Piłkarze Marcina Brosza podczas piątkowych zawodów byli lepsi od graczy Widzewa, pokonując drużynę z Łodzi 3:0. Dwa gole zdobył Horvath i jednego Ruben Jurado.
Mecz pomiędzy Piastem Gliwice a Widzewem Łódź można nazwać potyczką nawet o sześć punktów. Oba zespoły nie spisywały się najlepiej i podczas piątkowego wieczoru chciały wygrać, by poprawić nastroje u kibiców oraz włodarzy klubu.

Na początku spotkania każda strona grała bardzo ostrożnie, by nie popełnić poważniejszych błędów. Pierwszą okazję do zdobycia bramki miał Eduards Visnakovs, który w sytuacji sam na sam trafił prosto w Dariusza Trelę. Chwilę później przed szansą stanęli gospodarze. Kamil Wilczek uderzył głową z okolic ośmiu metrów, lecz Maciej Mielcarz popisał się świetną paradą i piłkarze prowadzeni przez Marcina Brosza musieli się zadowolić tylko rzutem rożnym. W 19. minucie impas został przełamany przez zespół gliwiczan. Tomasz Podgórski kapitalnie dograł piłkę w pole karne do Horvatha, który efektownym strzałem głową nie dał szans golkiperowi Widzewa, umieszczając piłkę w siatce.
Sześć minut później było już 2:0. Ruben Jurado wykorzystał niefrasobliwość defensorów gości i sprytnym strzałem z ostrego kąta pokonał Macieja Mielcarza. Bramka gości była wciąż zagrożona, bo piłkarze Piasta cały czas stwarzali sobie sytuację. Przed zmianą stron nie padło więcej bramek i gospodarze w dobrych nastrojach opuścili plac gry. Natomiast Radosław Mroczkowski miał nadzieję, że w drugiej połowie jego piłkarze się podniosą i wrócą do równorzędnej walki.
W 53. minucie goście byli w poważnych kłopotach, bo czerwoną kartkę ujrzał Maciej Mielcarz, który ostrym wślizgiem wszedł w nogi Kamila Wilczka. W osłabieniu Widzewowi grało się strasznie niedobrze i nie potrafił zaskoczyć drużyny przeciwnika. Kilka chwil później nastąpiła powtórka z rozrywki. Tomasz Podgórski kolejny raz dobrze wrzucił piłkę w pole karne do Horvatha, który z pięciu metrów głową posłał futbolówkę do siatki łódzkiego zespołu.
Piłkarze Widzewa grali katastrofalnie w formacji defensywnej. Zamiast walczyć chociażby o honorowego gola, to bronili się, żeby nie stracić czwartego, co było bardzo upokarzające dla ich trenera, który chciał za wszelką cenę, aby Widzew się w tym spotkaniu przełamał. Gospodarze wykorzystywali przewagę liczebną na boisku i bez większych problemów rozgrywali piłkę w środkowej części boiska. Piast zasłużenie wygrał, bo był zdecydowanie lepszy od Widzewa.











