Wstałem dzisiaj z dziwnym obrazem w głowie. Śniła mi się historia z Legią Warszawa. Tak, tego polskiego piłkarskiego klubu, który jest mistrzem Polski i walczy w europejskich pucharach. W tym moim śnie o Legii mówiło się wszędzie: w polskich i zagranicznych gazetach, w internecie, a także na wszystkich sportowych kanałach telewizyjnych. Do końca nie wiedziałem, o co chodzi, ale jak się później okazało, chodziło o wielki sukces piłkarzy z Warszawy.„W końcu!”, „Brawo Legio”, „Wie(L)ka Legia” – w ten deseń zatytułowane były wszystkie artykuły w dziennikach sportowych. Teksty odnosiły się do wielkiego sukcesu, jaki osiągnęli piłkarze z Warszawy. Podopieczni łysego trenera rodem z Norwegii, Henninga Berga, zdołali awansować do fazy grupowej Ligi Mistrzów po 18 długich, morderczych i smutnych latach w polskim futbolu klubowym. Ale teraz nastał czas na fiestę, radość i zachwyt nad ekipą z Łazienkowskiej.
Gdy poszedłem do miasta, sklepu czy pracy, nie słyszałem nic poza słowem: Legia! Legia tu, Legia tam, Legia po prostu wszędzie! Nie do końca rozumiałem tej euforii polskiego społeczeństwa. Przecież to tylko awans do LM. Fakt, wyczyn historyczny, bo po 18 latach rozłąki z tymi prestiżowymi rozgrywkami, ale po co tu od razu wznosić takie toasty. Rozumiem jakby to był awans do finału, a co lepsze, zwycięstwo w nim i zostanie najlepszą drużyną w Europie. A może i na świecie? Ale awans tylko do fazy grupowej Champions League? Nie mogłem się doprawdy połapać, o co w tym wszystkim chodzi. Sięgnąłem zatem po pierwszy lepszy dziennik sportowy i zacząłem dokładnie wczytywać się, co w nim jest napisane. I to dopiero rozjaśniło mi, jakim wyczynem jest ten wywalczony awans. Sukcesem piłkarzy, całego klubu z Warszawy i całego polskiego futbolu.
Legia za awans dostała niebotyczne pieniądze. Spekulacyjne liczby kibiców na meczach podczas fazy grupowej Ligi Mistrzów, przypuszczalne dochody ze sprzedaży karnetów, biletów jak i gadżetów klubowych, wpływy od sponsorów, stacji telewizyjnych i od UEFA oraz dochody z dnia meczowego stanowiły wielką, trudną do wyobrażenia sumę. Budżet klubu z Łazienkowskiej powiększył się prawie o połowę. Wszyscy zastanawiali się, jakie sławne nazwiska dołączą do Radovicia, Dudy, Koseckiego czy Kuciaka. A wszystko to przez, tylko i wyłącznie, awans do fazy grupowej LM.
W moim śnie widziałem prezesa Legii, Bogusława Leśnodorskiego, który dyskutował z Florentino Perezem z Realu Madryt, Romanem Abramowiczem z Chelsea Londyn i działaczem Sportingu Lizbona. Rozmowy dotyczyły terminarza rozgrywek, bo Legia miała w grupie grać właśnie z tymi europejskimi gigantami. Kibice, zwłaszcza ci z Żylety, zacierali już ręce na wyjazdy do stolic Hiszpanii, Anglii i Portugalii. Cieszyli się, że będą mieli okazję pokazać się fanom najbardziej renomowanych klubów na świecie i udowodnić, że pod względem kibicowskim sami należą do najlepszych.
Kolejnym wątkiem tego snu była nietypowa wizyta piłkarzy Legii w pałacu prezydenckim. Bronisław Komorowski z małżonką oraz prezes PZPN, Zbigniew Boniek, gratulowali bohaterom polskiego futbolu. „Zibi” ze łzami w oczach ściskał wszystkim serdecznie rękę, gratulował i zarazem dziękował. Dziękował za to, że mistrzowie Polski nareszcie pokazali Europie i całemu światu, że też potrafią grać w piłkę nożną i walczyć wśród najlepszych. Głowa PZPN-u radowała się również z powodu zainteresowania futbolem całego społeczeństwa. Wreszcie malkontenci przyhamują z wiecznym marudzeniem, a całe środowisko piłkarskie będzie mogło dumnie chodzić z podniesioną głową. W końcu zagramy w LM, wśród najlepszych!











