Piotr Obidziński zostanie nowym prezesem zarządu Rakowa Częstochowa. Zastąpi na tej funkcji Adama Krawczaka, który z końcem lutego zakończy pracę w klubie i zostanie zarządcą Drift Masters European Championship. Obidziński zostanie oficjalnie przedstawiony na jutrzejszej konferencji prasowej.
41-latek pojawiał się w spekulacjach od kilku dni. Jak doprecyzował portal Weszło, postać nowego prezesa była autorytarną decyzją właściciela Rakowa, Michała Świerczewskiego. Wcześniej wiceprezesem klubu został związany od lat z „Medalikami” Dawid Krzętowski.
Ważna postać „Białej Gwiazdy”
Osoba z otoczenia Bogusława Leśnodorskiego nie jest anonimową postacią w naszym środowisku. Obidziński uchronił Wisłę Kraków przed upadkiem w czasie największego kryzysu na przełomie 2018 i 2019 roku. Przez ponad rok wydostał uznany polski klub z wielkiego dołka, redukując jego zadłużenie. Władzę nad 13-krotnym mistrzem Polski oddał w ręce Dawida i Jakuba Błaszczykowskich wiosną 2020 roku, odchodząc ze stadionu przy ulicy Reymonta. O opinię na temat jego pracy zapytaliśmy ludzi z krakowskiego otoczenia. Porozmawialiśmy z Kamilem Tyborem oraz Maciejem Skuchą:
– Piotr Obidziński trafił do Wisły w bardzo trudnym momencie. W takim, w którym klub właściwie nie istniał, był wydmuszką, a kibice drżeli o jego dalszą przyszłość. Jako sprawny manager z wcześniejszym doświadczeniem zaczął układać i prostować wszystkie sprawy „Białej Gwiazdy”, tak, że udało się ją uratować.
Wniósł przy Reymonta biznesowe podejście, chociaż jak wiadomo, nie do końca dobrze układały się jego relacje z trio właścicielskim i ostatecznie w Krakowie już go nie ma. Niemniej jednak należy pamiętać o tym, że to właśnie ten człowiek jako pierwszy wziął się za naprawianie Wisły, a jego decyzje i działania miały ogromny wpływ na przetrwanie i działanie klubu – mówi nasz redakcyjny kolega, Kamil Tybor.
– Z moich obserwacji dosyć trudny charakter. Ma swoją wizję świata i trudno ją naruszyć. Miał pomysł na Wisłę, ale reszta działaczy niezbyt się z nim zgadzała i nie wypaliło. Niemniej jednak w swojej dziedzinie jest dobrym fachowcem, zna się na rzeczy i konsekwentnie stara się realizować swoje pomysły. Jest to bardziej indywidualista niż osoba, która dopuszczałaby do swojej głowy pomysły innych.
Miało miejsce z nim kilka „aferek”, na przykład rozmowa na temat kontraktu ze Sławomirem Peszką. Wtedy kazał udać się zawodnikowi do Wojciecha Kwietnia, aby to on zasponsorował mu nową umowę, spory nieprofesjonalizm w tej sytuacji. Postać na pewno barwna, ale wiele czynników musi iść w parze, aby współpraca z nim wypaliła – twierdzi Maciej Skucha, współautor kanału Okiem Wiślaków i Żyjemy Futbolem.










