Polacy w eliminacjach do przyszłorocznego mundialu do tej pory spisywali się słabo. Na tyle słabo, że już po sześciu z dziesięciu kolejek, podopieczni Waldemara Fornalika nie mogą sobie pozwolić na jakąkolwiek wpadkę. Pierwszy z trzech meczów o wszystko rozegramy u siebie z Czarnogórą już dzisiaj o 20:45.
Przyjeżdża do nas lider grupy H, z którym koniecznie trzeba wygrać, żeby w ogóle myśleć o awansie. Sytuacja jest zgoła inna niż rok temu, kiedy to my gościliśmy w Podgoricy. Wtedy, pełni nadziei i optymizmu, z nowym szkoleniowcem na ławce, żądni rewanżu za nieudane Euro 2012, zaczynaliśmy eliminacje. W Czarnogórze nie było źle, remis 2:2, grając przy tym przez kwadrans w dziesiątkę, można było uznać za dobry prognostyk przed kolejnymi spotkaniami eliminacyjnymi. Remis z Anglią u siebie, czy planowane zwycięstwa z Mołdawią i San Marino też można zapisać na plus. Jednak porażka w fatalnym stylu z Ukrainą i zaledwie remis z Mołdawią, bardzo komplikują naszą sytuację. Gdybyśmy w tych dwóch meczach zdobyli, chociaż cztery punkty, zamiast jednego, to nasza sytuacja byłaby o niebo lepsza, i dzisiejsze spotkanie byłoby praktycznie meczem o awans przynajmniej do baraży.

Tak jednak nie jest, dzisiaj trzeba koniecznie wygrać, żeby w ogóle myśleć o myśleniu o awansie. Choć wyniki eliminacji są do tej pory dołujące, to jednak wydaje się, że może coś się ruszyło. Optymistycznie nastroić mógł mecz z Danią, a szczególnie druga jego połowa. Zresztą wie o tym sam Waldemar Fornalik: – Absolutnie nie przeceniamy tego zwycięstwa, ale było ono dla nas naprawdę ważne. Z jednej strony odniesione w tak trudnych okolicznościach, gdy przegrywaliśmy do przerwy, dostaliśmy bramkę do szatni. Z drugiej wiemy natomiast, jak niewygodnym i trudnym przeciwnikiem byli, i są zawsze Duńczycy. Nie wygraliśmy z nimi od 36 lat, a w Gdańsku udało się podnieść i zwyciężyć. Myślę, że to bardzo istotne przed meczem z Czarnogórą.
Zatem u nas ostatnio było dobrze, a wydaje się, że u rywali, wręcz przeciwnie. Klęska u siebie w ostatnim meczu eliminacyjnym z Ukrainą, bo jak inaczej nazwać porażkę 0:4? A następnie tylko remis z Białorusią w meczu towarzyskim. To nie wygląda, na nasze szczęście, najlepiej, ale trener rywali, Branko Brnović, przekonuje, że jego zespół jest… wręcz silniejszy niż rok temu: – Teraz jesteśmy mocniejsi, ponieważ zdobyliśmy dużo doświadczenia. Mecz w Podgoricy był pierwszym o stawkę w tych eliminacjach. W związku z tym byliśmy pod dużą presją, bo wszyscy oczekiwali od nas zwycięstwa. Selekcjoner uchylił też rąbka tajemnicy, jeśli chodzi o taktykę drużyny: – W meczach wyjazdowych większą uwagę zwracam na zachowanie cierpliwości i przestrzeganie dyscypliny taktycznej, szczególnie przeciwko takim ekipom, jak Anglia, Polska i Ukraina.










