Tottenham Hotspur nie miał większych problemów z pokonaniem ostatniego w ligowej tabeli Wigan Athletic. Londyńczycy po dwóch trafieniach Bale’a i jednym golu Modricia wygrali 3:1. Honorowe trafienie dla gości zaliczył McArthur.
„Koguty” niczego dzisiejszego wieczora nie chciały pozostawiać przypadkowi. Na White Hart Lane przyjechała ostatnia drużyna w ligowej tabeli, dlatego Tottenham po prostu nie mógł pozwolić sobie na jakąkolwiek wpadkę. Z tego też powodu od pierwszego gwizdka podopieczni Harry’ego Redknappa ruszyli do zdecydowanego ataku. W pierwszym kwadransie brakowało jednak im ostatniego, decydującego podania. W końcu w 15. minucie Luka Modrić znalazł w polu karnym Emmanuela Adebayora, ten przyjął piłkę, ale nie sobie, a Niko Kranjcarowi, któremu w ostatniej chwili pod nogi rzucił się defensor Wigan, zmuszając go do przełożenia piłki na lewą nogą. W tym momencie było już niestety po akcji, a wielka szkoda, że Kranjcar nie próbował uderzenia z pierwszej piłki. Chwilę później Modrić nie bawił się już w podania i uderzył z dwudziestu metrów, ale futbolówka przeleciała wysoko nad poprzeczką.

W 23. minucie współpraca Adebayora z Kranjcarem znowu mogła przynieść londyńczykom prowadzenie. Togijczyk wycofał piłkę na szesnasty metr, skąd huknął bez przyjęcia reprezentant Chorwacji, ale piłka odbita od obrońcy wyszła na rzut rożny. Po wrzutce z kornera „Koguty” miały jeszcze lepszą sytuację, znowu jednak na drodze piłki stanął obrońca Wigan, który wybił ją po strzale Kaboula tuż sprzed linii bramkowej. Sześć minut później nic już Tottenhamowi w zdobyciu gola nie przeszkodziło. Luka Modrić popisał się cudownym, krzyżowym podaniem w pole karne, w którym piłkę na klatkę piersiową przyjął sobie Gareth Bale i spokojnym strzałem z pięciu metrów pokonał Al-Habsiego. W 33. minucie rozgrywający bardzo dobry mecz Modrić do asysty dorzucił pięknego gola. Chorwat dość przypadkowo znalazł się w posiadaniu piłki na 17. metrze, jednak szybką ją sobie opanował i strzałem w długi róg nie dał szans na skuteczną interwencję bramkarzowi „The Latics”.
Do ostatniego gwizdka w pierwszej połowie obraz gry już się nie zmienił. W natarciu nadal byli gospodarze i mieli szanse na kolejne bramki. Na trzy minuty przed końcem szczęścia zabrakło między innymi Jake’owi Livermore’owi (wprowadzonemu na boisko w 31. minucie za kontuzjowanego Van der Vaarta), który próbował zaskoczyć Al-Habsiego strzałem z dwudziestu metrów. Przed przerwą więcej bramek już jednak nie oglądaliśmy, choć Wigan nie mogłoby narzekać, gdyby rywal strzelił ich więcej niż dwie.
Początek drugiej połowy zwiastował, iż dalej będziemy oglądać bardzo jednostronne widowisko. Już w pierwszej ofensywnej akcji Tottenham mógł podwyższyć na 3:0. Bardzo ładną akcję z prawej strony wrzutką zakończył Gareth Bale, ale główka Adebayora minęła poprzeczkę o kilkanaście centymetrów. Wigan próbowało się jednak odgryźć w 52. minucie meczu, kiedy to na bramkę Friedela ruszył Victor Moses, oddając mocny strzał sprzed pola karnego. Cztery minuty później znakomitą piłkę w „szesnastce” Tottenhamu otrzymał zaś Franco Di Santo, ale Argentyńczyk w ostatniej chwili został uprzedzony przez Ledleya Kinga.










