Niesamowity Kevin Phillips zaliczył udane spotkanie, bowiem na 30 minut przed końcem meczu wszedł na boisko i zdobył dwie bramki, które w końcowym rozrachunku dały zwycięstwo jego drużynie w meczu przeciwko Wolves.
Spotkanie na stadionie St. Andrew’s było rozgrywane pomiędzy ósmą drużyną w tabeli a przedostatnim Wolverhampton Wonderers. Drużyna gospodarzy przystępowała do tego meczu w roli faworyta, ponieważ podopieczni Alexa McLeish’a rozgrywają fantastyczny sezon, urywając punkty drużynom z „Wielkiej Czwórki” i wygrywając z sąsiadami w tabeli. Birmingham plasuje się w tabeli wyżej m.in. od Evertonu, Fulham oraz Blackburn Rovers, czyli ekip, które potencjalnie są silniejsze. Sytuacja „Wilków” nie wygląda już tak dobrze. 19 miejsce w tabeli, dwanaście porażek, sześć remisów i raptem pięć wygranych meczów nie napawa optymizmem przed rozpoczęciem spotkania.
Na samym początku gospodarze mogli wyjść na prowadzenie. Już w 5. minucie spotkania po dośrodkowaniu z rzutu rożnego szczęścia spróbował Roger Johnson, jednak jego strzał z linii bramkowej został wybity przez wypożyczonego z Chelsea, Michaela Mancienne. Birmingham atakowało. W 12. minucie spotkania groźnym strzałem zza pola karnego popisał się Sebastian Larsson, jednak jego strzał minął bramkę gości. Około dwudziestu minut po rozpoczęciu spotkania, podopieczni Micka McCarthy’ego zaczęli nabierać pewności siebie i stwarzali sytuację, które mogły dać im prowadzenie. Pierwszą okazję na stworzenie zagrożenia miał Daniel Jones, jednak jego ekwilibrystyczny strzał z rzutu wolnego minął bramkę Joe Harta. Wspomniany bramkarz w 24. minucie otrzymał żółtą kartkę za faul na Matthew Jarvisie, którego dopuścił się poza polem karnym. Po wrzutce z rzutu wolnego, wyśmienitą okazję zmarnował Ronald Zubar. Jego strzał z odległości około ośmiu metrów minął poprzeczkę bramki Birmingham o zaledwie kilkadziesiąt centymetrów. Kilka minut później zakotłowało się pod drugą bramką, strzeżoną przez Marcusa Hahnemanna. Po wrzutce McFaddena, Liam Ridgewell próbował szczęścia wolejem, jednak jego strzał minął bramkę.
W 42. minucie Karl Henry zapoczątkował akcję, która przyniosła bramkę. Henry otrzymując podanie od partnera z zespołu najpierw próbował szukać strzału, jednak zauważył lepiej ustawionego Matthew Jarvisa, a ten lewą nogą dośrodkował w okolicę pola bramkowego. Piłka niefortunnie odbiła się od nóg jednego z defensorów Birmingham, trafiła w słupek, a były napastnik Reading FC, Kevin Doyle, bez żadnych problemów umieścił piłkę w siatce. Po stracie bramki drużyna Birmingham zaczęła atakować. Sędzia spotkania, Lee Probert, mógł odgwizdać faul w polu karnym, jednak ze stoickim spokojem odwrócił się i nie zareagował na faul Ronalda Zubara na zawodniku gospodarzy.
W pierwszej połowie gra była wyrównana. Napastnicy Birmingham nie radzili sobie z obrońcami gości. „Chucho” Benitez odbijał się niczym piłka od młodego obrońcy Michaela Mancienne, a ten z pomocą kolegów całkowicie zneutralizował poczynania ofensywne rywali.
Już na samym początku drugiej odsłony spotkania arbiter, Lee Probert, musiał interweniować i ukarał żółtym kartonikiem Daniela Jonesa za faul taktyczny, którego dopuścił się w okolicach 30 metrów od bramki przeciwnika. W 62. minucie spotkania golkiper „Wilków” Marcus Hahnemann mógł obejrzeć czerwoną kartkę za faul w polu karnym na Benitezie, jednak sędzia nie dopatrzył się przewinienia. Ekwadorczyk musiał opuścić boisko z powodu kontuzji. Za Beniteza wszedł doświadczony, w tym dniu magiczny, Kevin Phillips. Wejście tego gracza oraz Craiga Gardnera odmieniło grę Birmingham. Zespół gospodarzy zaczął atakować, co pozwalało na stworzenie większej ilości sytuacji. Pomimo tego, że Phillips nie był zbyt widoczny zaraz po wejściu na boisko, zrobił to, co do niego należało, zapewnił trzy punkty swojej drużynie. Najpierw w 80. minucie spotkania pokonał golkipera gości, pięć minut później dołożył jeszcze jedno trafienie. Opiekun gości, Mick McCarthy, poróbował ratować sytuację wprowadzając dwóch ofensywnych graczy jeszcze w regulaminowym czasie gry, jednak wynik meczu nie uległ zmianie, a Kevin Phillips znalazł się w odpowiednim miejscu, we właściwym czasie i wygrał ważne spotkanie dla swojej drużyny.










