W ostatnim meczu 6. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Podbeskidzie Bielsko-Biała w końcu zanotowało pierwsze zwycięstwo w ligowych rozgrywkach. Na własnym terenie gospodarze pokonali Koronę Kielce 1:0, po golu Tomasza Górkiewicza.
Sytuacja klubów przed tym meczem nie była dobra. Szczególnie dla gospodarzy, którzy, jako jedyni, byli bez zwycięstwa w tym sezonie. Korona zaś przybyła na stadion w Bielsku-Białej podbudowana ostatnim zwycięstwem z Piastem Gliwice.

Już w 6. minucie powinno być 1:0 dla Podbeskidzia. Zbigniew Małkowski źle zagrał piłkę do swojego defensora, który nawet nie dobiegł do futbolówki. W końcu sam na sam z Małkowskim wybiegł Dariusz Łatka, ale zachował się fatalnie w tej sytuacji, trafiając prosto w bramkarza gości. Później dobrą centrę w pole karne posłał Sokołowski, jednak Chmiel minął się z piłką, i rywal przerwał akcję. Z kolei Janota próbował wykreować pierwszą dogodną okazję dla kielczan, minął kilku defensorów, ale podjął błędną decyzję przy podaniu piłki. Tuż przed upływem kwadransa gry ponownie dobrą sytuację mieli gospodarze. Chmiel dośrodkował w „szesnastkę”, a tam do piłki wyskoczył Wodecki, który jednak minimalnie się z nią minął. Pomimo tego że bielszczanie mieli dużo strat w środkowej strefie boiska, to podopieczni Pachety nie byli w stanie stworzyć składnej akcji. Lecz z tworzenia dogodnych sytuacji nadal korzystali zawodnicy Czesława Michniewicza. Kolejnej okazji nie wykorzystał Jagiełło, który uderzeniem z pola karnego trafił w boczną siatkę.
W dalszej fazie meczu kolejne akcje budowali bielszczanie. W 26. minucie dobrą sytuację miał Chmiel, ale piłkę z linii bramkowej wybyli obrońcy „Żółto-krwistych”. Parę chwil potem Wodecki miał jeszcze lepszą sytuację do wykorzystania, kiedy wyszedł sam na sam z Małkowskim po dobrym podaniu od swojego partnera. Jednak golkiper był znowu lepszy. Na parę minut przed zejściem do szatni na przerwę dobrą akcję z kontrataku miała Korona. Jednak w efekcie kiepsko została rozegrana pod polem karnym Podbeskidzia, a wykończenie Sylwestrzaka – fatalne. Później goście zaczęli łatwo tracić piłkę na własnej połowie. Błąd obrońców mógł wykorzystać Wodecki, ale strzał był słaby i niecelny. Jeszcze do głosu doszedł Chmiel, który świetnie obrócił się w polu karnym kielczan i strzelił w prostokąt, lecz Małkowski dobrze interweniował. Do przerwy nadal atakowali gospodarze, jednak żadna sytuacja nie skończyła się bramką.
Wodecki mógł znakomicie rozpocząć drugą połowę dla Podbeskidzia. Po ogromnym błędzie defensywy, zawodnik gospodarzy miał przed sobą tylko Małkowskiego, ale trafił w jego nogi. W ciągu pierwszego kwadransa drugiej odsłony tempo meczu zdecydowanie spadło – nie było tylu okazji co w pierwszej części gry. Jednak w 63. minucie domownikom udało się przełamać wynik. Skrzydłem pociągnął Jagiełło, podał do Górkiewicza, który wbiegł w pole karne, po czym zagrał wzdłuż bramki Korony, a tam piłka odbiła się od Malarczyka i wpadła do bramki. Parę minut później mogło być 2:0. Wodecki podał do Kołodzieja, który dośrodkował w pole karne, ale Malarczyk zażegnał niebezpieczeństwo, wybijając piłkę z linii bramkowej. Później w końcu swoją szansę mieli kielczanie. Gołębiewski uderzył z 30. metra, ale wysoko nad poprzeczką Rybansky’ego.












