Pretendentów do tytułu było kilku, zwyciężyć mógł jak zwykle tylko jeden – choć było paru zawodników, którzy trafili do siatki dwa razy, i paru, którzy wybitnie kierowali grą, jeden połączył obie te cechy i został piłkarzem kolejki – powracający na szczyt Franck Ribery.
To właśnie Ribery w pierwszej połowie otworzył wynik spotkania z Werderem Brema, pewnym strzałem pokonując Sebastiana Mielitza. On też zdobył bramkę na 3:1, kiedy to ubiegł Mario Gomeza i pierwszy trafił w piłkę, dając tym samym „Bawarczykom” sporą przewagę nad rywalem. Francuz na tym jednak nie poprzestał i miał kolejne okazje – najlepszą z nich musiał faulem przerwać Sokratis, co zakończyło się rzutem karnym, dzięki któremu Bayern wygrał aż 4:1 i wrócił na szczyt tabeli. To był najlepszy dzień Ribery’ego od dawna, nic dziwnego więc, że nawet dziennikarzy po meczu traktował łaskawie, i odpowiadał na wszystkie ich pytania. Dzięki tak solidnemu występowi Francuz odzyskał wiarę w siebie, a cały Bayern – w zwycięstwo.
Francuskiego pomocnika nikomu przedstawiać nie trzeba, warto jednak zwrócić uwagę na jego rozwój w ostatnim czasie. Ribery nigdy jeszcze nie był tak silny, a wcześniej, nawet jeśli zaliczał świetne spotkania, nie zawsze potwierdzały to liczby. W tym sezonie jest inaczej, po piętnastu kolejkach ma na swoim koncie osiem goli i dziewięć asyst. Dla porównania, rok temu w tym samym czasie Ribery zaliczył zaledwie pięć asyst. Trener Jupp Heynckes postawił sobie za cel polepszenie siły i techniki strzałów u swojego podopiecznego – jak widać, skutecznie, skoro Francuz osiąga coraz lepsze wyniki i poprawia swoją statystykę. Nie przestał przy tym kreować gry, co wciąż czyni go jednym z najbardziej wartościowych zawodników Bayernu. Jeżeli przestaną mu się przydarzać bardzo słabe spotkania, może poprowadzić „Bawarczyków” prosto do mistrzostwa. A może i dalej…








