Są zawodnicy znakomici, którzy zapisują się na kartach historii futbolu i zostają zapamiętani na wieki. Są również tacy, o których zasługach pamięta się jedną lub dwie kolejki. Trudno sobie wyobrazić, że w przypadku piłkarza 32. kolejki Bundesligi będzie inaczej.
Z piłkarzami jest trochę jak z aktorami. Zagrasz nieznaczącą, drugoplanową rolę – jesteś nikim i wspomną o tobie tylko nieliczni. Zabłyśniesz raz – przez jakiś czas jesteś na ustach wszystkich. Podobnie jest w tym momencie ze Svenem Schipplockiem. 13 występów w pierwszym składzie Hoffenheim w tym sezonie i ledwo trzy nic nieznaczące bramki. Wynik jak na napastnika mocno przeciętny, żeby nie powiedzieć fatalny.
Nadszedł jednak czas na to, aby Niemiec zagrał pierwsze skrzypce w swojej drużynie. 66. minuta meczu Werderu z graczami z Badenii-Wirtembergii. Na boisko za Sebastiana Rudy’ego wszedł 24-letni Niemiec. Bramki w minutach 85. i 90. w głowach kibiców Hoffenheim mogą zostać na wieki, a przynajmniej na kilka tygodni.
Zacznijmy jednak od początku. Kariera piłkarza z Reutlingen zaczęła się w lokalnej drużynie SSV, skąd został wykupiony przez VfB Stuttgart. Dobrze rokujący 20-latek trafił do rezerw „Die Roten”, w których grał bardzo dobrze. 31 bramek w 89 występach. Wynik może i nieporażający, ale jak na przyszłego gracza drużyny walczącej o utrzymanie całkiem przyzwoity. Mimo dobrych występów w rezerwach nigdy nie dostał szansy gry w pierwszej drużynie. Niezadowolenie z sytuacji w zespole zaowocowało transferem do Hoffenheim, które miało być dla niego przepustką do lepszych niemieckich drużyn. Ten transfer okazał się sporym niewypałem. Przez dwa lata zawodnik zagrał w 34 spotkaniach, najczęściej wchodził z ławki rezerwowych. Również i w meczu z Werderem Niemiec wszedł z ławki. Zrobił w nim dla drużyny najwięcej w całej swojej karierze.
Najwięcej, tzn. strzelił dwie bardzo ważne bramki. Pierwsza padła w wyniku złej postawy defensorów z Bremy. 24-latek bardzo łatwym trikiem zwiódł stoperów gospodarzy i, znajdując się sam na sam z bramkarzem, piekielnie mocno uderzył tuż nad nim. Bramka w 90. minucie była dziełem czystego przypadku. Piłka odbijała się od kolejnych zawodników, a Sven, znajdując się w idealnym miejscu, wpakował ją do pustej bramki. Uratowany przez niego remis nie pozostawia Hoffenheim w fatalnej sytuacji w walce o utrzymanie w Bundeslidze. Strata dwóch punktów do Fortuny jest do nadrobienia, jednak jego terminarz do końca sezonu nie wygląda tak dobrze. Norymberga jest do pokonania, ale z Borussią może być już trudniej.
Niestety, dobre cechy 24-latka można wymienić na palcach jednej ręki. Z pewnością zaliczają się do nich dobry drybling oraz umiejętność podłączania się do akcji defensywnych. Niemiec umie również znajdować się w dobrym miejscu w dobrym czasie w polu karnym. Słabą stroną zawodnika są niewątpliwie podania, jednak asystowanie nie należy do roli napastnika.
Trudno sobie wyobrazić, że o Svenie usłyszymy tyle dobrego jeszcze raz. Bycie zmiennikiem będzie raczej jego rolą przez wiele sezonów. Jeśli jednak Hoffenheim zdoła się utrzymać w Bundeslidze, to jego nazwisko będzie wyniesione na piedestał, aż kibice zwyczajnie zapomną o jego zasługach. W przypadku spadku występ na poziomie klasy światowej zapamiętają tylko jego bliscy.
oooooooooo jaka niespodzianka , ja to bym dał to
je.bane drewno od żółtków , super mecz a co ,
ci.ota je,bana nawet z karnego trafic nie potrafi
hahahahaha