1899 Hoffenheim pokonało 3:1 Hannover 96. W pierwszej połowie samobójczą bramką wynik otworzył Delpierre, a chwilę później wyrównał Johnson. W drugiej połowie kapitalne wejście z ławki rezerwowej zaliczył Volland, który najpierw dograł do Salihovicia, a potem do Williamsa. Tym samym Hoffenheim zdobyło swoje pierwsze punkty w tym sezonie i opuściło ostatnie miejsce w tabeli.
Zespoły, które grały w niedzielne popołudnie, były w zupełnie odmiennych nastrojach. Hoffenheim jest największym rozczarowaniem sezonu, nie zdobyło punktu w żadnym z trzech dotychczasowych spotkań. Z kolei Hannover bardzo dobrze rozpoczął rozgrywki, dwa razy wygrywając i remisując. W ekipie gości zabrakło jednak zawieszonego za czerwoną kartkę Husztiego i Andreasena. W wyjściowej jedenastce znalazł się za to Artur Sobiech.
Jeśli ktoś nie wiedziałby, jakie drużyny występują na boisku, mógłby pomyśleć, że to gracze Bayernu założyli niebieskie koszulki i zamknęli rywali na własnej połowie. Hannover przez pierwsze pięć minut nie potrafił wyjść z własnej połowy, ale Hoffenheim nie potrafiło stworzyć żadnej groźnej sytuacji. Niestety, w przeciwieństwie do poprzednich meczów Hannoveru tym razem w ciągu pierwszych minut nie działo się nic ciekawego. Co więcej, bardzo długo czekaliśmy na pierwszy celny strzał, mimo że w 26. minucie padła bramka. Rausch dośrodkował piłkę w pole karne, a tam interweniujący Delpierre pokonał własnego bramkarza. Hannover z prowadzenia nie cieszył się nawet 60 sekund. Po bardzo długim zagraniu Johnson przyjął piłkę w powietrzu piętką, jednocześnie mijając tym zagraniem Cherundolo, wbiegł w pole karne i ładnym technicznym strzałem pokonał Zielera.
W odstępie niecałej minuty działo się więcej niż przez poprzednie 27, ale obraz gry niewiele się zmienił. Oba zespoły widocznie uznały, że dwa gole na jeden celny strzał to bardzo dobra statystyka i nie ma potrzeby jej poprawiać. Co musiało zdziwić większość kibiców, to fakt, że gospodarze przeważali, częściej przebywając z piłką na połowie rywala. Nie znalazło to efektu w zagrożeniu pod bramką Zielera, o strzałach celnych nie wspomnę. Tuż przed zakończeniem pierwszej, nudnej połowy z boiska zszedł Sobiech. Reprezentant Polski nie rozgrywał co prawda porywającego spotkania, ale ta zmiana była spowodowana jakimś urazem.
Początek drugiej części spotkania również nie był bardzo porywający. Komentatorzy mogli sobie podyskutować na temat obu zespołów, przytoczyć ciekawostki i powspominać wcześniejsze sezony. A na boisku to samo, co przez pozostałe trzy kwadranse – Hoffenheim nieco przeważało, ale nie przekładało się to specjalnie na liczbę interwencji bramkarza. W 54. minucie bardzo dobrze z rzutu wolnego uderzył Rudy, ale na wysokości zadania stanął Zieler. Chwilę później po rzucie rożnym z dystansu próbował Usami, ale przeniósł piłkę nad poprzeczką.
Hoffenheim nadal prowadziło grę i w 76. minucie mogło dopiąć swego. Vukcević podał do Becka, ten zagrał w pole karne do Derdiyoka, który z powietrza niezbyt czysto trafił w piłkę i uderzył w środek bramki. Mimo że nie było to uderzenie najwyższych lotów, Zielerowi i tak należą się brawa za udaną paradę. W 82. minucie gospodarze zasłużenie objęli prowadzenie. Volland, który minutę wcześniej pojawił się na boisku, ruszył lewą stroną, minął Cherundolo, dośrodkował w pole karne, a tam z drugiego metra piłkę szczupakiem do bramki wpakował inny rezerwowy, Salihović. Niewiele zabrakło, aby Hannover po minucie wyrównał. Po dośrodkowaniu z lewej strony Casteels wypiąstkował piłkę wprost do wprowadzonego chwilę wcześniej Abdellaoue. Norweg w stuprocentowej sytuacji głową chciał przerzucić piłkę nad bramkarzem, choć powinien uderzać z woleja. Końcówka wynagrodziła kibicom nudne 80 minut. Kilkadziesiąt sekund po okazji dla gości Hoffenheim mogło dobić rywala, ale po bardzo ładnym podaniu Derdiyok fatalnie uderzył i nie trafił w bramkę.








