W sierpniu o miano piłkarza miesiąca rywalizowało czterech graczy. Każdy z nich miał prawo uważać ten miesiąc za niezwykle udany. Arkadiusz Milik i Danijel Ljuboja strzelili po trzy gole, Maciej Mielcarz tylko raz dał się pokonać rywalom, dzięki czemu Widzew jest na drugim miejscu w tabeli, a Paweł Wszołek był największą siłą ofensywną warszawskiej Polonii. Ostatecznie wygrał ten, który lubi truskawki. Wiecie o kogo chodzi?
Polonia Warszawa rozegrała do tej pory trzy mecze. W każdym z nich z dobrej strony pokazywał się Paweł Wszołek. W pierwszym spotkaniu strzelił gola i zaliczył asystę przy bramce Jacka Kiełba, czym znacznie się przyczynił do zwycięstwa „Czarnych Koszul” nad Lechią Gdańsk 3:1. W kolejnym starciu podopieczni Piotra Stokowca ulegli 1:2 Lechowi Poznań, ale Wszołek popisał się piękną asystą przy golu Łukasza Teodorczyka. W trzecim spotkaniu Polonia rozprawiła się z Wisłą Kraków, a Wszołek znów zaliczył trafienie i asystę. Dobra postawa ofensywnego pomocnika poskutkowała nie tylko nominacją na piłkarza miesiąca, ale też uznaniem selekcjonera i powołaniem do reprezentacji Polski na najbliższe pojedynki z Czarnogórą i Mołdawią. A wspomniane na wstępie truskawki? Otóż po tym, jak w meczu z Lechem Łukasz Teodorczyk zdobył gola, bohater niniejszego tekstu pokazał koszulkę z napisem „Anioł legł” z jednej strony i „Lubię truskawki” na plecach. Ani strzelec gola, ani asystent nie chcą zdradzić, o co w tych napisach chodziło, możemy się jedynie domyślać, bo mało prawdopodobne jest, by Wszołek chciał przekazać światu, jak uwielbia truskawki.

Skąd w ogóle wziął się Wszołek? Urodzony 30 kwietnia 1992 roku piłkarz rozpoczynał swoją karierę w Tczewie, a więc można powiedzieć, że jest następcą Marcina Mięciela. Podobnie jak były legionista Wszołek z Wisły Tczew przeniósł się na pewien czas do gdańskiej Lechii, lecz w przeciwieństwie do „Miętowego” nie zagrzał tam zbyt długo miejsca. Kolejna analogia pomiędzy tymi piłkarzami dotyczy transferu do Warszawy, z tym że Mięciel trafił do Hutnika, a Wszołek do Polonii. Tutaj zbieżności się kończą, obaj zawodnicy wyznaczyli sobie bowiem zupełnie inne ścieżki kariery.
– Gość wziął się właściwie znikąd. Niby wszyscy wiedzieli, że ktoś taki jak Wszołek w tej Polonii jest, ale nikt tak naprawdę nie wiedział, co ten chłopak potrafi. Chyba nie mógł lepiej zacząć sezonu. Gra odważnie, bez kompleksów, wnosi do tej ligi powiew świeżości – twierdzi były szef ekstraklasy w serwisie piłkarskim iGol.pl, Łukasz Grabowski.
Po przenosinach na ulicę Konwiktorską Wszołek zaczął mozolnie pracować na swoją markę. Najpierw robił to w zespole Młodej Ekstraklasy, w której w sezonie 2009/2010 zaliczył 19 spotkań i dwie bramki. Później zaczął pukać do drzwi pierwszego składu i choć wciąż był mocnym punktem drużyny ME (11 meczów, dwa gole), to zdołał już zanotować sześć ogonów i jeden występ od pierwszej minuty w ekstraklasie. Sezon 2011/2012 był dla niego przełomowy. Wszołek mógł zapomnieć o piłce młodzieżowej i skupić się na dorosłym futbolu. W pierwszym zespole „Czarnych Koszul” rozegrał 26 spotkań i zaliczył dwa trafienia, z czego w dziesięciu meczach wybiegał w podstawowym składzie. Ten wyczyn zasługuje na dodatkową uwagę wobec rywalizacji, jaka wówczas panowała w zespole Polonii.











