Dzisiejsze mecze 3. kolejki Premier League były tylko rozgrzewką przed tym, co czeka nas w niedzielę. Pierwsza w tym sezonie Super Sunday. Dwa mecze na szczycie, dwa klasyki, które koniecznie trzeba zobaczyć!
Prawdziwe emocje na najwyższym poziomie rozpoczną się o 14:30 i – z małymi przerwami – potrwają mniej więcej do 19. To będzie wspaniałe widowisko piłkarskie dla każdego fana Premier League i w ogóle piłki nożnej. Dwa wspaniałe spotkania. Na początek starcie numer 188 pomiędzy Liverpoolem a Manchesterem United. Anfield znowu będzie gościło znienawidzonych rywali z Manchesteru, którzy odebrali „The Reds” miano najbardziej utytułowanej drużyny w Anglii i od wielu lat już patrzą z góry na przeciwnika. W Merseyside nigdy jednak MU nie grało się łatwo. Teraz po raz pierwszy od wielu lat piłkarze tej ekipy przyjadą bez sir Aleksa Fergusona. Ten tydzień to dla Davida Moyesa naprawdę wielki test, już na samym początku. Rozpoczęty starciem u siebie z Chelsea i zakończony meczem z odwiecznym rywalem, znienawidzonym przez kibiców i pewnie niektórych piłkarzy.

Miejmy nadzieję, że nie zakończy się jak w poniedziałek, nudnym 0:0. Taki wynik ostatni raz był w 2005 roku – i może jeszcze poczekajmy na powtórkę. Na szczęście dla obrony Manchesteru jutro nie zagra Suarez, ale na jej nieszczęście rośnie powoli jego następca. Daniel Sturridge jest w gazie. Od początku sezonu zagrał trzy razy (dwa w lidze, jeden w Pucharze Ligi) i strzelił cztery gole. Młody Anglik gra naprawdę świetnie i sprawia, że kibice Liverpoolu na razie za Urugwajczykiem nie tęsknią. On Ferdinanda i Vidicia przyprawiał o senne koszmary. Sturridge to jeszcze nie ta liga, ale już w przeszłości pokazywał, że jeżeli jest w formie, to jest groźny. Na niego para stoperów United będzie musiała szczególnie uważać. Gorzej wyglądają tyły Liverpoolu, gdzie zabraknie kontuzjowanego, a świetnego ostatnio, Kolo Toure. Zastąpi go wracający po kontuzji Martin Skrtel. Nie zagrają też Aly Cissokho, Sebastian Coates i Joe Allen.
O tym, że to wielki mecz, przekonuje Brendan Rosgers: – Liverpool kontra Manchester United to wielka rywalizacja. To więcej niż mecz, to historia dwóch miast. Reprezentujesz ludzi ze swojego miasta oraz jego historię. Temu spotkaniu towarzyszą inne emocje. To pasjonująca i zażarta rywalizacja, przecież wszyscy tego chcą. Jednak oprócz tego oba kluby darzą się wzajemnym szacunkiem. W tych potyczkach jest coś więcej niż w każdej innej. Tu nie chodzi tylko o kluby, bo wiele znaczą także miasta, które one reprezentują. To mecze, których niestety nie udało nam się wygrać w zeszłym roku, ale teraz jesteśmy pewni siebie. Gramy u siebie i będziemy chcieli przejąć inicjatywę.
Wśród gości natomiast – spokój. David Moyes przekonuje, że jedynym poważnym osłabieniem jest brak Rafaela da Silvy, do zdrowia wracają Javier Hernandez i Jonny Evans. Szkot wie najlepiej, jak smakuje rywalizacja z Liverpoolem, wszak przez 11 lat był to dla niego lokalny rywal. Niestety dla niego, w tych potyczkach nie wiodło mu się najlepiej. Z 25 meczów wygrał tylko cztery, osiem zremisował, a aż 13 przegrał. Ostatni raz udało mu się zwyciężyć w 2010 roku. Na pewno więc czuje respekt przed rywalem, ale z drugiej strony, przecież teraz dysponuje znacznie lepszymi zawodnikami niż w Evertonie, więc kiedy przełamać złą passę, jak nie teraz?














