Wczoraj Legia, a dziś druga z warszawskich drużyn, grających w Ekstraklasie, zaliczyła porażkę. Polonia przegrała u siebie z Piastem Gliwice 0:2.

Od początku meczu zaatakowała Polonia. Po zeszłotygodniowej porażce z Wisłą podopieczni Dušana Radolskiego chcieli wygrać mecz na własnym boisku. Najpierw w czwartej minucie w sytuacji sam na sam z bramkarzem Piasta stanął Mierzejewski, ale po interwencji obrońcy padł w polu karnym, a piłka padła łupem golkipera gości. O karnym nie było mowy. Zaledwie minutę później ten sam piłkarz uderzył z dystansu, ale piłka przeleciała metr nad bramką. W 19. minucie Matuszek popełnił koszmarny błąd. Stracił piłkę przed własnym polem karnym na rzecz Jaronia. Ten wpadł w pole karne i, w sytuacji sam na sam, strzelił mocno, ale na wysokości zadania stanął Kwapisz i wybił piłkę na rzut rożny. W 41. minucie meczu Telichowski nie trafił do siatki z pięciu metrów i Piast nadal mógł cieszyć się z bezbramkowego remisu. Takim wynikiem zakończyła się bezbarwna pierwsza połowa.
Druga zaczęła się podobnie, jak skończyła pierwsza. Niespodziewanie jednak w 67. minucie gola zdobył Piast. Smektała dograł piłkę w poprzek boiska do Olszara, ten wpadł w pole karne i strzelił pod nogami interweniującego Majdana. Było 0:1. Polonia nie zdążyła się jeszcze otrząsnąć po stracie gola, a już przegrywała 0:2. W 69. minucie szczęśliwym strzelcem okazał się Smektała, który po przebiegnięciu połowy boiska spokojnie przymierzył przy słupku i pokonał Majdana. Trzy minuty później bohater Piasta, Smektała, musiał zejść z boiska z powodu kontuzji. Mimo że sędzia doliczył aż pięć minut do regulaminowego czasu, to do końca meczu wynik już się nie zmienił i ostatecznie Piast wygrał z Polonią 2:0. Spotkanie w Warszawie nie należało do najciekawszych w tej kolejce. Piast zaliczył bardzo cenne zwycięstwo, a Polonia pokazała, że w tym sezonie jest znacznie słabsza niż w poprzednim.











