Przy tylu golach i asystach wytypowanie najlepszego zawodnika minionej kolejki nie było łatwe. Ostatecznie wybraliśmy piłkarza, który od kilkunastu dni prezentuje świetną dyspozycję. Szabolcs Huszti, bo o nim mowa, błysnął umiejętnościami w kolejnym meczu z rzędu.
Huszti to 29-letni Węgier, który urodził się w Miszkolcu. W związku z tym w latach dziecięcych bliżej było mu do żużla niż piłki nożnej. Nie chciał jednak być następcą Istvana Sziraczki czy Janosa Szoke, a wolał pójść w ślady Ferenca Puskasa. Zaczynał w Budapeszcie, a konkretniej w najbardziej utytułowanym węgierskim klubie, Ferencvarosi TC. Jego kariera nabrała tempa dopiero po wyjeździe z rodzinnego kraju. W 2005 roku przeniósł się do FC Metz. Kontuzja pozwoliła mu na rozegranie w tamtym sezonie tylko 18 spotkań, a po spadku Metz po utalentowanego Węgra zgłosił się Hannover. Za 300 tysięcy euro Niemcy pozyskali piłkarza, który stał się ulubieńcem kibiców. Dla nich zapewne najbardziej pamiętne jest trafienie Husztiego w meczu z Bayernem na początku sezonu 2008/2009. Gol z rzutu wolnego zapewnił Hannoverowi pierwsze zwycięstwo nad „Bawarczykami” na własnym stadionie od 20 lat. W lutym 2009 roku Huszti został sprzedany za 3 miliony euro do Zenitu. W Rosji grał nieźle, ale już tak nie błyszczał, co było spowodowane również częstą rolą rezerwowego.
W letnim okienku transferowym Huszti powrócił na AWD Arena. Mimo ogromnej sympatii ze strony kibiców również i oni tracili cierpliwość, gdy Węgier notował niezbyt dobry początek sezonu. Przebudził się jednak w rewanżowym spotkaniu ze Śląskiem, w którym zdobył dwie bramki. Jak mówi jedno z polskich przysłów – Polak, Węgier, dwa bratanki… I w ten oto sposób w kolejnym meczu Huszti z Sobiechem rozbili Wolfsburg. Polak zdobył dwa gole, ale to lewoskrzydłowy Hannoveru był klasą dla samego siebie, czterokrotnie asystując. Huszti nie zamierza jednak na tym poprzestawać. Węgier wydaje się naładowany niczym królik w pewnej reklamie baterii. Robi, co chce, z rywalami i pokazuje wszystkie swoje atuty: szybkość, dobry drybling, celne dośrodkowanie i groźne rzuty wolne. Właśnie strzałem z tego stałego fragmentu gry otworzył wynik spotkania z Werderem. Trzeba dodać, że było to jedno z trafień kandydujących do gola kolejki. Chwilę później dośrodkował na głowę Andreasena w taki sposób, że tylko Fernando Torres, będąc w formie z zeszłego sezonu, nie trafiłby do bramki. Rywale odrobili straty, ale ostatnie słowo należało do Husztiego. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry z lewej strony dośrodkował Rausch, a najlepszy gracz minionej kolejki złożył się do strzału nożycami. Piłka odbiła się od głowy obrońcy i zmyliła bramkarza, ale i tak był to bardzo ładny gol. W stanie euforii Huszti zdjął koszulkę, przeskoczył bandy reklamowe, wspiął się na ogrodzenie i celebrował bramkę wraz z kibicami, dla których znowu jest bohaterem. Empatią nie wykazał się sędzia, który pokazał zawodnikowi dwie żółte kartki – za zdjęcie koszulki i wspięcie się na ogrodzenie.
Szabolcs Huszti jak na razie przyćmiewa lub przynajmniej dorównuje kroku gwiazdom Bayernu czy Borussii i już na początku sezonu zgłasza swą kandydaturę do tytułu najlepszego piłkarza. Jeśli utrzyma bieżącą formę, to nie widzimy żadnych przeciwwskazań. A to oznacza kolejne piękne asysty i cudowne bramki, na które kibice są tak łasi. Ktoś jest przeciw?








