło także Delpierre i Schiebera. Z kolei Juergen Klopp nie mógł skorzystać z Błaszczykowskiego, zmagającego się z kontuzją pleców. Oprócz kapitana reprezentacji Polski niedostępni byli Kringe, Owomoyela oraz Le Tallec. Niespodziewanie po raz kolejny w pierwszym składzie Borussii pojawił się Kehl, który na ramieniu miał kapitańską opaskę.
Spotkanie rozpoczęło się z kilkunastominutowym opóźnieniem. Ale warto było czekać na hit tej kolejki. Już w 3. minucie świetnie w polu karnym zastawił się Robert Lewandowski, napastnik ograł całą defensywę i strzelił w słupek. Chwilę później indywidualną akcję przeprowadził Goetze, który minimalnie chybił, uderzając sprzed pola karnego. Borussia szybko przejęła inicjatywę i zaraz mieliśmy kolejną okazję. Tym razem na lewej stronie pokazał się Perisić, lecz Chorwat również nieznacznie się pomylił. W 6. minucie szansę miał także Piszczek. Prawy defensor „BvB” przejął piłkę wybitą po rzucie rożnym i mocno uderzył z woleja, niestety kilka metrów nad poprzeczką.
Początkowy napór gości minimalnie osłabł i do głosu doszedł Stuttgart. Najpierw chybił Cristian Molinaro, a 60 sekund później z piłką w polu karnym dortmundczyków minął się Cacau. Później mecz się wyrównał. Gospodarze przetrwali szturm Borussii i gra przeniosła się w środkową strefę boiska. W 20. minucie przyjezdni mieli szansę z rzutu wolnego. Stały fragment wykonywał Perisić, ale strzał bez problemu wybronił Ulreich. Po chwili rzut wolny miał także Stuttgart i podopieczni Labbadi pokazali swym rywalom, jak powinno rozgrywać się takie sytuacje. Piękną piłkę na długi róg zagrał Kuzmanović, tam dopadł do niej Harnik, który trafił w słupek, ale dobił jeszcze Tasci i niespodziewanie VfB objęło prowadzenie. Moment później mogło być już 2:0, ale w świetnej sytuacji spudłował Cacau. Borussia spała.
W 31. minucie Stuttgart ponownie ładnie rozmontował defensywę rywala i w dobrej sytuacji znalazł się Molinaro. Strzał zawodnika wybronił Weidenfeller, ale nawet gdyby padł gol, to nie zostałby uznany, ponieważ sędzia liniowy podniósł chorągiewkę. Gospodarze nabrali rozpędu i co chwila stwarzali zagrożenie pod „szesnastką” Borussii, która wyglądała na zagubioną. Jednak w 37. minucie goście powinni otrzymać rzut karny. Indywidualną akcję przeprowadził Goetze i jedynym sposobem na zatrzymanie 19-latka był faul, w dodatku w obrębie pola karnego, ale gwizdek sędziego milczał.
Powoli zbliżał się koniec pierwszej połowy i nic nie zapowiadało, by padły jeszcze jakieś bramki. Jednak nieobliczalność futbolu jest piękna, zwłaszcza gdy oznacza bramki Polaków. Tuż przed przerwą w dobrej sytuacji znalazł się Kagawa, Japończyk próbował strzelać, ale ze strzału zrobiło się podanie, które na bramkę zamienił Piszczek. Po 45 minutach w Stuttgarcie był remis 1:1.








