To było dziwne spotkanie. Łącznie przez jakieś 75 minut nie działo się nic. Jednak emocje, jakie towarzyszyły temu pozostałemu kwadransowi, w pewnym stopniu rekompensują to, że kibice przez dłuższe fragmenty meczu po prostu przysypiali.
Od początku lepiej wyglądał Bayer. Lepsza jakość piłkarska pozwalała mu na dłuższe rozgrywanie akcji i przemieszczanie się pod pole karne rywala podaniami po ziemi, a nie, jak to wyglądało w wykonaniu Fortuny, długim zagraniem, najczęściej niecelnym. Oczywiście to gospodarze mieli lepsze okazje. Najpierw dobry strzał z dystansu oddał Schürrle, potem z kilku metrów światło bramki nie trafił Friedrich. Z drugiej strony próbował odpowiedzieć Levels. Jego strzał był naprawdę potężny, ale również bardzo niecelny. Można było odnieść wrażenie, że mecz się wyrównuje. Bayern cofnął się, a Fortuna dłużej utrzymywała się przy piłce. I właśnie w tym momencie Bayer objął prowadzenie. Po przejęciu w środku pola piłka trafiła do Kiesslinga, który od razu zagrał za linię obrony do Sama. Napastnik „Aptekarzy” niczym Messi w pełnym biegu podciął piłkę nad bramkarzem, zdobywając pięknego gola.
Bramka nie miała jednak wpływu na obraz spotkania. Z boiska nadal wiało nudą. Kibice na BayArena ożywili się dopiero około 30. minuty, kiedy ich ulubieńcy ruszyli do ataku z większym animuszem. Niewiele zabrakło, aby byli oni świadkami kolejnego ładnego gola. Sam zakręcił obrońcą po prawej stronie, wrzucił w pole karne, a tam z woleja uderzył Schürrle. Piłka leciała zbyt blisko środka bramki, ale i tak należy pochwalić refleks Giefera, który sparował ten mocny strzał na poprzeczkę.
W 40. minucie stała się rzecz nie do przewidzenia. Rafael doszedł do dośrodkowania z rzutu rożnego i oddał strzał głową. Piłka odbiła się jeszcze od głowy Topraka i wpadła do siatki zdezorientowanego Rensinga. Łudząco przypominało to trafienie Bayeru przeciwko Bayernowi w zeszłym tygodniu. Trzeba jednak nadmienić, że rzut rożny był podyktowany niesłusznie. Podrażnieni gospodarze potrzebowali niecałych 60 sekund, aby odpowiedzieć. Sam ponownie dogrywał ze skrzydła, tym razem po ziemi. Kiesslinga zdołali uprzedzić obrońcy, ale nabiegającego na zatrzymaną piłkę Schürrlego nikt nie był już w stanie powstrzymać i Bayer po pierwszej połowie prowadził 2:1.
Piłkarze jakby zapomnieli o ostatnich pięciu minutach pierwszej połowy i w drugiej osłonie wrócili do tego, co prezentowali przez większość tego meczu. Na boisku znowu nie działo się praktycznie nic. Bayer spokojnie klepał piłkę, oszczędzając siły, a Fortuna po prostu nie miała pomysłu na grę. Całość mogła zmienić czerwona kartka dla Rolfesa. Pomocnik „Aptekarzy” pojawił się na boisku minutę wcześniej, zmieniając Sama. Jego wejście w pierwszym momencie rzeczywiście wydawało się ostre, ale jak pokazały powtórki, Kruse dodał bardzo dużo od siebie. Jednak po tym faulu i rzucie wolnym Bayer wyprowadził kontrę, która przyniosła trzecią bramkę. Carvajal przebiegł z piłką ponad pół boiska i już w polu karnym wyłożył piłkę Augusto, który musiał tylko wpakować ją z najbliższej odległości do siatki.
Po zdobytym golu Bayer cofnął się na własną połowę i zamknął drogę do własnej bramki. Udało mu się wyprowadzić też kilka kontr, ale albo kończyły się w polu karnym, albo dobrze interweniował Giefer, do którego w ciągu całego spotkania nie można było mieć zastrzeżeń. Wydawało się, że nic się już nie wydarzy, ale w 86. minucie do wybitej na 30. metr piłki dopadł Bodzek. Nie zastanawiając się, przyjął futbolówkę i oddał strzał dystansu. Zrobił to na tyle dobrze, że Rensing nie miał szans na skuteczną interwencję. W końcówce Fortuna starała się jeszcze wyrównać, ale akcje podopiecznych Norberta Meiera były bardzo chaotyczne i mimo że kilkukrotnie dostali się w pole karne przeciwnika, to nie oddali celnego strzału.








