Zespoły z północnego Londynu zanotowały pierwsze wygrane w tym sezonie. Arsenal na Emirates Stadium pokonał Swansea 1:0, a „Koguty” pokonały na wyjeździe Wolves 0:2
Arsenal – Swansea 1:0

Kto jak nie Swansea był idealnym przeciwnikiem dla pogrążonego po ostatniej porażce z Manchesterem United Arsenalu. „Kanonierzy” na Emirates Stadium w starciu z beniaminkiem mieli szansę rehabilitacji po fatalnym meczu na Old Trafford i na zgarnięcie kompletu punktów. W koszulce Arsenalu zadebiutowali Mikel Arteta, Per Mertesacker oraz Yossi Benayoun, który pojawił się w drugiej połowie meczu. Spotkanie z przytupem rozpoczęli gospodarze, sprowadzony z Evertonu Arteta uruchomił podaniem Aarona Ramseya, jednak Walijczyk nie wykorzystał dogodnej sytuacji. W siódmej minucie spotkania Danny Graham oddał strzał z pierwszej piłki w stronę bramki strzeżonej przez Wojciecha Szczęsnego, ale Polak spokojnie obronił to uderzenie. W odpowiedzi na to oko w oko z bramkarzem Swansea, Vormem, stanął Theo Walcott, ale piłkę zmierzającą do bramki wybił w porę obrońca „Łabędzi”. Kibice, którzy zasiedli na Emirates Stadium, upragnionej bramki doczekali się dopiero w 40. minucie spotkania. Theo Walcott uderzył na bramkę Swansea, jego uderzenie pewnie wyłapał Vorm. Holender, chcąc szybko wznowić grę, podał ją do obrońcy, ten nie zorientował się w porę i szybko ją stracił na rzecz Andrija Arszawina, który nie miał problemu z wpakowaniem jej do siatki. Do przerwy kibice nie zobaczyli więcej bramek. Sympatycy „Kanonierów” liczyli, że w drugiej połowie ich ulubieńcy podwyższą wynik spotkania, jednak mocno się rozczarowali, widząc swoją drużynę oddającą pole rywalowi. „Łabędzie” skrzętnie skorzystały z tego i przejęły inicjatywę. W 53. minucie kibice klubu w północnego Londynu zamarli, po tym jak piłka po strzale Scotta Sinclaira trafiła w poprzeczkę. Ta akcja podziałała na Arsenal jak kubeł zimnej wody i „Kanonierzy” szybko chcieli podwyższyć wynik spotkania. Jednak dogodne sytuacje strzeleckie marnował Robin van Persie, którego strzały były minimalnie niecelne. Goście na swoją okazję do ugrania choćby remisu musieli czekać aż do doliczonego czasu gry, wtedy po sporym zamieszaniu w polu karnym Arsenalu piłka trafiła pod nogi Grahama, ale ten fatalnie przestrzelił, niwecząc szansę na wyrwanie chociaż punktu zespołowi z północnego Londynu. Arsenal po słabym meczu może cieszyć się z upragnionych trzech punktów, ale wciąż mu daleko do mistrzowskiej formy.
Wolves – Tottenham 0:2
Podobnie jak Arsenal Tottenham potrzebował zwycięstwa, szczególnie po bolesnej porażce z Manchesterem City. „The Citizens” ograli „Koguty” 5:1, a hat-trickiem popisał się Edin Dżeko. Świeżości w ataku zespołu z północnego Londynu miał dodać Emmanuel Adebayor, który zadebiutował w nowych barwach i rozpoczął spotkanie od pierwszych minut. Dobrze spisujące się w tym sezonie „Wilki” chciały wykorzystać magię własnego stadionu i urwać punkt ambitniejszym rywalom. W 18. minucie świetną okazję miał Karl Henry, ale jego uderzenie dobrze wybronił Brad Friedel. Szansę na pokonanie amerykańskiego bramkarza miał również Roger Johnson, który główkował po podaniu z rzutu wolnego. „Koguty” mogły wyjść na prowadzenie tuż przed przerwą, jednak uderzenie Defoe obronił bramkarz Wolves. Podrażniony bezbramkowym remisem do przerwy Totthaham z większym zaangażowaniem zaczął drugą połowę. Na efekty nie trzeba było długo czekać, w 67. minucie wypożyczony z West Hamu Scott Parker podał do Adebayora. Reprezentant Toga ograł golkipera „Wilków” i wpakował piłkę do siatki, zdobywając gola w swoim debiucie. „Koguty” kontrolowały przebieg spotkania i szukały okazji do podwyższenia wyniku. Ta nadarzyła się w 80. minucie, gdy Niko Krancjar świetnie podał do Defoe. Anglik strzelił w długi róg i nie dał najmniejszych szans Hennesseyowi na interwencję. Tottenham wraca do Londynu z kompletem punktów.










