Już za kilka dni rozpocznie się turniej o miano najlepszej drużyny Ameryki Południowej. O komentarz do Copa America, którego gospodarzem jest Argentyna, poprosiliśmy Mariusza Piekarskiego. Niegdyś występujący na pozycji pomocnika zawodnik ma za sobą dwa lata gry w lidze brazylijskiej, które to uważa, za jedne z najlepszych w swojej karierze.
W ostatnich latach Brazylia zdominowała Copa America, wygrywając większość turniejów. Na czym polega fenomen tej drużyny?
Mariusz Piekarski: Brazylia jest pięciokrotnym mistrzem świata, to najbardziej utytułowana reprezentacja na świecie, stąd ten fenomen. Od lat szkolenie jest tam bardzo dobre. Mają wielu utalentowanych piłkarzy. Jest to też wielki kraj, który posiada około 190 milionów mieszkańców, więc jest z czego wybierać. Klimat wokół piłki sprzyja temu, żeby dzieciaki garnęły się do futbolu. Wiedzą, że przez to mogą poprawić sobie życie, myślę że podobnie jest w Argentynie. Mimo wszystko Brazylia jest trochę większym krajem i może ma trochę więcej utalentowanych piłkarzy. Głównym powodem tej dominacji jest to, że Brazylia od lat puszcza wielu piłkarzy poza granice swojego kraju. Ci zawodnicy, szczególnie w Europie, uczą się taktyki, już nie grają takiej radosnej piłki, czasem nawet jak na nich prezentują brzydką piłkę, ale mimo wszystko grają bardzo dobrze taktycznie i defensywnie. Z roku na rok wygląda to coraz lepiej.
Czy Sanchez wraz z reprezentacją Chile sprawią niespodziankę w Argentynie? (fot. Soccerprose.com)
Kolejny z gigantów Ameryki Południowej, Argentyna, czeka na triumf w Copa już prawie 20 lat. W tym roku organizują ten turniej i mają świetną okazję, żeby wrócić na szczyt.
Osobiście kibicuje Argentynie, zawsze podobała mi się ich piłka, nawet bardziej niż brazylijska, ponieważ bardziej przypomina futbol europejski, czyli taki, w którym siła fizyczna, technika i taktyka są na najwyższym poziomie. Kibicuję Argentynie, żeby wreszcie odniosła sukces, tym bardziej, że gra u siebie. No i gra tam też mój ulubiony piłkarz – Messi. W reprezentacji tego kraju jest wielu znakomitych piłkarzy, ale myślę, że Brazylia tanio skóry nie sprzeda, jeszcze włączy się pewnie do walki Chile, może troszeczkę namieszać także Urugwaj. Dosyć ciekawie zapowiada się Copa America w tym roku.
W ostatnich latach Argentyna często spotykała się z Brazylią, czy to w ćwierćfinałach, czy tak jak cztery lata temu w finale, gdzie Brazylia pewnie wygrała 3:0. Jeśli w tym roku te drużyny ponownie się spotkają, to czy tym razem „Albicelestes” dorównają Canarinhos? Argentyna ma teraz mocniejszy skład niż na ostatnim Copa?
Myślę, że tak. Brazylia zawiodła na ostatnich mistrzostwach świata, przede wszystkim stylem. Można powiedzieć, że oglądało się tę reprezentację za karę i bardziej szło się obejrzeć mecz Brazylii po to, żeby przekonać się, czy Brazylia zaskoczy i zagra na miarę wielkiej Brazylii, czy może ponownie rozczaruje. Na ostatnich mistrzostwach świata bardzo rozczarowała, nawet nie tyle wynikami, co stylem gry. Myślę, że Argentyna jest faworytem tych mistrzostw i jeżeli spotka się z Brazylią, to na pewno będzie w lepszej sytuacji, bo będzie wstępowała u siebie. Brazylia jest jednak nieprzewidywalna. Parę lat temu też kompletowała skład w ostatniej chwil. Grając z kontry bardzo poukładany futbol, można powiedzieć, że rozbiła wtedy Argentynę. Drużyna ta ma ogromny potencjał i nie wiadomo, czego można się po niej spodziewać. Chciałbym, żeby Brazylia grała po brazylijsku, czyli mimo wszystko z tą fantazją, techniką, ale też i na najwyższym poziomie jeśli chodzi o strategię.
Kogo określiłby Pan mianem czarnego konia tego turnieju?
Na ostatnich mistrzostwach świata bardzo podobała mi się reprezentacja Chile. Jest tam teraz wielu utalentowanych piłkarzy z Sanchezem na czele, który nosi się z zamiarem przejścia do Barcelony. Więc jestem ciekaw, jak wypadnie w tej konfrontacji. Ogólnie jeśli chodzi o czarnego konia, to stawiam na Chile i nie wiem, czy ta reprezentacja bardzo nie namiesza.
Gościnnie udział w turnieju bierze Kostaryka. Co może Pan powiedzieć o tym zespole? Stać ich na awans z grupy?
Myślę, że mają małe szanse. Kostaryka nigdy nie była mocarzem, przegrała nawet z nami na mistrzostwach świata. Nie jest to za mocny zespół, ale to jest piłka. Można gdybać, można polemizować, ale czasami przypadek, ktoś się poślizgnie, gdzieś tam piłka inaczej się odbije i jest kompletnie inny wynik. Dlatego wszyscy kochają piłkę, bo często jest ona dziełem przypadku, którego jest dużo w piłce i myślę, że każdy wynik jest możliwy. Są faworyci, można powiedzieć, że papierowi, ale wszystko weryfikuje później boisko. Dlatego może nie jest to jakieś piłkarskie mocarstwo, ale będą na pewno walczyć, będą chcieli pokazać się z jak najlepszej strony. Jednak jeśli chodzi o sukces, to nie prognozuję reprezentacji Kostaryki jakiejś wielkiej roli w tym turnieju.
Najbardziej wyrównana wydaje się grupa C, gdzie zmierzą się Meksyk, Peru, Chile i Urugwaj. Zgodzi się Pan z tą tezą?
Na pewno można powiedzieć, że jest to grupa śmierci, bo każda z tych reprezentacji naprawdę jest silna, więc trudno wskazać faworytów do awansu. Myślę, że ta grupa będzie najbardziej oglądana i będzie tam najwięcej emocji, bo wszystkie drużyny są klasy światowej.
Miał Pan okazję grać w Brazylii w dwóch klubach, w Atletico Paranaense i Flamengo Rio de Janeiro. Jak wspomina Pan pobyt w tamtych drużynach?
Argentyna jest faworytem Mariusza Piekarskiego (fot. Skysports.com)
Bardzo miło, myślę że to wspaniały moment w mojej karierze, chyba nawet najlepszy. Miałem 21 lat, kiedy przechodziłem do Atletico, po roku przeszedłem do Flamengo, więc można powiedzieć, że moja kariera szła w dobrym kierunku. Później transfer w ramach Brazylii dosyć wysoki jak na tamte trudne czasy. Zostałem sprzedany za 1 200 000 dolarów, więc myślę, że do tej pory, jak byłem w Brazylii, moja kariera się rozwijała, kontuzje mnie omijały. To był chyba najlepszy moment w mojej karierze piłkarskiej i bardzo miło go wspominam.
Skąd wzięła się decyzja o takim kroku? Nie jest to zbyt często obierany przez Europejczyków kierunek.
Myślę, że chodziło o chęć poznania świata i jakieś nowe cele. Nigdy nie bałem się podejmować walki o lepsze życie. Gdzieś w tym momencie serce i rozum mi podpowiadało, że to jest dla mnie właściwe miejsce, żeby spełniać się zawodowo. Myślę, że dobrze wybrałem, chociaż krótko akurat ta moja kariera trwała, głównie przez liczne kontuzje. Ale bardzo mile wspominam to, że mogłem zagrać z piłkarzami, których wcześniej oglądałem w telewizji, a mogłem się z nimi mierzyć i nawet nieźle to wychodziło, bo dwa razy w Brazylii na 24 drużyny zdobyłem 4. miejsce. I z Flamengo, i z Athletico, które było wtedy beniaminkiem, i to był duży sukces dla tego klubu. Teraz można powiedzieć, że ta drużyna bardzo dobrze się rozwinęła, dziś Athletico jest silnym klubem w Ameryce Południowej. Bardzo dobrze to wspominam i uważam, że to był dobry krok, może nawet bardzo odważny. Dzisiaj piłkarze nawet do Europy często nie chcą wyjeżdżać z Polski, bo mają tak dobrze. W tamtych czasach aż tak dobrze w Polsce nie było, więc nie bałem się wyjechać nawet tak daleko i podkreślę, że tego nie żałuję. Myślę, że była to bardzo dobra decyzja.
Na pewno był to odważny krok, to jest inny klimat, inna kultura…
Wtedy były przede wszystkim inne czasy, w Polsce nawet Internetu nie było. W tamtych czasach były rozdawane czarno-białe telewizory i niewiele się mówiło o Brazylii, a jeśli się mówiło, to źle. Straszono mnie, że tam jest bardzo niebezpiecznie, że ludzie chodzą po ulicach z bronią. A gdy przyjechałem na miejsce, to zobaczyłem, już wtedy, bardziej rozwinięty kraj od Polski. Może i jesteśmy w Europie, ale jeśli chodzi o jakość życia nawet tej średniej klasy, to była ona tam znacznie wyższa niż w Polsce. Wtedy karty kredytowe i czeki były w Brazylii na porządku dziennym. Było to bardzo wygodne życie, wszystko można było załatwić przez telefon. Już wtedy Brazylia przewyższała nas, nie mówiąc tu już o takich ekstremalnych sytuacjach, czyli o życiu na ulicy, tylko chodzi o takie średnie życie. To dzisiaj się potwierdza, gospodarka Brazylii jest jedną z silniejszych na świecie.
Szybko się Pan zaaklimatyzował w nowych warunkach?
Bardzo szybko. Zawsze byłem odważny, jeśli chodzi o takie wyzwania. Byłem uśmiechnięty, co mi pomagało zdobywać przyjaciół, kolegów i nawiązywać znajomości. Nigdy nie byłem gburem. Szybko się nauczyłem języka, bo wiedziałem, że to mi pozwoli kontaktować się z kolegami, z którymi chciałem prowadzić dialog. Nie chciałem siedzieć cicho i tylko się uśmiechać, udawać, że coś rozumiem. Postawiłem sobie za cel, że będę dużo przebywał z moimi nowymi kolegami i dosyć szybko załapałem język, bo można powiedzieć, że po 4-5 miesiącach już dobrze mówiłem po portugalsku, tak że każdy mógł mnie zrozumieć oraz ja mogłem zrozumieć kolegów.
Czym różni się futbol europejski od południowo-amerykańskiego?
Jeśli chodzi o Europę, to tutaj jest większy nacisk na przygotowanie fizyczne i taktyczne. Natomiast patrząc na arbitrów w Brazylii, to można powiedzieć, że sędziowie gwiżdżą każdy upadek. Bardzo mi się to nie podoba, bo zwalnia tempo gry i często piłkarze wymuszają takie absurdalne faule. Czasami sędziowie nie wytrzymują presji widowni, gdzie jest kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Piłkarz jest lekko pchnięty i się wywraca, gdzie w Europie nikt by nawet nie reklamował, żeby był faul, a tam jest przewinienie i to mi się nie podoba. Ta gra jest wolna, szarpana, często przerywana i to nie jest korzystne.
Natomiast jeśli chodzi o samo widowisko, to są to dobre mecze, bo są tam zawodnicy techniczni, każdy zespół gra ofensywnie, więc na pewno jest to ładne dla oka. Kiedyś spierałem się z kolegą, jeśli chodzi o piłkę brazylijską i europejską, i usłyszałem ciekawą rzecz, że może nie jest ona tak poukładana taktycznie, ale jest bardzo interesująca i mimo wszystko czasem ciekawsza niż europejska, bo ta z kolei jest przesiąknięta taktyką, a nie należy zapominać, że piłka nożna jest przede wszystkim dla kibiców, a nie dla strategów, trenerów czy dla piłkarzy, działaczy. Gramy dla kibiców, piłka musi się im podobać, żeby przychodzili na stadiony, czy żeby zasiadali przed telewizorami. Jeśli mecz jest interesujący, widowiskowy i emocjonujący, to fani chętnie zobaczą kolejny mecz. A jeżeli spotkanie jest nudne, jest wyzwaniem powiedzmy bardziej dla koneserów piłki, bo można oglądać jakieś detale taktyczne, ale to nie jest dobre, bo kibice chcą oglądać mecze pełne emocji, a nie uprawiać zawód trenera, czyli bawić się taktyką.
Na koniec chciałbym dowiedzieć się, kto będzie Pana faworytem, z rozmowy wynikło, że Argentyna, tak?
Kibicuję Argentynie, bo już długo nie ma żadnego sukcesu. Ta reprezentacja ma świetnych piłkarzy i nie wiem w sumie dlaczego tak się dzieje. Grają teraz w domu, no i chciałbym, żeby to Argentyna coś osiągnęła. Brazylia ma wiele sukcesów na koncie, więc na tych mistrzostwach będę kibicował Argentynie, choć trzymam też kciuki za Brazylię.
Ja kibicuję Brazylii i Argentynie chociaż bardziej
lubię piłkarzy z Brazylii np takie gwaizdy
jak:Ronaldinho Kakaa Robinho Fabiano czy najlepszy
piłkarz w historii Pele
~
~Marcin77
Argentyńczycy to cwaniaki ,Brazylijczycy to
kawiorze…więc moim faworytem z Ameryki
Południowej od zawsze jest,wydaje się,że trzecia
siła tego kontynentu,czyli URUGWAJ;)