Manchester City udowodnił swą dobrą formę, wygrywając dzisiaj 3:1. Przez cały mecz z Wolverhampton Wanderers piłkarze z Manchesteru dominowali, prezentując efektowny futbol. Bohaterem pierwszej połowy został bramkarz „Wolves”, Wayne Hennesey. Jednakże to on zawalił dwa gole w drugiej części spotkania i stał się przykładem tego, jak w trakcie jednego meczu można trochę być jak „hero” i trochę jak „villain”.
Po efektownej wygranej nad Manchesterem United mogłoby się wydawać, że „The Citizens” zrobili milowy krok w kierunku pierwszego od 1968 mistrzostwa Anglii w piłce nożnej. Rozmiary zwycięstwa nad swym odwiecznym rywalem oraz głównym konkurentem do tytułu wywołały zdumienie i podziw w świecie piłki. Uwaga fanów futbolu na całym globie została zwrócona ku ekipie z Etihad Stadium. To historyczne 6:1 poważnie każe traktować pragnienia Khaldoona Al. Mubaraka o stworzeniu potężnej drużyny. Niemniej jednak, sam szkoleniowiec Manchesteru City, Robert Mancini, próbował ostudzić zapał związany z bardzo dobrą dyspozycją „The Citizens”. Rozesłał nawet do swych podopiecznych e-maile, w których docenił ich obecną formę, ale wskazał też, że przed zespołem jeszcze długa droga do osiągnięcia sukcesów i tym samym zaapelował o zaangażowanie oraz koncentrację w dalszej części sezonu. W 10. kolejce rozgrywek Premiership siłę aktualnego lidera tych rozgrywek na Etihad Stadium sprawdzić miał zespół z ogona tabeli – Wolverhampton Wanderers.

Piłkarze Manchesteru City rozpoczęli spotkanie bardzo mądrze, szanując piłkę – zmuszali przy tym „Wilki” do pressingu i podejścia bliżej bramki rywali. Już w 2. minucie świetną interwencją po strzale Sami Nasriego popisał się bramkarz gości, Wayne Hennesey. Kilka minut później przed szansą na dobrą akcję był zespół z Wolverhamptonu, ale pomyłki rozgrywającego swoje dwusetne spotkanie w barwach „The Citizens” Micaha Richardsa nie wykorzystali Hunt i Doyle. W 16. minucie natomiast świetnej okazji nie sfinalizował Edin Dzeko. Po przytomnym zachowaniu w polu karnym Richardsa Bośniak nie zamienił dobrego podania na bramkę. Siedem minut później po raz kolejny świetnie zachował się Hennesey – tym razem obronił silny strzał Kuna Aguero. Kilka następnych minut wyglądało bardzo podobnie – Manchester City zdecydowanie przeważał, na prawej stronie świetnie radził sobie wspomniany wcześniej Micah Richards, angażując się nieustannie w akcje ofensywne i będąc motorem napędowym swej drużyny. „Wolves” swoje szanse upatrywali jedynie w stałych fragmentach gry – ale te nie wyglądały w ich wykonaniu imponująco. W 40. minucie byliśmy świadkami dobrego podania Davida Silvy do Edina Dzeko, ale znajdujący się w sytuacji sam na sam snajper Manchesteru City znów musiał uznać wyższość Henneseya! To właśnie golkiper Wanderers był czołową postacią pierwszej połowy. Gdyby nie jego świetne interwencje, gospodarze z pewnością prowadziliby kilkoma bramkami.











