Jeszcze kilka lat temu okrzyknięto ich mianem „nowego City”. Wróżono im walkę o Ligę Mistrzów, a może nawet mistrzostwo kraju. Wszystko to za sprawą nowego, bogatego właściciela. Tymczasem walczą regularnie, ale na przemian o awans i utrzymanie w Premier League. Coś tu ewidentnie nie wypaliło.
Wraz z przybyciem do klubu w 2011 roku Tony’ego Fernandesa, malezyjskiego biznesmena i multimilionera, w sercach kibiców pojawiła się nadzieja na nadejście lepszych czasów dla Queens Park Rangers. Klub nie tylko miał pozostać w Premier League na dłużej, ale także walczyć o udział w europejskich pucharach. Fernandes z miejsca zapowiedział, że nie zamierza oszczędzać na wzmocnieniach drużyny. Jak powiedział, tak się stało – od czasu jego pojawienia się, czyli sierpnia 2011 roku, klub wydał na transfery około 105 mln £. Mimo to wytrwał zaledwie dwa lata w angielskiej ekstraklasie, po czym spadł do Championship. W tym sezonie londyńczycy wrócili co prawda do Premier League, ale wciąż nie są pewniakami do utrzymania się, a co dopiero walki o europejskie puchary, które wróżono im w mediach.

Będąc zupełnie szczerym, muszę stwierdzić, że trudno porównywać wydatki Manchesteru City z QPR. W pierwszym sezonie po przejęciu „Obywateli” przez szejka Mansoura klub wydał ponad 121 mln £, czyli więcej niż „Strażnicy” za całej kadencji Fernandesa. Mimo że Malezyjczyk nie należy do najbiedniejszych ludzi na świecie, jego fortuna nie może się równać ogromnemu majątkowi arabskiego inwestora. Musiał więc przeprowadzić tańsze transfery, za to bardziej przemyślane, by poważnie myśleć o awansie do przynajmniej pierwszej dziesiątki tabeli. Tak się jednak nie stało, a winić za to można tylko i wyłącznie tych, którzy te transfery planowali – Tony’ego Fernandesa, Marka Hughesa i – po zwolnieniu Walijczyka – Harry’ego Redknappa. Pod dowództwem tego ostatniego klub zaliczył deklasację do Championship, by rok później powrócić do Premier League. Po części można wytłumaczyć Anglika tym, że przejął zespół w trakcie sezonu po Marku Hughesie, ale czy posiadając zawodników sprowadzonych za takie sumy, można tak po prostu spaść z ligi? Tym bardziej że w pierwszych tygodniach jego pracy osiągał zadowalające, wręcz genialne rezultaty, jak zwycięstwo 1:0 na Stamford Bridge z Chelsea. W końcówce sezonu wyniki się pogorszyły – QPR zaczął przegrywać z klubami z dolnej części tabeli, w efekcie czego stracił szanse na utrzymanie dwie kolejki przed końcem rozgrywek. W tym sezonie poczynania londyńczyków również są dalekie od ich możliwości. „Strażnicy” szczęśliwie zajmują szesnaste miejsce w lidze, w dużej mierze dzięki Charliemu Austinowi.












