Na St Andrews, w ramach pierwszego meczu o półfinał Pucharu Anglii, zmierzyli się ze sobą Birmingham oraz Bolton Wanderers. Obie ekipy stworzyły świetne widowisko, pełne kontrowersji, emocji, lecz zwycięzcami okazali się podopieczni Owena Coyle’a.
Przegląd pierwszej połowy mógłby sugerować, że nie była ona zbyt wyrównana. Rzeczywiście, podopieczni McLeisha najwyraźniej nie zrealizowali ustalonego wcześniej planu. Zadania nie ułatwiły im dwie wymuszone zmiany przeprowadzone już w pierwszej połowie. Kontuzji doznali Barry Ferguson oraz Jiranek. Tymczasem goście dobrze konstruowali ataki i objęli prowadzenie już w 21. minucie. Świetną asystę zaliczył Klasnić, który doskonale przedłużył piłkę do wbiegającego w pole karne Elmandera. Zawodnik, bez szczególnego przymierzania się, potężnie uderzył w lewy, dolny róg bramki.

Gospodarze nie wyglądali na zreflektowanych swoją postawą. Wciąż przeważali zawodnicy Boltonu. Birmingham miało problemy w ofensywie. Podopiecznym McLeisha udało się jednak przełamać, choć czy sprawiedliwie – sprawa dyskusyjna. Warto zaznaczyć, że wpływ na straconą bramkę miał błąd obrońcy, który dobrze, aczkolwiek niechcący, podał do Jerome’a. Camerone potężnie uderzył w kierunku bliższego słupka, a futbolówka zdołała uprzedzić Jaaskelainena. Bramkarz Boltonu nie spisywał się jednak najgorzej, mógł zebrać dobre oceny za dobre, odważne wyjścia do piłek. Do przerwy utrzymał się remis.
Niedługo po wznowieniu gry doszło do niemałych kontrowersji. W polu karnym Birmingham miało miejsce spore zamieszanie, gdyż jeden z obrońców wyraźnie zagrał piłkę ręką. Sędzia doszukał się jednak wcześniej przewinienia piłkarza Boltonu, choć czy naprawdę ono było, niełatwo jest jednoznacznie stwierdzić. Niedługo później, około 59. minuty, zrobiło się jeszcze bardziej gorąco. Na fantastyczną pozycję wybiegł Jerome, który mógł łatwo pokonać bramkarza. Ten jednak skrócił mu kąt i odważnie wybiegł w jego kierunku, jednocześnie zahaczając nogę piłkarza we własnym polu karnym. Ani sędzia spotkania, ani arbiter liniowy, nie dopatrzyli się jednak przewinienia, co mogło rozzłościć Jerome’a. Faul Jaaskelainena okazał się oczywisty, a za takie zagrania można pokazać nawet czerwoną kartkę, a przede wszystkim podyktować rzut karny.
Za jakiś czas na boisku pojawił się jeden z bardziej utalentowanych zawodników Boltonu, Koreańczyk Lee. Najpierw popisał się on dobrą interwencją w obronie, a potem w ataku. Zmylił defensorów, zagrał do swojego partnera i zagotowało się w polu karnym. Padła bramka dla „The Trotters”, lecz sędzia odgwizdał spalonego. Gol jednak padł, już za parę minut. Curtis Davies sfaulował we własnym polu karnym innego Daviesa – kapitana gości. Poszkodowany egzekwował „jedenastkę” i się nie pomylił, dał prowadzenie swojej ekipie. Tymczasem wciąż rozkręcał się Lee, który zagrażał bramce rywala.












